„Jesteśmy ze świata rocka” – wywiad z zespołem Coolers

„Jesteśmy ze świata rocka” – wywiad z zespołem Coolers

Cztery lata temu zaliczyli debiut idealny. Swoim pierwszym singlem wstrzelili się w rynek disco polo, choć jak sami przyznają w ich sercach gra muzyka rockowa. Dziś należą do grona najbardziej rozpoznawalnych grup w tej branży. Jak wspominają początki swojej działalności, jaką rolę w ich sukcesie odegrał Norbi i jak ich rodzinne miasto reaguje na muzykę disco polo?

Czytaj wywiad >> naTemat.pl

Reklamy

Wywiad z Dawidem Ozdobą – zespół Przyjaciele

Wywiad z Dawidem Ozdobą – zespół Przyjaciele

Artysta, człowiek orkiestra trudniący się wieloma fachami na raz. W oczach zdecydowanej większości Polaków jest jedynie tancerzem erotycznym. Jaki jest naprawdę Dawid Ozdoba? Zobaczcie koniecznie ten wywiad!

Mówią na Ciebie Łobuz. Taką też masz opinię w mediach. Tancerz erotyczny mający z sobą walkę w MMA. W swoich wypowiedziach często też zdaje się wyszukać pewność siebie jaka w Tobie siedzi. Tymczasem zakładasz zespół disco polo i nazywasz go dość sympatycznie, bo Przyjaciele. Troszkę się to wszystko gryzie…
No właśnie… bo prawda jest taka , że praktycznie nikt nie wie jaki jestem naprawdę. Mam najlepsza grupę chippendales BadBoys Pro Team, którą założyłem dla cudownych kobiet. Pracując jako tancerz w innych krajach zobaczyłem, że w Polsce brakuje takiej grupy i udało mi się ją stworzyć. Przez to, że od dziecka ćwiczę sztuki walki trafiłem do MMA i miałem walkę w Hardkorowym Koksem. To jedyna taka walka w polskim MMA – tak duża różnica wagi i tak dziwne zakończenie. Jak widać moje życie nie jest poukładane i spokojne, a to, że kocham scenę widać podczas moich pokazów. Dlatego zamiast zejść niebawem ze sceny jako tancerz postanowiłem spełniać swoje marzenia dalej i pozostać na niej jako piosenkarz. Razem ze swoją przyjaciółką Kasią Pińską założyliśmy zespół i zastanawialiśmy się nad nazwą. Nazwa Przyjaciele oddaje idealnie założenia naszego zespołu. Po pierwsze jesteśmy przyjaciółmi. Po drugie do naszych projektów muzycznych zawsze zbieramy pozytywnych ludzi, co widać w naszych teledyskach. Po trzecie w życiu najważniejsza jest dla mnie przyjaźń.

Wspomniałeś o zejściu ze sceny jako tancerz. Myślisz o zakończeniu tego etapu w swoim życiu?
Trzeba wiedzieć kiedy zejść ze sceny jako najlepszy z najlepszych. Dlatego też swoją wiedzę chcę przekazać innym i zacząłem robić szkolenia. Makra BadBoys jest bardzo znana nie tylko w Polsce i każdy wie, że moi uczniowie potrafią robić genialne pokazy. Wkrótce zostanę tylko managerem swoich tancerzy a na scenie pozostanę dalej jako zespól Przyjaciele.

Co w przypadku gdy Przyjaciele nie przyjmą się na rynku muzycznym?
Trzeba wierzyć w to, co się robi. Jak zacząłem z ekipą BadBoys to mówili, że głupi pomysł. A ja stworzyłem najlepszą grupę w Polsce i zwiedziłęm kawał świata jeżdżac na pokazy. Przyjaciele to coś innego. Wierzę w ludzi i ich marzenia. Nasze teledyski i muzyka to coś pozytywnego. Stawiamy na pięknych ludzi, zabawę i radość. Może odbiegamy od innych ale… Trzeba wierzyć w to, co się robi.

Zespół Przyjaciele to może też trochę chęć zmiany wizerunku, a może chęć pokazania się z zupełnie innej strony, tej drugiej strony Dawida Ozdoby?
To miłość do sceny i występów przed dużą publicznością sprawiła, że powstał zespół Przyjaciele. Kocham tworzyć i tu można pokazać swoją artystyczna duszę oraz kreatywność. Z zawodu jestem inżynierem ale też stylistą fryzur, tatuażystą, masażystą, trenerem personalnym, założyłem szkołę uwodzenia tańcem a teraz jestem piosenkarzem. Kto wie, co będzie dalej… Raz się żyje. Prawda?

Zgadzam się. Kiedy zatem i w jakich okolicznościach powstał pomysł na taki projekt muzyczny?
Totalny przypadek. W warszawskim klubie New Age Fitness, gdzie Kasia prowadzi zajęcia jako instruktorka fitness, a ja trenuję, często się widywaliśmy i w przerwach treningowych plotkowaliśmy sobie. Kasia ma wiele podobnych zainteresowań jak ja – między innymi taniec, fitness i jak się okazało jednego dnia też śpiew. Wiedziałem, że ma wiele osiągnięć w zawodach tanecznych i najwyższą klasę S w tańcach towarzyskich i latino, ale nie miałem pojęcia, że lubi śpiewać. Pół żartem, pół serio powiedziałem „To załóżmy zespół i….. Stało się! Powstali Przyjaciele.

Co chciałbyś osiągnąć jako wokalista? Co chciałbyś osiągnąć z grupą Przyjaciele?
Stworzyć hit. Nasze pierwsze kawałki są pełne pozytywnej energii i powoli wchodzimy na rynek disco. Teraz mamy super niespodziankę – nasz kolejny projekt będzie typowo na wesela i podobne tego typu imprezy. Może będzie to hit. Nowa wersja utworu „Sto lat”, to mogę zdradzić.

Czy już kiedyś śpiewałeś w jakimś zespole? Jak to u Ciebie wygląda z tym wokalem?
Przez wiele lat prowadziłem imprezy swojej grupy jako konferansjer, więc mikrofonu się nie boje , wręcz przeciwnie. Tenorem nie jestem ale biorę lekcje śpiewu z Kasią, więc będzie tylko lepiej. Jako 20 latek miałem być w zespole z 3 moimi kolegami. To były czasy Just 5 i projekt w ostatniej chwili padł bo niemiecki sponsor się wycofał z tego pomysłu. Ale gdzieś w domu jeszcze mam zdjęcia z naszej pierwszej sesji zdjęciowej. Widocznie tak miało być. Nic nie dzieję się bez przyczyny.

Wierzysz w przeznaczenie?
Wierzę i to bardzo, bo jestem zodiakalną rybą. Dużo w moim życiu działo sie niby przypadkowo, a ja uważem, że to wszystko łączy się w całość, by spełniać swoje marzenia i być szczęśliwym. W 2000 roku wysiadłem z auta a mój przyjaciel zginął w wypadku samochodowym. Mogłem jechać wtedy z nim… Dostałem drugą szansę, więc żyję tak, by nie ranić innych i cieszyć się każdym dniem.

