Galaktyczne brzmienie Elise

Galaktyczne brzmienie Elise

Wziąć do ręki nową płytę polskiego artysty wykonującego muzykę rozrywkową, ocierającą się o dance czy disco polo, to praktycznie mission impossible. Krążki, wyparte przez empetrójki, nie sprzedają się od kilkunastu lat. Mimo to, od czasu do czasu pojawiają się artyści chcący zmienić ten stan rzeczy. Dziś wyzwanie podejmuje młodziutka Eliza Wietrzyńska, która sama sprezentowała sobie prezent na mikołajki. Tym prezentem jest jej drugi album, zatytułowany „Galaktyczny sen”. Powodzenie Elise jest o tyle prawdopodobne, że tak znakomitej płyty na rynku nie było już bardzo dawno!

Na samym wstępie obowiązkowo muszę zaznaczyć, że nie mówimy o płycie w klimacie disco polo. Nie mówimy o płycie w klimacie dance. Choć utwory znajdujące się na krążku posiadają elementy obu tych gatunków, to nie sposób je ze sobą połączyć w stu procentach, więc już na tym etapie płyta „Galaktyczny sen” wyróżnia się wśród innych. Jeśli to nie disco polo, jeżeli to nie jest dance, a można o niej mówić jako o produkcie muzyki rozrywkowej, to o jakim gatunku mówimy? Zdecydowanie jest to taneczny pop, który w bardzo wielu przypadkach wrzucany jest w naszym kraju do worka z takimi zespołami jak Bayer Full czy Akcent.
– Na całym świecie w największych katalogach muzycznych znajdujemy taki gatunek, więc dziwi mnie dlaczego w naszym kraju się tego nie rozróżnia – żali mi się Eliza.

Zapewne z czystej wygody wynikającej z polskiej mentalności. Nam zdecydowanie łatwiej jest nazwać taneczną produkcję piosenką disco polo. W utworach Elise jest jednak coś zdecydowanie więcej niż łatwość, lekkość i przyjemność charakteryzująca ten gatunek. Dojrzałość, to pierwsze co nasuwa mi się na myśl. Wsłuchując się w teksty piosenek zawartych na albumie „Galaktyczny sen”, aż ciężko uwierzyć, że ich autorką jest dwudziestojednoletnia dziewczyna, która od samego początku powstawania płyty wiedziała czego chce.

– Chciałam brzmienia „żywej” perkusji, nie elektronicznej. Zapragnęłam dodać „żywe” gitary i tekst, który dla mnie znaczy coś więcej. Pragnęłam zaśpiewać wszystko po swojemu, tak jak czuję – mówi artystka, która bez zastanowienia zaprosiła do współpracy mistrza w swoim fachu, producenta Emila Jelenia. To dzięki niemu aranżacje utworów brzmią tak doskonale, nowocześnie, ambitnie a zarazem lekko, łatwo i przyjemnie.

„Galaktyczny sen” to także oryginalne podejście artystyczno-marketingowe. Album promują teledyski złożone w mini-serial, składający się z ośmiu wideoklipów opowiadających historię trojga ludzi. Szalony pomysł Elizy pozwala nam zupełnie innowacyjnie spojrzeć na płytę, która jak się okazuje może być nie tylko zbiorem pojedynczych piosenek ale i wciągającą historią. Ta do tej pory ukazała się w trzech częściach, a premiera czwartej planowana jest na luty 2018 roku.
– Mam zaplecze wspaniałych ludzi, specjalistów i osób skorych do pomocy przy tym projekcie, bez których niewątpliwie nie udałoby się zrealizować tego przedsięwzięcia. Mam nadzieję, że będziecie uważnie śledzić losy Julki, Wojtka i Huberta – dodaje Eliza.
Wydaje się zatem, że mając tak znakomity produkt w ręce, oczekiwania artystki są spore. Tymczasem jest zupełnie inaczej, jakby na potwierdzenie, że mamy do czynienia z osobą poukładaną i świadomą ciężkiej drogi na szczyt.
– Moje oczekiwania? Kompletnie żadnych! Chciałabym zasłużyć na uwagę nowych odbiorców poprzez ciężką pracę nad materiałem i swoim głosem. Chcę rozwijać swoją pasję i pokazywać jej efekty światu. Jeśli komuś przy okazji mogę sprawić tym jakąkolwiek radość to spełnienie moich marzeń!

