Wywiad z zespołem Emer

eNa początku chciałbym Wam pogratulować. Przechodzicie do historii jako pierwszy rzeszowski zespół na rynku disco polo.
Darek:  Może nawet z podkarpacia.

Robert: Bardzo dziękujemy, gratulacje przyjmujemy (śmiech).

Jak myślicie, dlaczego tutaj w naszych rejonach ludzie wstydzą się tej muzyki. Nie ma koncertów, jeszcze jakiś czas temu nie było zespołu.
D: Podkarpacie było zawsze uważane za bastion rocka, powstało tu przecież wiele zespołów, które zrobiły karierę. Powstawały tu kluby i dyskoteki ale nie potrafiły się przekonać. Może właśnie dlatego, że nie było tych zespołów tak jak przykładowo na Białostocczyźnie. Rynek to reguluje. Jeżeli zespoły są na miejscu to się je zaprasza. Jest tu wiele zespołów weselnych, ale widocznie nie miały nigdy ambicji żeby robić coś więcej.

R: Tu właśnie chodzi o te tradycje. U nas rynek rozwija się popowo, rockowo a nikt nie myśli o stronie discopolowej.

D: To już się zaczęło zmieniać.

R: Bo my jesteśmy.

D: To jest raz. Dwa – jest coraz więcej klubów, które zaczynają zapraszać zespoły discopolowe, bo ktoś zauważył, że jest to rynek który przyciąga ludzi.

R: Powstrzymywanie przed tą muzyką jest największym błędem. Mam wrażenie, że im bardziej się ją zatrzymuje tym bardziej nasila się grono jej fanów. Myślę, że ten rynek jest przed wielkim bumem discopolowym. To widać na imprezach plenerowych, że ludzie najlepiej bawią się przy tej muzyce.

D: Ja mogę powiedzieć z własnego doświadczenia jak wyglądają rozmowy z właścicielami klubów na podkarpaciu, a rozmawiałem już chyba ze wszystkimi. Disco polo nie bo nie, bo to nie nasza muzyka. Lubią i słuchają ale ich zdaniem to nie ten target. To właśnie cechuje podkarpacie.

Nie rozumiem w takim razie, co Was skłoniło do założenia zespołu grającego taką muzykę.
R: Chcemy się po prostu bawić na koncertach, żeby ludzie przyszli w tym samym celu, by rozładować stres, by razem tworzyć fajne widowisko.

D: Zdawaliśmy sobie sprawę, że na podkarpaciu szału nie będzie. Liczyliśmy jednak, że będzie to pewne przełamanie, że się spodoba. Okazało się, że nasz region nie będzie dla nas otwarty. Bliżej nam było do świętokrzyskiego i śląskiego. Zespół założyliśmy bo chłopaki odkryli w sobie coś, czego wcześniej nie zauważali. Ja ich trochę do tego przekonałem, bo na nie wierzyli, że się uda, nie wierzyli że nadają się do takiej muzyki. Z ich piosenek biła jednak fajna, pozytywna energia.

A jak ktoś Wam zarzuci, że chcecie się dorobić na disco polo. Jesteście przecież muzykami z wielkim doświadczeniem, Robert sam przynał, że grał już chyba wszystko.
D: To ja powiem tak, Agnieszka Chylińska która całe życie grała w O.N.A  nagrała piosenki z pogranicza disco polo. Czy zrobiła to dla pieniędzy? Powiedziała w wywiadzie, że wreszcie nagrywa to co lubi, co czuje. Co to było jak nie disco polo? Dance?

Ta granica jest bardzo cienka, więc idąc tym tokiem rozumowania to było disco polo.
D: No właśnie. Nie sądzę, by zarobiła na tym duże pieniądze. My stworzyliśmy zespół nie dla tych pieniędzy. Pewien artysta, bodajże Masters powiedział kiedyś fajną rzecz. Jak grał koncerty jazzowe to przychodziło na nie 100 osób, a czasami nawet sala była pusta. Pojechał zagrać pierwszy koncert disco i mimo, że nie był znany pod sceną stało 3 tysiące ludzi i wszyscy się dobrze bawili. Można robić coś przed 20 lat i nie do końca dobrze się z tym czuć. Oczywiście jeżeli w grę wchodzą koncerty to za te koncerty się zarabia. Nie ma takiego artysty, który nie chce wynagrodzenia.