Zespół Przyjaciele na na swoim koncie już 2 teledyski…
Tak są już 2 nasze teledyski. Oba jak widać są pełne pozytywnej energii i uśmiechniętych ludzi ale także widać w nich fajnych facetów z ekipy BadBoys, którzy często są wynajmowani to teledysków innych wykonawców. Kasia to zawsze uśmiechnięta i szalona dziewczyna, co widać w każdym naszym projekcie. Też bardzo kocha scenę i mam nadzieję, że jak wrócę z moich wakacji w Brazylii zaczniemy już koncertować.

Jak wygląda Twoja znajomość tego rynku muzycznego? Na Festiwalu w Ostródzie już się pojawiłeś.
Na początku byłem zielony , ale poznałem w krótkim czasie wiele zespołów i osób decydujących na tym rynku, więc powoli do celu… Życie jest po to, żeby spełniać marzenia więc to robię z Kasia.

W przyszłym roku do sprzedaży ma trafić Twoja książka… Opowiesz nam trochę o tym?
Dwa lata zastanawiam się, czy wydać swoja książkę” Wieczór Panieński – cała prawda”. Była napisana i leżała na półce. Po namowach znajomych zdecydowałem się udać do największego wydawnictwa w Polsce i okazało się , że w marcu na Dzień Kobiet chcą ją wydać. Myślę, że może ona zrobić niezłe zamieszanie na rynku. Po pierwsze wszyscy zobaczą drugą stronę medalu, po drugie dowiedzą się więcej o mnie, a po trzecie trzeba ją przeczytać…

Co z Twoją przygodą z MMA?
Zobaczymy co życie przyniesie . Po walce z Koksem i głupiej decyzji sędziego wkurzyłem się i walnąłem focha na MMA. Zacząłem przygodę z wake i kite. Zakochałem się w tych sportach i dużo latam po świecie. Ale zobaczymy, może wrócę do MMA… Jak dostanę po raz kolejny ciekawą propozycję.

Mówiłeś o podróżach i tej najbliższej do Brazylii. Wiem, że ma to być symboliczne otwarcie nowego rozdziału w Twoim życiu. Jakie plany ma zatem Dawid Ozdoba na najbliższą przyszłość?
Być szczęśliwym! Zakochać się! A tak poważnie to zobaczymy, bo po przylocie z Brazylii zasiadam w jury Mistrzostw Chippendales Pro Masters, na które zapraszam 14 listopada do Katowic. Następnie ruszam z ekipą BadBoys do Anglii na tournee. Może w tym roku uda mi się odwiedzić też Hongkong. Jeżeli razem z Kasią i naszym zespołem Przyjaciele uda nam się zrobić hit i dużo koncertować to będzie genialnie.

Wywiad z Piotrem Sikorą – zespół Adonis

Wywiad z Piotrem Sikorą – zespół Adonis

W przyszłym roku zespół Adonis będzie obchodził 20-lecie działalności. Trudno zatem wyobrazić sobie lepszy moment do wielkiego powrotu do wielkiego grania. Planujesz jakąś huczną imprezę?
Na pewno będziemy imprezować w gronie osób dzięki którym zawdzięczamy to co mamy i to co udało się stworzyć przez 20 lat. Planujemy także świętować na każdym koncercie przez cały rok 2016 z naszymi fanami

20 lat to kawał czasu, przez który muzyka disco polo bardzo się zmieniła. Zmieniła się też otoczka wokół niej. Jakie dostrzegasz różnice między czasami, gdy Adonis wkraczał do tego wielkiego świata disco polo, a dniem dzisiejszym?
Na pewno styl, muzyka i teledyski różniły się. Dzisiejsza muzyka disco polo jest na wyższym poziome, można ten poziom porównać do produkcji zagranicznych. Jest łatwiejszy dostęp do studia muzycznego jak i do telewizji. W latach 90 trudniej było się wybić do tej branży. Była tylko jedna telewizja i dwa programy telewizyjne, które promowały ten nurt muzyczny. Teledysk kosztował znacznie więcej niż na obecne czasy. Zespoły kręciły jeden, max dwa klipy w roku. Było inaczej ale też fajnie.

Słynęliście z bardzo wesołych i tanecznych produkcji oraz takich uderzających w serce – nastrojowych, romantycznych. Doskonale udało Wam się połączyć dwa wizerunki Adonis. Macie przepis na sukces?
Nie ma przepisu. Robimy to prosto z głębi serca. Większość produkcji tworzymy sami i staramy się do tego przykładać sumiennie. Nasze utwory kierujemy do różnych ludzi, w różnym wieku i to jest chyba istotne. Myślę, że tylko praca, tworzenie i szanowanie swoich fanów prowadzi do zaistnienia na rynku muzycznym.

Gdy muzyka disco polo przestała cieszyć się aprobatą ze strony telewizji, Wy mimo wszystko radziliście sobie całkiem nieźle. Przyszedł jednak ten moment, gdy koncerty przestały być jakimkolwiek źródłem utrzymania. Popraw mnie jeżeli się mylę.
Tak. Zgadza się. Jednak my nie przestaliśmy grać. Były wesela, inne okolicznościowe imprezy. Zajęliśmy się kompleksową obsługą imprez plenerowych oraz każdy z nas pracował zawodowo. Jednak cały czas tworzyliśmy. W tym czasie wydaliśmy płytę „Smak Twoich ust”, nagraliśmy dwa teledyski do piosenek „Czekam wciąż na Ciebie” i „Lato jak ze snu”.

Mimo, że muzyka disco polo przez parę lat przeżywała poważny kryzys, Twoja twarz i Twoje nazwisko przewijało się wielokrotnie w różnego typu mediach. Zaliczyłeś przygodę z polityką, prowadziłeś program w telewizji, agencję artystyczną…

Tak. Byłem radnym powiatowym, prowadziłem programy muzyczne w różnych stacjach telewizyjnych a teraz jestem dyrektorem domu kultury. Agencję artystyczną prowadzi żona. Było i jest ciekawie. Pracuje w pięknej gminie Tuczno koło Wałcza.

Kiedy uznałeś, że przyszedł czas by nagrać nowy materiał i przypomnieć się fanom?
Przez cały okres działalności zespołu rodziły się nasze nowości muzyczne. Jednak rok temu, postanowiłem wspólnie z kolegą Arkiem nagrać kolejną płytę, siódmą. Dlaczego ? Dostawaliśmy bardzo dużo maili, wiadomości z pytaniami, dlaczego nie promujemy naszych kawałków w mediach. Nasi fani byli cały czas przy nas. Dlatego taka decyzja. Pierwszy teledysk powstał w marcu. Kolejne w maju, czerwcu i sierpniu.