Reklamy

RECENZJA PŁYTY: MARIUSH „USTA PEŁNE MARZEŃ”

RECENZJA PŁYTY: MARIUSH „USTA PEŁNE MARZEŃ”

Jakiś czas po premierze filmu Kabaretu Limo, w którym pojawił się Mariush, miałem ze znajomymi ostrą zajawkę na tą postać. Wiele razy „towarzyszyła” nam podczas zakrapianych imprez. Z czasem, delikatnie mówiąc się znudziła, nikt z nas też nie śledził jej dalszych losów. Tym bardziej byłem mocno zaskoczony, gdy przeglądając (prawdopodobnie) Joe Monstera, natrafiłem na teledysk Mariusha do numeru „Kręć dupcią”. Momentalnie zacząłem wyszukiwać informacji na temat działalności artystycznej postaci, którą tworzy Szymon Jachimek. Nowe piosenki, koncert, klip i płyta, która lada dzień trafi do sprzedaży… Czytaj dalej„RECENZJA PŁYTY: MARIUSH „USTA PEŁNE MARZEŃ””

Recenzja albumu: D-Bomb „Lubię kiedy”

Clipboard01Generalnie nie piszę recenzji płyt. Nie zdarzyło mi się. Kiedyś tam rzuciłem tylko kilka słów z grubsza o każdej. Obok tego albumu nie mogę jednak przejść obojętnie. Nie powinni przechodzić także pozostali słuchacze muzyki dance oraz fani grupy D-Bomb. Bo to właśnie recenzja najnowszego dziecka Bartka Padyaska. Panie, panowie – „Lubię kiedy”!

Długo, bardzo długo kazał nam czekać na nową płytę lider formacji znanej z hitów „O Ela”, „Shake Your Boom Boom”, czy „Powiedz mi co czujesz”. Potwierdził tym samym to o czym mówił w jednym z wywiadów. A mówił, że D-Bomb nie jest sezonowym zespołem, który co roku wypuszcza na rynek krążek i ma święty spokój. D-Bomb to zespół, na którego płytę się czeka, a czekanie to zostaje wynagrodzone genialnymi brzmieniami. A trzeba przyznać, że poprzeczka była postawiona bardzo wysoko. Poprzedni album zespołu „…jak narkotyk” to istny majstersztyk. To na nim znalazły się wspomniane wcześniej hity „Shake Your Boom Boom”, „Powiedz mi co czujesz” a także „Do szaleństwa”, „Myślę”, czy „Oczy pełne łez”. Na tych piosenkach D-Bomb opiera swoje koncerty, wplatając oczywiście w repertuar swoje szlagiery sprzed wielu lat. Płyta „…jak narkotyk” okazała się bardzo urodzajna, pozostając chyba tą najlepszą w historii polskiego dance.

Bartek zdawał sobie sprawę, że powtórzyć taki sukces będzie ciężko. Domyślam się jednak, że nie czuł żadnej presji. Robił po prostu swoje. D-Bomb: klasa, elegancja, styl. Jedyni w swoim rodzaju, najlepsi na rynku. Ci bardziej sceptyczni przekonali się o tym przy okazji pierwszego singla zwiastującego pracę nad nowym krążkiem. Singiel „Lubię kiedy” podbił kluby, dyskoteki i serca słuchaczy i narobił dużego „smaka” na kolejne nowości. D-Bomb nie stracił formy, tylko znów to cholerne czekanie… Po drodze nowy klip do „Shake Your Boom Boom” i lekka frustracja, że to nie numer z nowej płyty. Między czasie premiera „Mam wyrąbane” – dość oryginalnego utworu, który jednak nie przyjął się na większą skalę oraz „Czuję się zajebiście” – piosenki skierowanej stronę fanów zespołu, którzy razem z nim każdy koncert zamieniają w wielkie, niesamowite show. Chwilę później „Mamy weekend”, jakby na potwierdzenie panującej w Polsce „Weekendomanii”. Singiel obronił się jednak sam i stał się hitem. Nie zaspokoił jednak jednego nurtującego nas pytania: kiedy premiera płyty? Kiedy w końcu wezmę krążek do ręki i przez 24 godziny na dobę cieszył będę się kilkunastoma genialnymi utworami? Ile razy Bartek musiał na nie odpowiadać, pewnie nie zliczy.

26 lutego odetchnęliśmy z ulgą, wówczas to oficjalnie do sprzedaży trafił najnowszy album formacji D-Bomb, zatytułowany „Lubię kiedy”. O jego jakości miał świadczyć fakt, że wydawcą płyty została firma Universal Music, o współpracy z którą pozostali z branży mogą jedynie pomarzyć. 17 utworów, osiem zupełnie nieznanych. Już od pierwszej sekundy słychać fachową robotę. Nowoczesne brzmienie, profesjonalne podejście do tematu. Coś, czego tak bardzo brakuje nam na rodzimym rynku. Coś, co z taką łatwością przychodzi grupie D-Bomb, ikonie, legendzie tego gatunku. Coś dzięki czemu Bartek nie odstaje niczym od zachodnich gwiazd. Jest to materiał zupełnie nowy, jednak delikatnie czuć w nim nawiązanie do początków twórczości zespołu, do tych najlepszych lat muzyki dance. Tym materiałem Bartek raz na zawsze kończy z wizerunkiem discopolowca. Rozpamiętując album „…jak narkotyk” na nowym krążku słyszymy go, ale słyszymy też coś nowego, innowacyjnego. Jest wesoło, tanecznie, skocznie, romantycznie. Na tej płycie jest wszystko, czego szukasz w dobrej muzyce drogi czytelniku. Czy czekanie się opłaciło? Tak! Jeżeli zatem nie masz jeszcze tej płyty to na co czekasz?

Nie pędź w tym momencie do Empiku, bo tam jej nie dostaniesz. Mimo takiej jakości, album w tej sieciówce dostępny jest jedynie na zamówienie. To jakby cios w plecy, bo skoro wydawnictwo nie ma problemu ze sprzedażą swoich pozostałych płyt w Empiku, to dlaczego nie potrafi postawić na półce albumu D-Bomb? Dlaczego w Polsce wciąż panuje przekonanie, że „po Polsku to znaczy gorzej”? Ten album jest jednym wielkim dowodem na to, że to nieprawda! Na całe szczęście jest Alllegro. Typ na hit? „Z Tobą sen” oraz „Podejdź do mnie”.

Podsumowanie roku 2011: Płyty (uzupełnienie)

Jako, że niestety nie wyrobiłem się w terminie i na czas nie przesłuchałem wszystkich płyt, z lekkim opóźnieniem publikuję dzis recencje kolejnych płyt z roku 2011.  Niebawem wywiad z Krzysztofem Bajerem (zespół Diament), Tomkiem Sztabą (zespół Cover), felieton i kolejne recenzje, tym razem albumów wydanych w tym roku, a jest ich już dwa.

CZERWIEC

  • Power Play „Zawsze coś” ( DJ Factory PW Caston) – na prawdę nie wiem jak mogłem zapomnieć o tym zespole i tym albumie… Biję się w piersi i na swoją obronę generalnie nie mam nic. Płyta Sylwka należała bowiem do tych najlepszych jakie pojawiły się na rynku w minionym roku. Nie zabrakło niestety coverów, a i tak nierozłączny element w repertuarze Power Play. Album na prawdę niczego sobie, godny uwagi. Wokal, aranże – pierwsza klasa.
    Ocena: 9/10