Wydaje się, że rozkręciłeś się na dobre.
Wspólnie z kolegą podchodzimy do wszystkiego co robimy z pełnym profesjonalizmem. Każdy nasz krok jest analizowany i poddawany ocenie osobą trzecim. Liczymy się z opinią naszych przyjaciół, fanów i ludzi dzięki którym udało nam się powrócić ponownie do świata mediów i branży disco polo.

Jesteś w przededniu wydania kolejnej płyty. Jakie to uczucie?
Super. W naszej karierze muzycznej wydaliśmy 6 płyt. Jednak ta płyta będzie wyjątkowa. W moim życiu były różne zakręty z których udało mi się wyjść. Dzięki pewnym bliskim mi osobom zacząłem ponownie wierzyć w to, ze może się udać. Warto walczyć o marzenia o lepsze jutro. Muzyka jest dla mnie czymś wyjątkowym, czymś ważnym. Dzięki tej płycie w moim życiu się wiele zmieniło. Ona dała mi siłę do tego by dalej iść dobrą drogą i sięgać po jeszcze więcej.

Co możesz nam powiedzieć o samej płycie i materiale, który zgromadziłeś na niej?
Płyta będzie w klimatach disco polo i dance. Pracowaliśmy nad nią prawie rok. Będzie na niej 14 utworów w tym dwa remiksy. Nagraliśmy w tym okresie 5 teledysków, które można zobaczyć we wszystkich stacjach promujących ten gatunek muczny. Samo przygotowanie piosenek jest bardzo pochłaniające. Wiele razy siada się do tworzenia tej samej piosenki po kilka razy. Słowa i muzykę piszę ja a aranżacje tworzył Arkadiusz Jasinowicz, Robert Balcerzak i Peter Sky. Jest to nowa odsłona naszego zespołu. Inny styl, nowe brzmienia i energiczna muzyka. Wszystko czego oczekują fani tej muzyki ! Płyta ukarze na dniach.

Jakie masz oczekiwania wobec nowej płyty i nowego etapu w karierze Adonis?
Jak każdy zespół duże Chciałbym aby nasza muzyka docierała wszędzie. Staramy się grać jak największą ilość koncertów w całej Polsce. Planujemy w przyszłym roku wyjazd do Niemiec i Anglii aby tam zagrać dla poloni. Nasze koncerty bez względu na ilość fanów są takie same. Perfekcyjne, pełne energii ,dopracowane tak aby każdy był po imprezie zadowolony. Płyta i materiał zgromadzony na niej mam nadzieję pomoże nam w tym.

Wywiad z Justyną Adamczak – Zespół Justyna i Piotr

Wywiad z Justyną Adamczak – Zespół Justyna i Piotr

Artystka wielowymiarowa. Znana z formacji Justyna i Piotr oraz Antoś i Ziuta Szprychowie. Ostatnio realizuje solowy projekt Ada Yushi. Justyna Adamczak, w rozmowie z Pawłem Pieniążkiem opowiedziała o swoich relacjach z córką, współpracy z Markiem Górskim, muzyce oraz pasji, miłości i sposobie na życie.

Na samym początku zapytam jak Pani to robi, że mimo upływu lat wciąż wygląda Pani jak nastolatka?
Ale mnie rozbawiłeś tym pytaniem! Dziękuję za tak miły komplement! Szczerze powiedziawszy nie pracuje nad swoim wyglądem. Nie chodzę na siłownię i nie biegam, bo nigdy nie lubiłam sportu. Wiem, że powinnam powiedzieć, że uprawiam sport i dbam o zdrowe odżywianie, bo to teraz takie modne, ale jestem szczera i nie będę udawać kogoś, kim nie jestem. Wychodzi na to, że mam dobre geny.justyna

Córka nie jest zazdrosna o tak piękną mamę?
Wręcz przeciwnie! Moja córka niejednokrotnie doradza mi np. w czym wyglądam lepiej i jak powinnam się ubierać. Mamy podobny gust i jesteśmy bardzo do siebie podobne. Potrafimy przez wiele godzin rozmawiać ze sobą o wszystkim i nigdy nie kończą się nam tematy. A jeśli chodzi o urodę to uważam, że ona jest piękną kobietą i nie ma mi, czego zazdrościć, wręcz przeciwnie.

Wyglądacie na zgrany duet.
Nie może być inaczej, ponieważ współpracujemy ze sobą już 18 lat. Znamy się jak łyse konie a na scenie świetnie się uzupełniamy.

Patrycji nie marzy się powrót na wielką scenę, z którą zetknęła się już jako nastoletnia dziewczyna?
Patrycja w sierpniu 2015r. została szczęśliwą matką syna Eryka a ja babcią najpiękniejszego – oczywiście dla nas – dziecka. Aktualnie Patrycja jest na urlopie macierzyńskim i ma o wiele ważniejsze zadanie do wykonania niż scena. Jeśli wszystko się dobrze ułoży Patrycja wróci na scenę w sezonie 2016.

Czuje się Pani spełniona jako matka?
Czuję się spełniona jako matka, ponieważ zrobiłam wszystko, co matka może zrobić i dać swojemu dziecku. Otoczyłam ją miłością, szacunkiem i tolerancją. Zawsze mogła na mnie liczyć i tak będzie zawsze. Patrycja ukończyła studia, podjęła pracę, wyszła za mąż i urodziła syna. Jest szczęśliwa. Czegóż chcieć więcej?

justyna i piotrA czy czuje się Pani spełniona jako artystka?
Życie nauczyło mnie cieszyć się z każdej drobnostki, z małego i dużego sukcesu. Kiedyś byliśmy w czołówce zespołów disco polo. Wiele piosenek mojego autorstwa stały się hitami. Zagraliśmy setki koncertów w kraju i za granicą. Do dzisiaj na nasze koncerty przychodzi wiele ludzi, więc dlaczego miałabym czuć się niespełnioną artystką?

Celowo nie powiedziałem “wokalistka”, gdyż należy Pani do grona bardzo wszechstronnych osób. Nie dość, że potrafi Pani podzielić swoją muzyczną działalność między różne projekty to doskonale sprawdza się Pani w roli konferansjerki, prezenterki…
Lubię nowe wezwania, lubię, kiedy coś się dzieje wokół mnie. Nowe pomysły nakręcają mnie do działania, dlatego kiedy nadeszła taka okazja spróbowałam swoich sił w roli prezenterki oraz konferansjerki.  Świetnie się czułam w obydwu rolach, szczególnie w roli prezenterki. Przeprowadzałam wywiady z koleżankami i kolegami z branży a że doskonale znam swoją pracę nie sprawiało mi to żadnego problemu. Nie wiem czy robiłam to dobrze, ponieważ nie mam wykształcenia dziennikarskiego, ale spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami na temat mojej pracy.