GRUDZIEŃ

  • Magness „Zawsze będziesz obok mnie” (Poparazzi) – kolejni debiutanci. Nie wiem czemu ale już przed premierą płyty i zanim jeszcze ją przesłuchałem miałem wrażenie, że będzie to dobry materiał. Nie pomyliłem się. To, co znalazło się na krążku niczym nie odbiegało od singli promujących płytę. A single moi mili były bardzo dobre. Tak więc Ci którzy jeszcze nie zapoznali się z debiutanckim krążkiem chłopaków z Magness powinni nadrobić zaległości. Tak moi drodzy powinno wyglądać disco polo to, które pamiętamy z lat 90. Nowocześnie, ale wciąż discopolowo.
    Ocena: 7/10
  • HI-FI “Kobiety, Kłamstwa, Rozstania” (Poparazzi) – płyta, podobnie jak kolegów wyżej, utrzymana w czysto discopolowym klimacie. Tu jednak czegoś zabrakło… Utwory nie wciągnęły mnie zbyt mocno. Do zobawy niektóre zapraszają, bo są dość melodyjne. To jednak nie wystarcza. Ten krążek to najlepszy przykład na to, że czasami brakuje tego „czegoś”. Tylko czego?
    Ocena: 5,5/10 
  • Servis „Impreza” (Green Star) – zespół o dość ciekawym stylu i charakterystycznych aranżach. Szkoda, że na płycie jest zbyt wiele oczywistych. Większość utworów już przed premierą płyty krążyła w Internecie. Szczerze mówiąc liczyłem, że Czarek wykaże się większą zaangażowaniem. Co do zawartości cd… Robotę na pewno robią single, które zapowiadały album. Nie ma dużych niespodzianek jeżeli chodzi o jakość jak i o wspomianą już wcześniej zawartość.
    Ocena: 5,5/10
  • Lider Dance „Kim Ty jesteś” (Vanila Records) – jakiś czas temu wróżyłem tej grupie sukces. Zdania nie zmieniłem. Jestem na prawdę pod wielkim wrażeniem działalności tej trójki i wierzę z całego serca, że wielki sukces jest w ich zasięgu. Działają na rynku już chwilę, bo od 2004 roku ale jak widać stawiają przemyślane kroki – jakość a nie ilość. O to właśnie chodzi. Płyta bardzo, bardzo dobra. Szkoda jednak, że utwory były już dobrze znane i umieszczone w sieci. To i tak nie zmienia mojej oceny. Jestem przekonany, że kolejny materiał będzie majstersztykiem.
    Ocena: 7,5/10

Podsumowanie roku: Płyty

W kolejnym felietonie przyszedł czas na ocenę płyt wydanych w przeciągu ostatnich 12 miesięcy. Przy ocenie płyt nie brałem pod uwagę wydawniczych składanek, płyt z kolędami czy zagranicznymi przebojami.

Mimo to, było troszeczkę tego do odsłuchu. Stąd też lekkie opóźnienie i nieco „płytkie i ogólne” komentarze. Chciałem każdy album przesłuchać dokładnie, by ostatecznie wydać rzetelną ocenę. Nie chcę dłużej czekać z publikacją, więc recenzje płyt wydanych w grudniu opublikuję niebawem, gdy tylko je przesłucham.

A więc do rzeczy. Mamy styczeń 2011…

STYCZEŃ

  • Time „Bezimienni” (Folk) – rok rozpoczął się od premiery długo oczekiwanego albumu Marka Szurpika. Time nieco zmieniony jeżeli chodzi o skład, poza tym wszystko po staremu… Czyli? Czyli kawał dobrej roboty. Marek przyzwyczaił już nas do tego, że jest profesjonalistą. Świetny wokal, świetne teksty, świetne aranżacje. Prawdziwi fani disco polo obok tej płyty nie mogli przejść obojętnie.
    Ocena: 8/10

LUTY

  • Setus „Dobra bajka” (Folk)  – tegoroczni debiutanci dość ciepło zostali przyjęci przez słuchaczy. Niektórzy określili ich nawet mianem najlepszych debiutantów roku. Nie przychylam się do tej opinii, choć też wielu zastrzeżeń nie mam. Płyta ok, choć taka mało discopolowa. Stąd też niska ocena.
    Ocena: 5,5/10
  • Itex „Mama nie kazała” (Folk) – album bardzo charakterystyczny dla tego zespołu. Utwory lekkie, łatwe i przyjemne, czyli disco polo z prawdziwego zdarzenia w bardzo nowoczesnym brzmieniu. Mnie osobiście płyta mocno przypadła do gustu.
    Ocena: 8/10
  • Medium „Każda laska” (Green Star) – jestem pozytywnie zaskoczony. Płyta jak najbardziej w porządku, taka discopolowa. Szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś gorszego, za co przepraszam. Lekkie zastrzeżenie mogę mieć do wokalisty i tu mała prośba do niego na przyszłość – troszeczkę urozmaicenia. Większość piosenek na jedno, lekko smętne kopyto.
    Ocena: 5/10
  • Model MT „Ulotna miłość” (MTJ) – w piosenkach Marka ciągle żyje duch lat 90. Szkoda jednak, że niektóre utwory są jakby rzeczywiście rodem z ostatniej dekady ubiegłego stulecia, gdzie nie wszystkie były zrobione profesjonalnie. Zbyt lekkie, zbyt łatwe i wydaje mi się, że mało przyjemne. Mam wrażenie, że Model za wszelką cenę chciał wrócić do czasów świetności disco polo.
    Ocena: 4/10

MARZEC

  • Etna „Anioł” (Folk) – nowa i jestem przekonany, że najlepsza płyta Pani Joanny. W kilku utworach strasznie bije po uszach „poprawiany” wokal, ale ogólnie myślę, że całość kupy się trzyma. Płyta nieco odbiegająca stylem od reszty. Nie jest to już disco polo, ale z przyjemnością się słucha.
    Ocena: 7,5/10
  • Tomasz Niecik „Cztery osiemnastki” (Hit’n’Hot) – tu będę miał problem. Bo jak można ocenić człowieka, który nie potrafi śpiewać i o którym nie ma się dobrego zdania. Cóż… Na nową płytę chłopaka z Grajewa ciągnie głównie przez „Cztery osiemnastki” – w chwili obecnej znak firmowy pożal się Boże króla disco. Hipotetycznie: patrząc okiem osoby, która się nie zna – jest ok. Ekstra super poprawiony wokal, orginalne teksty, niezłe aranżacje.
    Ocena: 3/10

KWIECIEŃ

  • Extazy „Powiedz powiedz co cię kręci” (Poparazzi) – sam do końca nie wiem, co myśleć o płycie i o samym zespole. Fakt faktem debiutanci. Z potencjałem? Hm… Myślę, że jakiś mają. Tak, więc mogło być lepiej, źle nie jest, ale zdecydowanie czegoś tu brakuje…
    Ocena: 5,5/10
  • Megam „Zasada przyciągania” (Green Star) – bezapelacyjne najlepsza propozycja wydawnicza minionego roku. Marek Kozłowski potwierdził, że należy do ścisłej czołówki branży disco polo. Zespół dojrzał i gra coraz lepiej. Jestem na prawdę pod wielkim wrażeniem. Oby tak dalej.
    Ocena: 9/10

MAJ

  • Speed „Miłość w nas” (Folk) – zacznę od tego, że barwa głosu wokalistki kompletnie nie pasuje mi do muzyki disco polo. Co do płyty… Jest ok. Kolejny średniak, bez szału, bez większych słabych stron. Kolejny też album, który przechodzi bez większego echa. On po prostu jest. Liczę, że będzie lepiej.
    Ocena: 5/10

CZERWIEC

  •  Chanel „Moja ukochana” (Sun Music) – zespół od czasu medialnego powrotu radzi sobie coraz lepiej. Płyta utrzymana w charakterystycznym brzmieniu dla tej grupy. Są ballady (troszkę za dużo ich), są utwory wesołe, są utwory z tzw. „jajem”. Cały Chanel.
    Ocena: 6/10