Należy też Pani do kolejnego bardzo wąskiego grona artystów, którzy mimo upływu lat i zmieniających się trendów, wciąż tworzą w swoim dobrym stylu, wykreowanym gdzieś tam jeszcze w latach 90. Mowa tu szczególnie o duecie Justyna i Piotr. Już po kilku brzmieniach pierwszego singla od czasu powrotu na scenę tego projektu, powiedziałem sobie “Tak, to jest to”, czego z całego serca Pani gratuluje. Jednakże… W najnowszym singlu Justyny i Piotra “Tyle słońca jest w nas” doszukałem się lekkiej inspiracji muzyką drance. Troszkę komercji wprowadziliście do swojego repertuaru?justyna i piotr2
Nie można stać w miejscu! Świat się zmienia, zmieniają się ludzie i gusta muzyczne. Cała sztuka polega na tym, aby umieć się dostosować do obecnych czasów zachowując jednocześnie swój styl. To, co jest dla nas charakterystyczne i co odróżnia nas od innych to jest brzmienie naszych głosów, które jest niezmienne. Nie ważne czy zaśpiewany pop czy dance zawsze będzie wiadomo, że śpiewa Justyna i Piotr

Jeżeli już o tym mowa, to projekt Ada Yushi to strikte dance’owy projekt. Skąd pomysł na niego? Chęć sprawdzenia się na innym polu? Kolejne wyzwanie, czy może realizacja marzeń?
Wszystko na raz, tj. chęć sprawdzenia się na innym polu, kolejne wyzwanie i realizacja marzeń.

Co oznacza pseudonim “Ada Yushi”?
Ada – od pierwszych liter mojego nazwiska, a Yushi – kiedy byłam mała zdrobniale wołali na mnie Jusi. Zmieniłam pisownię i mam nowy pseudonim. Nie wiem czy dobry czy też nie, ale mnie się podoba a co najważniejsze jest związany ze mną, nie wziął się z księżyca.

Jakie ma Pani plany wobec Ady?
Będę komponować, nagrywać i pracować nad tym projektem. Jak uda mi się wylansować jakiś przebój to dobrze a jak nie mówi się trudno, ale na pewno nie będę żałowała, że próbowałam.

justyna 3Coraz prężniej zaczyna działać także Antoś Szprycha. Czy Ziuta zaskoczy nas czymś w najbliższym czasie?
Jeszcze dzisiaj nie znam odpowiedzi na to pytanie. Mamy głowy pełne pomysłów i bardzo często bywało tak, że od pomysłu do jego realizacji mijał bardzo krótki okres, więc wszystko może się zdarzyć.

Razem z Markiem Górskim tworzy Pani zgrany duet od wielu, wielu lat. Czy można powiedzieć, że się przyjaźnicie?
Wszystkie utwory, które napisaliśmy dla siebie i wielu innych wykonawców są mojego i Marka autorstwa. Wszystkie utwory Antosia Szprychy, Justyny i Piotra, Ady Yushi, Patrycji i innych artystów, z którymi współpracujemy nagrane były w naszym studio. Wszystkie decyzje dotyczące naszych projektów podejmowaliśmy oboje. Nie dałoby się tego zrobić gdybyśmy nie mieli do siebie zaufania i gdyby nie łączyła nas przyjaźń. Co do charakterów jesteśmy różni, ale jeśli chodzi o pracę to oboje zawsze robimy wszystko najlepiej jak potrafimy, co pozwoliło nam działać razem przez tak wiele lat?

Jak w ogóle zaczęła się Wasza współpraca? Czy wiąże się to też z Pani pierwszymi poważnymi krokami w muzycznej karierze?
Poznaliśmy się w 1989r., kiedy to Marek zatrudnił mnie do swojego zespołu muzycznego. Nikt z nas wtedy nie przypuszczał, że potrwa to tyle lat. Przypadek sprawił, że nagraliśmy wspólnie pierwsze kasety z coverami. Później pojawiła się muzyka disco polo, więc poszliśmy jej tropem, dalszą historię już znacie

Zdaje sobie Pani sprawę, że nie wszyscy wiedzieli, że Justyna ta od Piotra to także Ziuta Szprychowa?
Odpowiedni kamuflaż podziałał, ale nie na długo. Zarówno Antoś jak i Ziuta to tylko role, w które się wcieliliśmy jak Ferdynand i Halina Kiepscy. Ludzie odbierali nas za autentyczne małżeństwo ze wsi, które mają gospodarstwo rolnicze. Widać byliśmy dobrymi aktorami.justyna 4

Na pewno zdarzyło się grać Wam na jednej imprezie dwa koncerty – Justyny i Piotra oraz Antosia i Spółki. Było zdziwienie, gdy gdzieś tam za sceną widzieli Justynę Adamczak przywdziewającą ciuszki Ziuty?
Tak i to wielokrotnie, nawet w tym roku. Zdziwienie było szczególnie na początku naszej działalności. Nasi fani mówili nam, że w domu robili często zakłady czy Ziuta to Justyna?

Utkwiły Pani w pamięci jakieś szczególnie zabawne zdarzenia z koncertów, wywiadów? Może jakieś niebezpieczne?
Po jednym z takich koncertów podeszli do mnie nasi fani i chcieli autograf a byłam wtedy w stroju Ziuty. Podpisałam autograf jako Ziuta a oni szukali Justyny. Próbowałam wyjaśnić, że to też ja, na co dostałam odpowiedź cyt. Ziuta jest brzydka a Justyna ładna…

Czym dla Pani jest muzyka?
Pasją, miłością, zawodem, sposobem na życie.

Bez czego nie wyobraża sobie Pani życia?
Bez moich najbliższych, czyli ludzi, których kocham

Plany na najbliższą przyszłość…
One się nie zmieniają od lat. Pomimo upływu lat wiem, że jeszcze trochę mogę podziałać na rynku muzycznym, dlatego moje plany związane są z muzyką i dalszą pracą nad wszystkim moimi projektami.

Wywiad z Wojciechem Grodzkim – prowadzącym VIPO Disco Polo Hity

Wywiad z Wojciechem Grodzkim – prowadzącym VIPO Disco Polo Hity

Wojciech Grodzki – dj, konferansjer i prezenter, który szturmem podbił serca fanów muzyki disco polo. Od 6 lat prowadzi program VIPO Disco Polo Hity przez co zdołał wpisać się w karty historii tej muzyki już na zawsze. Jak wygląda jego prywatne życie? Co robi w wolnym czasie? Jak zaczęła się jego przygoda z muzyką? Odpowiedzi na te i inne pytania poznacie z treści tego wywiadu. Z Wojtkiem Grodzkim rozmawiał Paweł Pieniążek.

W przypadku wielu zespołów disco polo, można mówić, że trafili z wesela na wielką scenę, bo to właśnie na tych imprezach rozpoczynali drogę do kariery. W Twoim przypadku jest chyba podobnie, bo prócz wielkich imprez i koncertów prowadzisz także wesela.

– To chyba pewna prawidłowość, a tak całkiem serio… Tak, pracuję na weselach jako dj i konferansjer. I bardzo kocham swoją pracę! Naprawdę dużo frajdy i satysfakcji daje mi praca z mikrofonem na weselach. Uwielbiam bawić ludzi, sam zawsze też czerpię z tego wiele radości. Myślę, że to kapitalna trampolina do kolejnych szczebli sztuki konferasjerskiej, dla mnie na pewno możliwość zdobycia olbrzymiego doświadczenia i zaszczyt uszczęśliwiania innych.

Jak się zaczęła Twoja przygoda z… konferansjerką? Tak to można nazwać?

10991289_1398439997132822_3773975197964956197_n

– Musimy cofnąć się parę lat wstecz… Akurat wtedy Białystok przeżywał wielki boom na karaoke… Śpiewać chciał każdy niezależnie od wieku, predyspozycji czy stanu świadomości swych umiejętności… Ktoś to musiał organizować, nagłaśniać, prowadzić, komentować itd., niekiedy poskramiać największych aktywistów mikrofonu święcie przekonanych o tym, że pukają do drzwi wielkiej kariery. Było tak, że grałem karaoke 5-6 razy w tygodniu w różnych knajpach, pubach, klubach. Te imprezy cieszyły się ogromną popularnością, dawały ludziom dużo radości, tworzyły relacje z których niektóre nawet konczyły się małżeństwem! Sam mam kilku wiernych przyjaciół z tamtych czasów! Właśnie podczas tych setek imprez karaoke stawiałem pierwsze kroki jako „konferansjer”, zdobywałem potrzebne doświadczenie obcując, żartując z różnymi ludzmi, poznając różne typy osobowości, style poczucia humoru itd. Po prostu uczyłem się kontaktu z ludźmi. Dziś ta szkoła bardzo mi się przydaje.

Na takich imprezach na pewno dużo się dzieje. Opowiedz proszę kilka śmiesznych, może groźnych czy dziwnych zdarzeń. Coś, co Ci utkwiło w pamięci na dobre.

– To prawda… Czasami jestem świadkiem zjawisk niewytłumaczalnych, najczęściej geneza tkwi w alkoholu, naprawdę długo by wymieniać. Mi jednak najbardziej w pamięć zapadła impreza dla jednego z turystyczno-rekreacyjnych wydziałów białostockiej uczelni, podczas to której udało mi się wyprowadzić ludzi w tańcu lambada na zewnątrz i wsadzić do stojącego obok autobusu. Kierowca za symboliczna opłatą zgodził się odbyć turystyczną przejażdżkę „roztańczonym autobusem”. Akcja nie do podrobienia.

Jak to się stało, że zostałeś prowadzącym VIPO?

– Dość ciekawa historia. Na początku swego istnienia Vipo miało dwójkę prowadzących. Magnesem dla widzów była Etna. Odbywały się próby, szukano współprowadzącego. W dniu premierowych nagrań prowadzący, który miał pomagać Etnie zrezygnował. Musiałem więc ratować sytuację… Producent w panice szukał następcy – dzwonił, pytał i okazało się, że kilka tropów rekomendacyjnych doprowadziło go do mnie. Ponoć moją największą zaletą świadczącą o właściwych predyspozycjach był fakt, iż byłem zabawny. Wspomniał o mnie i kolega dj, i redaktor z TVP Białystok… Także wygłupianie się popłaca. Przyszedłem, zbladłem na widok kamer, obgryzłem wszystkie paznokcie i zostałem aż do dziś.

Dzięki graniu na weselach musiałeś być chyba na bieżąco z muzyką disco polo i aktualnymi przebojami.

– Wesela bardzo szybko zrewolucjonizowały moje gusta muzyczne (śmiech). Każdą imprezę kształtuję w oparciu o wizję klienta. Uwzględniam preferencje, upodobania i oczekiwania muzyczne, jednocześnie mając na uwadze cel – jak najwyższą frekwencję na parkiecie. Specyfika tradycji weselnej niewątpliwie wymaga tzw. „ bycia na czasie” z muzyką disco. Z początków swej pracy weselnej pamiętam, że na ludzi zawsze muzycznie „działał” Zenek Martyniuk. Dziś widać, że to się nie zmieniło!

A jak to było na początku u Ciebie z wiedzą na temat całego gatunku – historii, zespołów, wydarzeń itp.?

– Dorastanie w Białymstoku w latach ’90-tych wiązało się z posiadaniem choćby elementarnej wiedzy na temat disco polo (śmiech). Innej możliwości nie było. Wiedzę kształtował program disco relax oraz stragany pełne kaset Boys, Akcent, Shazza, Classic. Muzyka płynęła z głośników na targach, ryneczkach w centrum miasta, ludzie tanczyli na chodnikach! Sam pamiętam jakiś koncert zespołu Impuls pod chmurką. Oczywiście czasy gimnazjum to diametralna zmiana gustu, fascynacja hip hopem, muzyką klubową, ale jak widać nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło…

W Białymstoku chyba od tej muzyki nie da się uciec.

– Wiesz, były podejmowane pewne ogólonospołeczne próby po roku ’99, ale jak widać spełzły na niczym. Białystok rzeczywiście jest stolicą disco polo. To największe zagłębie zespołów w Polsce. Ale to nie jest tak, że poza polskim disco nie ma u nas miejsca na inne gusta i preferencje muzyczne. Białystok jest bardzo roztańczonym miastem, niezależnie od gatunku muzycznego. Nie sposób jednak oprzeć się tezie, disco polo najlepiej czuje się w domu.

10974173_882218115131951_2059476764893566881_oProgram VIPO ma już 6 lat! A wydaje się, że to zaczęło się nie tak dawno temu. Ty też wydajesz się nie zmieniać – ciągły uśmiech, zaangażowanie i charakterystyczne poczucie humoru.

– Wiesz dlaczego? Bo VIPO niezmiennie daje mi dużo radości, satysfakcji i spełnienia. Prowadzenie tego programu sprawia mi mnóstwo frajdy! Naprawdę świetnie się przy tym bawię i staram się, żeby to było widać na ekranie. Poznaję niezliczoną ilość niezwykle ciekawych ludzi, masę unikatowych historii, spotykam się z niezmierzonym strumieniem pozytywnych emocji. Zarówno od widzów jak i od gości programu. Wyjść ze studia i zostać wyściskanym przez rodzinkę zespołu MIG – bezcenne! VIPO daje mi motywację i troszczy się o moją kreatywność. Jest wyzwaniem, które pobudza do działania. Do tego rodzinna wręcz atmosfera w studiu! Dziękuję producentom – Robertowi , Krzysiowi i Andrzejowi (FOLK & VALRED)

Jakieś ciekawe wpadki z realizacji VIPO?

– Każde wizyta w studiu jest przezabawna. Staram się być sobą cały czas na wizji, więc czasem zdarza mi się ostry suchar, ale goście i widzowie wybaczają mi takie „wpadki”… Najbardziej utkwił mi w pamięci fakt, iż udało mi się namówić zespół Mig, by wyszli na dach naszego studia i zaśpiewali swój legendarny utwór „Co Ty mi dasz” – wystarczy obejrzeć oryginalny teledysk sprzed kilkunastu lat by zrozumieć wagę tej sytuacji.