LIPIEC

  • Mirage „Moje życie” (Folk) – z daleka słychać, że to zespół Mirage. Co tu dużo mówić? Grupa to od kilku lat sybol profesjonalizmu i pasji. Album „Moje życie” to potwierdza. Pewny punkt Folka. Tym, którzy jeszcze nie zapoznali się z płytą radzę nadrobić zaległości.
    Ocena: 8/10
  • Best „Tak to one” (Green Star) – krążek całkiem przyjemny. Teledyski promujace w cale tego nie zapowiadały. Kolejna miła niespodzianka. Zespół musi jednak troszkę popracować nad tekstami, bo w niektórych utworach amatorstwo pod tym względem aż bije po uszach.
    Ocena: 5/10
  • Casandra „Diablica” (Green Star) – debiutancka płyta Elwiry bardzo mnie zaskoczyła, pozytywnie oczywiście.  Przed pojawieniem się krążka na rynku byłem niemal pewien, że będzie to kolejny GSowski zapchajdziur. Pomyliłem się. Album bardzo dobry i szczerze mówiąc już nie mogę doczekać się kolejnego.
    Ocena: 8,5/10
  • Zorka „Spoxik” (Green Star) – szczerze mówiąc czekałem na Zorkę w polskim wydaniu. Czekałem i to czekanie się opłaciło. Single zapowiadające nowy album zespołu dawały mi nadzieję, że będzie to album dobry. Nie było inaczej. Ogólnie… polecam. Szkoda, że jest to kolejna dobra propozycja, o której jest dosyć cicho…
    Ocena: 7/10
  • Okej „Zakazany owoc” (Green Star) – nawet nie wiecie jak ciężko było mi się zmusić do wysłuchania tej płyty. Nie jestem wielkim zwolennikiem tego zespołu. Barwa głosu, moim zdaniem zupełnie nie pasuje do całości… I w ogóle… No nie wiem, nie lubie i tyle. Każda kolejna piosenka utwierdzała mnie w tym przekonaniu. Ciężko zatem powiedzieć, czy ocena będzie obiektywna. Aranże w porządku, wokal do dużej poprawy, teksty denne, momentami mało ambitne.
    Ocena: 2/10
  • Forti „Zawirowały mną” (Poparazzi) – płyta lekko przeciętna ze straszną rozbieżnością utworów – średnio przyjazne dla ucha przeplatają się z tymi słabszymi, co nie znaczy że album całkowicie skreślam. Myślę, że można na nim znaleźć coś dla siebie. Przy niektórych piosenkach jednak widać ewidenty brak orginalności – kilka przerabianych tematów, które nad wyraz mi się nudzą.
    Ocena: 4/10

SIERPIEŃ

  • Bracia Lewkowscy „Kochaj albo rzuć” (Folk) – debiutanci. Przed premierą płyty sądziłem, że to oni zasłużą na miano tych najlepszych w minionym roku. Po przesłuchaniu albumu troszkę się zawiodłem. Płyta jest w porządku, ale taka… Ciężko powiedzieć. Niedopracowana pod jakimś względem. Czegoś brakuje, coś jest nie tak. Braci stać na pewno na lepszy album, o czym jestem przekonany. Czekam, więc na kolejne propozycje.
    Ocena: 4,5/10
  • Sennsi „Angel” (Folk) – myślę, że udany debiut. Płyta nieco innna niż wszystkie pozostałe. Zespół ma swój styl, ciekaw jestem tylko, czy Marcin kompletując materiał na kolejny album pozostanie przy nim. Z tego miejsca życzę mu powodzenia, potencjał jest.
    Ocena: 5/10
  • Selekt „Jeden krótki list” (Folk) –  ogólnie na płycie nie dzieje się nic ciekawego, no może za wyjątkiem jednego utworu. Nuda, nuda, nuda… Jestem kompletnie obojętny wobec tego albumu.
    Ocena: 3,5/10
  • Meffis „Wakacyjna przygoda” (Hit’n’Hot) – przeczytałem wiele iż była to najbardziej oczekiwana płyta roku. Może coś w tym jest. Pod względem wydawniczym Meffos miał chwilową przerwę. Wrócił z dobrym, zróżnicowanym materiałem. Praktycznie nie ma się do czego przyczepić, hej, heja hej. Widać, że zespół lubi imprezować – na płycie lekki nadmiar utworów o tej tematyce.
    Ocena: 7/10
  • Adam Chrola „Ja nie chce być już kawalerem” (Folk) – niecierpliwie wyczekiwany (także przeze mnie) krążek Adama. Choć gra on disco polo mało młodzieżowe, mało podchodzące pod mój gust, to szczerze przyznam, że bardzo mi się to podoba. Nie doszukałem się słabych punktów.
    Ocena: 8/10