W Twoim życiu jednak ostatnio się coś zmieniło, a dokładniej Twój stan cywilny.

– 5 kwietnia 2015r., w Wielkanoc, wziąłem ślub. Dzień Ceremonii nie był przypadkowy. Zdecydowaliśmy z Żoną Ewą, że będzie to Święto Zmartwychwstania Pańskiego, bo jesteśmy osobami wierzącymi i te święto ma dla nas szczególne znaczenie. Należymy do wspólnoty, która zbliża nas do Boga. Sakrament małżeństwa przeżyliśmy z wielkim wzruszeniem. W moim sercu rozgrywało się prawdziwe Alleluja!

Kto zagrał na weselu?

11219478_1444778165832338_1935625335987212097_o

– Tego pytania nie powinno być (śmiech). Oczywiście, że DJ! Moj serdeczny kolega, spisał się na medal! Wesele było fantastyczną zabawą na parkiecie w rytmie najwiekszych hitów – oczywiscie nie zabrakło polskiego disco. Hitem wieczoru, dedykowanym mojej żonie, był mój autorski teledysk z udziałem kilkudziesięciu osób: rodziny, przyjaciół, zespołów Mig oraz Akcent do utworu „Wymarzona”. W tajemnicy przed Ewą wraz z kolegami przygotowaliśmy także występ choreograficzny do piosenki Backstreet Boys. Otrzymaliśmy też w prezencie niespodziewany pokaz iluzjonistyczny. Całość została okraszona pokazem sztucznych ogni!

Jak się czujesz w roli męża? Czy zauważyłeś, że założenie obrączki na palec zmienia coś w relacji dwojga ludzi?

– Założenie obrączki ma dla mnie charakter sakralny. Bardzo głęboko przeżyłem ceremonię ślubu, a momemt przysięgi był dla mnie apogeum wzruszenia. Obrączka jest dla mnie namacalnym znakiem naszej sakramentalnej nierozerwalności małżeńskiej.

Prowadziłeś koncerty min. Kayah czy Kasi Cerekwickiej. Jakiś czas temu zaliczyłeś debiut wraz z zespołami disco polo. Jak się współpracuje z gwiazdami promowanymi przez masowe media i uważanymi za lepsze a jak z muzykami disco polo?

– Uwielbiam koncerty, jeszcze bardziej uwielbiam je prowadzić. To niesamowita kumulacja energii i emocji. Kocham interakcję z publiką. Wszystkie koncerty, które prowadziłem wspominam z tęsknotą. Trudno porównywać artystów różnych nurtów muzycznych. Z pewnością różnią się zachowaniem na scenie, przeżywając swoją muzykę w „rytm jej brzmienia”. Kontakt bezpośredni to jednak w dużej mierze kwestia osobowości ludzkiej, a nie kreacja sceniczna. Bez względu na tworzoną muzykę. Rzadko spotykam się z tzw. gwiazdorzeniem. O wiele bardziej zauważalna jest różnica w odbiorze publiczności. Koncerty disco polo są zdecydowanie bardziej żywiołowe.

Czy z którymś z wykonawców utrzymujesz bliższy kontakt, można tu mówić o przyjaźni czy to relacje czysto zawodowe?

– W VIPO spotykam przede wszystkim ludzi ciepłych, otwartych i bardzo sympatycznych. Jako, że szybko skracam dystans często nawiązujemy bardzo serdeczne relacje. Uwielbiam rodzinkę Gwiazdowskich: Dorotkę, Marka, Sławka i Krzysia. Marek ma uroczą Żonkę Aldonkę. Raz nawet zabrali mnie na swój koncert. Widziałem wszystko „od kuchni”. Magda Niewińska jest wspaniałą osobą. Grałem nawet Jej rodzinną imprezę, poznałem bliskich na czele z Maćkiem – mężem Magdy. Artyści disco polo to na ogół bardzo sympatyczni, życzliwi i normalni ludzie :) W Wielkanocnym odcinku VIPO sprawili mi niezwykły prezent. Elwira Mejk, Andre, Janusz Konopla, After Party, Power Play, Pudzian Band i Maciek Smoliński złożyli nam na wizji ślubne życzenia!

Od momentu, gdy wystartował program VIPO sporo się zmieniło w muzyce disco polo. Ludzie inaczej już postrzegają tych muzyków, coraz mniej wstydzi się słuchać brzmień łatwych, lekkich i przyjemnych. Ponadto mamy dwie duże stacje telewizyjne oraz ogólnopolskie radia, które promują ten gatunek. Na rynku pojawiło się wiele nowych zespołów – część się przebiła i osiągnęła sukces. Część bezskutecznie próbuje swoich sił wierząc, że by zajść daleko w tej muzyce nie trzeba wielkiego wysiłku i przede wszystkim talentu. Widać także zażartą walkę o każdą złotówkę. Obłudę, fałsz, zawiść, rywalizację… Jakie jest Twoje zdanie na ten temat? W jakim kierunku zmierza disco polo? Co Ci się nie podoba? Co chciałbyś zmienić? Czego oczekujesz?

– Temat rzeka… Rzeczywiście disco polo przestało być synonimem obciachu, jezli można powiedziec, że kiedykolwiek nim było. Sytuacja jest korzystna, media sprzyjają, mówiąc językiem ekonomicznym jest koniunktura, są pieniądze. I to jest niebezpieczne, zbytnia pewność siebie może zadziałać na niekorzyść całej branży. Zbyt gwałtowny wzrost ilości półprofesjonalnych zespołów, w zasadzie amatorów zapalonych wizją łatwego zysku może obniżyć jakość całego gatunku. Co oczywiście nie znaczy, żeby młodym ludziom zabierać możliwość realizacji marzeń i pasji. Twórcze, kreatywne, ambitne, zdolne, nowe twarze są na wagę złota. Tylko potrzebujemy szlachetnego złota, nie tombaku…

10978658_1412106872432801_7632485309622338276_nUlubiona piosenka disco polo Wojtka Grodzkiego to…

– Wymarzona” z repertuaru zespołu Mig

Ulubiony teledysk…

– ”Szukam dziewczyny” zespołu Masters.

Ulubiony zespół…

– Mig, Akcent, FC Barcelona.

Ulubiony portal… I dlaczego to właśnie DiscoPortal.info?

– Dlaczego? Odpowiedzią jest Twoje nazwisko…

(śmiech) Sympatyczne prawda? Czy muzyka pochłania większość Twego czasu, czy znajdujesz go na inne pasje, zainteresowania, przyjemności?

– Pamietasz, ile czasu umawialiśmy się na ten wywiad? (śmiech)

Ale w końcu się udało! (śmiech)

– Nie da się ukryć, że muzyka jest już stałą częścią mojego życia. Prawda jest jednak taka, że najwięcej czasu pragnę z całego serca poświęcać żonie Ewie. Nie zawsze to się udaje, ale staram się, żeby praca nie determinowała mojego trybu życia. Znajduję też chwile dla siebie. Uwielbiam sport, szaleję za Barcą. Ostatnio zacząłem wędkować, lubię kabarety, kino, wyjazdy, spotkania z przyjaciółmi.

Czego słuchasz prywatnie?

– Uwielbiam funky, lubię teksty zespołu Happysad

Tradycyjnie zapytam o plany na przyszłość i marzenia…

– Marzeniem jest szczęśliwa rodzina. Planem własna kancelaria radcowska.

Dziękuję za rozmowę.

– Cała przyjemnosć po mojej stronie.

WYWIAD Z GRZEGORZEM KRZYŻANOWSKIM – FORUM DISCOPOLODANCE.COM

WYWIAD Z GRZEGORZEM KRZYŻANOWSKIM – FORUM DISCOPOLODANCE.COM

Kolejny wywiad z osobą, która w chudych latach muzyki disco polo prężnie działała w Internecie, by utrzymać przy życiu ten gatunek. Grzegorz Krzyżanowski, założyciel legendarnego forum Discopolodance wspomina czasy jego świetności. Czasy, których młodsze pokolenie fanów disco polo nie pamięta. Samego forum i jego założyciela nie pamięta też niestety wielu moich rówieśników i starszych kolegów…krzyzanowski

Ile to już lat minęło od powstania forum Discopolodance?
– Osiem. Jego powstanie datuje się na 6 października 2006r.

Jak zrodził się pomysł, by je założyć? Jakie były cele, o czym marzyłeś?
– Wcześniej byłem jednym z moderatorów na innym forum o tematyce disco polo. To właśnie tam narodziły się pierwsze znajomości, wspólne pasje. Niestety, z nieznanych mi do dziś przyczyn, właściciele tamtego forum postanowili je nagle zamknąć. Powstała ogromna luka. Postanowiłem ją wypełnić i założyć własne forum.

Tą lukę udało Ci się wypełnić, ale o tym za moment. Jak w ogóle wspominasz te czasy, które dla disco polo były dość ciężkie, a kiedy powstawało forum?
– Tak, czasy były ciężkie, ale mimo wszystko ludzie poszukiwali tej muzyki. Odczułem to już podczas pracy na poprzednim forum. Nie było wówczas programów propagujących disco polo ani w radio, ani w telewizji, więc Internet stał się dla wielu fanów tej muzyki jedynym miejscem, gdzie mogli znaleźć dokładnie to, czego szukali.

 Pamiętasz moment, w którym doszło do Ciebie, że forum odniosło sukces i staje się głównym skupiskiem fanów tego gatunku?
– Może do zabrzmi śmiesznie, ale docierało to do mnie za każdym razem, kiedy serwery po prostu nie wytrzymywały i musiałem co jakiś czas robić przenosiny na serwery wydajniejsze, potrafiące udźwignąć natłok odwiedzin forum. Nie spodziewałem się aż takiego sukcesu. Ale, choć musiałem płacić za jego utrzymanie coraz więcej, robiłem to naprawdę z ogromną satysfakcją.

Zgodzisz się ze stwierdzeniem, że byliście tam wówczas jedną, wielką rodziną?
– Dokładnie tak. Przychodziliśmy z pracy/szkoły do domu i całe wieczory spędzaliśmy na rozmowach w shoutboxie, wymienialiśmy się „perełkami” tej muzyki. I choć byłem tam administratorem, starałem się, aby inni nie odbierali mnie jako tego „złego admina” dającego tylko ostrzeżenia i bany, ale jako kolegę, z którym mogą porozmawiać o wszystkim i mogli czuć się na tym forum jak u siebie w domu.

Na forum gościli ludzie do dziś dość mocno związani i znani w branży, tak jak chociażby Nawrotka.
– Przez forum przewinęło się sporo osób, które traktowały disco polo nie tylko jako hobby, ale też i sposób na życie. Nawrotka miała i z resztą ma nadal (śmiech) bzika na punkcie teledysków. Więc to w sumie dla niej kupiłem sprzęt, który pozwolił mi przerobić bezcenne wtedy, unikalne materiały z mojej kolekcji VHS na postać cyfrową i dzielić się z nią efektami tej pracy.

Założę się, że wiele znajomości, które tam się zrodziły, istnieje do dziś…
– Tak, z wieloma osobami utrzymuję kontakt. Miło jest czasem powspominać stare dobre czasy.

Jako, że na forum publikowane były różne materiały multimedialne, pewno nie raz miałeś problemy związane z piractwem?
– Starałem się, aby do forum discopolodance nie przylgnęła łatka typowego forum warezowego okradającego de facto artystów z ich ciężkiej pracy. Dlatego też dzieliliśmy się linkami do plików utworów (albumów), których nie było już od dawna w oficjalnej dystrybucji. Wszelkie nowości użytkownicy mogli ściągnąć tylko w postaci pojedynczych mp3. Albumy wydane w ciągu ostatniego roku były natychmiast usuwane przez moderatorów. Jednak nad wszystkim trudno było zapanować, więc zdarzały się sytuacje, w których otrzymywałem wiadomości od firm fonograficznych domagających się natychmiastowego wykasowania linków.

Jakie były Twoje relacje z zespołami i osobami z branży?
– Staraliśmy sobie wzajemnie pomagać. Ja promowałem ich pracę, oni w zamian oferowali nowości wydawnicze w postaci nagród, które ja potem mogłem rozdać ludziom w ramach różnorakich konkursów.

W pewnym momencie forum zaczęło podupadać?
– Złożyło się na to kilka czynników, choć znaczący był chyba jeden. Z czasem wielu użytkowników mojego forum, postanowiło odejść i stworzyli oni swoje własne serwisy. Liczyli na podobny sukces. Tak się nie stało. Zamiast jednego prężnego forum, zrobiło się kilka, kilkanaście mniejszych. Użytkownicy zaczęli się powoli rozsiewać. Z częścią bezpowrotnie straciłem kontakt.

Swoje życie straciło też forum.
– Jeszcze żyje, choć ja bym to nazwał wegetacją. Wprawdzie jest nowy właściciel, zmieniła się ostatnio szata graficzna, ale forum to przede wszystkim ludzie. A ludzi tam brak.

Uważasz, że czasy jego świetności mogą wrócić?
– Nie sądzę. Dziś disco polo nie jest produktem, którego trzeba szukać. To ono szuka ludzi. A możliwości jest mnóstwo. Jak człowiek chce obejrzeć teledysk, włączy Polo Tv, jak chce ściągnąć mp3 wejdzie na Chomika, jak chce porozmawiać, ma np. Facebooka. Nie ma potrzeby skupiania wszystkiego w jednym miejscu.

Dziś rządzi wspominany przez Ciebie Chomik. Wiele się zmieniło na przestrzeni ostatnich lat.
– Cóż, dziś znaleźć cokolwiek z disco polo nie jest żadnym problemem. Mamy mnóstwo serwisów internetowych, w tym wspomnianego Chomika, mamy kilka stacji TV promujących tą muzykę, dziesiątki stacji radiowych, itd. Niektóre przedsięwzięcia to naprawdę duże biznesy. Ja swojego forum nie traktowałem jak biznesu. Wszyscy wspólnie i nieodpłatnie działaliśmy na rzecz tego, aby disco polo mogło wrócić. Wtedy jeszcze nie spodziewaliśmy się, że ta muzyka odrodzi się na nowo.