PAŹDZIERNIK

  • Delta „A Ty masz czarne oczy” (Folk) – średniak, kolejny wobec którego przechodzi się obojętnie. Gdzieś już o tym chyba mówiłem… Hm? Album mi do gustu nie przypadł. Słuchacze jednak są różni i myślę, że mogą mieć nieco inne zdanie niż ja i płyta swych odbiorców (w niskim procencie) znalazła.
    Ocena: 4/10
  • Cover „Made in Poland” (Folk) – charakterystyczne aranże i charakterystyczny wokal, który jest nie do podrobienia. Tak w skrócie można powiedzieć o zespole Cover. Jedni z lepszych debiutantów ostatnich lat. Płyta w porządku, na poziomie który grupa trzyma od samego początku.
    Ocena: 6/10
  • Vertus „Świat jest dla nas”  (Hit’n’Hot) – i co ja tu powinienem napisać? Powtarza się historia zespołów Delta i Selekt. Kompletnie nic specjalnego, nic szczególnie się wyróżniającego.
    Ocena: 3,5/10
  • Marvel „Zostań”  (Hit’n’Hot) – mimo, że mi do gustu przypadły może ze dwa utwory, płyta nie jest w cale tragiczna. Widać, że Marvel jest na rynku dłuższą chwilę i nie pozwala sobie na amatorstwo. Doświadczenie robi swoje. Żeby jednak nie było zbyt kolorowo – do ideału wciąż wiele brakuje.
    Ocena: 5/10
  • Boys „Lody” (Green Star) – po tym, co tu przeczytają fani Marcina zostanie wysłany za mną list gończy. Kryzys w tworzeniu piosenek w zespole Boys potwierdził ten album. Zdecydowanie jedna z najgorszych płyt Marcina Millera. Niestety znajduje swoich odbiorców, bo przecież Boys to Boys, „Jesteś szalona” i jest ok.  A na forum Boys ciągły szał! Jak wiadmo jest zawsze pięknie i kolorowo. Bo ich Marcinek jest taki i taki fajny… Przejżyjcie ludzie na oczy… Marcin też.
    Ocena: 3/10

LISTOPAD

  • Crazy Boys „20 Lat Pozniej…” (Folk) – pierwszy album zespołu odkąd w 1999 roku zawiesił działalność. Album, w którym widać rękę osób mających coś wspólnego z muzyką disco polo w latach 90. Na płycie czuć ostatnią dekadę ubiegłego wieku. Czuć magiczne lata 90. w nieco nowoczesnym wydaniu. Nie mam większych zastrzeżeń. Momentami może jednak wydaje się monotonny.
    Ocena: 6,5/10
  • Junior „Poczuj ten rytm” (Green Star) – oj, na nową płytę braci Popławskich musieliśmy długo czekać. Czy się opłaciło? Myślę, że tak. Dobra robota. Co więcej powiedzieć? No może mała prośba do Marcina i Tomka. Na nową płytę nie każcie czekać nam tak długo.
    Ocena: 7,5/10

GRUDZIEŃ

  • Magness „Zawsze będziesz obok mnie” (Poparazzi) – in progress…
  • HI-FI “Kobiety, Kłamstwa, Rozstania” (Poparazzi) – in progress…
  • Servis „Impreza” (Green Star) – in progress…