Należę do pokolenia, które tamte czasy wspominać będzie z uśmiechem na twarzy. Masz świadomość tego, że hasło „Gimby nie znają” idealnie tu pasuje?
– Nie znają, ale także dzięki owocom naszej pracy mogą poznać. Tamte czasy były z pewnością zdrowsze (śmiech). My musieliśmy po muzykę biegać na bazary, dziś wystarczy ruszyć kilka razy palcem.

Powiedz mi jeszcze, skąd u Ciebie miłość do muzyki disco polo?
– Miałem to szczęście, że moje dzieciństwo przypadło na lata dziewięćdziesiąte. Pierwszy magnetofon na komunię, potem pierwsza kaseta. I tak to się zaczęło. Z czasem ciężko było pomieścić moją kolekcję. Traktowałem disco polo, jak o sposób na oderwanie się od szarej rzeczywistości.

Jaka jest przyszłość tego gatunku?
– Disco polo odrodziło się na nowo i myślę, że zostanie z nami długo. Nie przewiduję takiego kryzysu, jaki spotkał ta muzykę pod koniec lat 90-tych. Ludzie chyba zrozumieli co wtedy stracili i drugi raz do tego nie dopuszczą.

WYWIAD ZE SŁAWOMIREM ZAPAŁĄ

WYWIAD ZE SŁAWOMIREM ZAPAŁĄ

Cześć tu Paweł.
– Cześć tu Sławomir.

Można przeczytać, że gra Pan Rock Polo… Jak można scharakteryzować ten gatunek muzyczny?
– Tak określił moją muzykę Tymon Tymański. Myślę, że trafnie. Charakteryzuje ją melodyjność, szlachetna prostota i rockowy pazur.

W jednym z wywiadów przyznał Pan z kolei, że to co Pan gra to po prostu styl Sławomira i nie mieści się w żadnych regułach…
– A to udowodnię, gdy światło dzienne ujrzy moja kolejna produkcja. Podróżuje po świecie, spotykam się z wieloma egzotycznymi potrawami i to ma wpływ na to co komponuję. Miałem etap artysty krakowskiego, grałem na weselach, sylwestrach, był też jazz ale wszystko zmierzało zawsze do Sławomira. Tak się szlifował mój diament. Moją jedyną regułą na dzisiaj, jest dać fanom radość.

Ile jest rocka, ile disco polo a ile Sławomira w piosenkach Sławomira?
– Wychowałem się na zespole Kolor, Akcent, na Boysach – cała muzyka chodnikowa to było moje życie. Wielki wpływ na mnie miał wczesny Krawczyk. Ale najbardziej pokochałem Queen. Kto by pomyślał, że kiedyś nagram vocal w tym samym studio co Fredy. Mam góralskie korzenie, ta nuta, też mnie przeniknęła. Z tego połączenia i niewątpliwego daru od Pana Boga narodził się Sławomir.

To jest pastisz, tylko po której stornie barykady? Co Pan chce osiągnąć występując pod szyldem „Sławomir”?
– Nie ma tu mowy o pastiszu. Tyko proszę Cię byś, jako dziennikarz, dał mi trzy miesiące i szansę, żebym to udowodnił. Wszystko co robię staram się by było super profesjonalne. Jestem radosnym koneserem życia – więc dużo słońca w mojej muzyce. Sam ją komponuje, piszę teksty. Mam wokół siebie wyśmienitych zawodowców. Grają na co dzień ze Szcześniakiem, Lorą Szafran, Mariką . W jednym z teledysków Akcentu, Mariusz używa klawisza mojego muzyka (taka magiczna zbieżność)

Dysponuje Pan niesamowitym głosem, dziwi mnie zatem, dlaczego nie chciał Pan wykorzystać go, do czegoś ambitniejszego?
– Nie ma nic ambitniejszego niż dać uśmiech ludziom w mojej Ojczyźnie. Po to się rozwijam. Płacę prawie 30$ za lekcję śpiewu u najlepszej wokalistki w Warszawie, żeby to co dotrze do ucha moich fanów było na najwyższym poziomie. Góry mam idealne a teraz pracujemy nad dołem, żebym osiągnął kiedyś cztery oktawy.

Tak w ogóle, poznaliśmy Pana z utworu „Megiera”… Do dziś nie wiem, co oznacza ten tytuł…
– Googola nie masz? (śmiech)

No nie pomyślałem o tym (śmiech).
– Megiera to w mitologii zołza, kłótliwa, zła kobieta. Bardzo lubię to słowo bo brzmi po hiszpańsku.

Wiem, że lada dzień światło dzienne ujrzy teledysk do tego singla.
– Coraz większymi krokami zbliża się ten moment. Jesteśmy teraz w fazie koloryzacji klipu, która odbywa się w Los Angeles (USA). Po materiał lecę za dwa tygodnie a premierę planujemy na styczeń 2015. W teledysku zagrały wielkie gwiazdy polskiego kina – Ewa Kasprzyk, Krzysztof Kiersznowski, Witold Dębicki, Lech Dyblik i moja muza Magdalena Kajrowicz. Zdjęcia do klipu miały miejsce w gminie Niedźwiedź (pow. Limanowski) oraz za granicą. To spora produkcja z tłustym budżetem

Wiem też, że lada dzień światło dzienne ujrzy kolejny singiel.
– Pracujemy nad nim. Nagrywam go we wsi Konina, żeby był przesiąknięty jej radością i klimatem.

Skąd pomysł na Sławomira? Na ten styl, na utwory, na Stany Zjednoczone, na ten różowy szlafrok…
– To po prostu moje życie, tak wygląda

Jak odbierają to koledzy z branży aktorskiej?
– Gdy zaprosiłem gwiazdy aktorstwa do współpracy były oczarowane scenariuszem. Do końca przekonali się do mnie, gdy zaproponowałem, jako producent, kolosalne honoraria. Wiem, że wszyscy dobrze wspominają okres zdjęć, szczególnie pobyt i wyśmienitą kuchnię w hotelu „Górski Raj”. Tam kręciliśmy decydujące dla fabuły klipu sceny. Ewa Kasprzyk pewnego dnia zażyczyła sobie na planie tort truflowy i na szczęście górale stanęli na wysokości zadania. Do dziś jestem i za to wdzięczny.

Co jeszcze siedzi w głowie Sławomira? Czym nas zaskoczy?
– To przede wszystkim pokaże na koncertach, na które bardzo czekam. Ciągnie mnie do moich fanów i do spotkania z nimi. Mamy już gotowy program koncertu i dopinamy detale występów w Ojczyźnie. Wszystko tak naprawdę ruszy po premierze teledysku. Trzymajcie więc mocno kciuki za Sławomira.