R: Nie przecież ma takiego zawodu.

D: Ktoś może zarzucić, że nie nadajemy się do disco, bo nie czujemy tej muzyki, nie wywodzimy się z Białegostoku. Na rynku są zespoły, które w ogóle nie wywodzą się z muzyki, bo byli tancerzami itd. Robią karierę, wydają płyty. Tylko czy oni mają duszę muzyka?

Twój kontakt z muzyką disco polo jak rozumiem nie zaczął się kilka miesięcy temu.
D: Mój kontakt z tym gatunkiem miał miejsce w latach 90. Pracowałem wówczas w lokalnym radiu gdzie grałem jak to nazywano muzykę dyskotekową. Gdzieś to od tego czasu siedzi we mnie, zawsze mi się to podobało.

Z czyjej inicjatywy to wszystko wyszło? Dlaczego Emer? Przybliżcie nam swoją historię.
R: Emer pochodzi od naszych imion. Em czyli Marcin i er czyli Robert. Bardzo prosta sprawa. Inicjatywa była wspólna. Gdy robiliśmy piosenki nie mieliśmy wizji, że wypłynie to na wielką skalę, że dorównamy tym największym zespołom discopolowym. Darek naprowadził nas na dobrą drogę.

Czyli znacie się od dłuższego czasu, nie od czasu założenia zespołu.
R: Tak, znamy się dobrze przez bardzo różne kwestie, a tą najbliższą naszym sercom jest oczywiście muzyka.

D: Od kuchni wyglądało to trochę tak, że Marcin i Robert nagrali kilka coverów disco polo. Przy jednym ze spotkań pokazali mi te piosenki i uznałem, że oni po prostu się marnują. Szczególnie Marcin, który ma rewelacyjny głos do tego i robi to z uczuciem. A na początku to właśnie on był na nie. Zaproponowałem, by zrobili coś swojego. Powstał utwór „Jak ci na imię”. Nie stoją za nami wielkie pieniądze, ale liczymy na promocję muzyczną, że tą naszą muzykę ludzie kupią.

R: To widać na naszych koncertach. Nie mogę powiedzieć, że tłumy pojawiają się pod garderobą ale czasami tych fanów jest bardzo dużo. To jest najlepsze świadectwo tego, że to co robimy się ludziom podoba. Wystarczy jeden refren, by już ten drugi śpiewali razem z nami. To jest niesamowite.

D: Tych koncertów nie było wiele, było kilka, ale to dla nich dobre doświadczenie. Oni bali się, że ludzie będą gwizdać, nie przyjdą itd. Sukces tkwi w tym żeby robili to po swojemu, nie sztucznie, by czuli się jak u siebie w domu. Przed pierwszym koncertem była nerwówka. Graliśmy przed Soleo i przed wyjściem na scenę po raz pierwszy widziałem ich tak zdenerwowanych. Ludzi, którzy na scenie występują kilkanaście lat! Pierwsza piosenka była bardzo sztuczna, sztywna. Oni bali się podejść do ludzi. Kolejny numer poszedł lepiej, a przy trzecim publika była ich.

R: Jeżeli poczuje się tą muzykę to można się odprężyć i bawić. Disco polo nie ma żadnego ograniczenia. To ludzie są ograniczeniem. To oni robią klimat koncertu i w tym gatunku jest tak, że to właśnie oni pozwalają nam dobrze poczuć się na scenie. Publiczność prowokowała do wspólnej zabawy. Tego nie spotyka się nigdzie indziej.

Czyli znaleźliście swoje miejsce na rynku. Czujecie, że możecie zaistnieć?
R: Jeżeli człowiek nie czuje, że może coś osiągnąć to pewnie by tego nie robił.

D: Nie napinamy się na wielkich gwiazdorów. Nikt nie mówi, że mamy być drugim Weekendem. Nie ma recepty na sukces. Będzie oczywiście bardzo miło, gdy będą nas zapraszać do klubów i będą nas słuchać. Nie jest łatwo wypromować zespół. Staramy się, próbujemy, robimy co możemy.

Czy jako jedyny discopolowy zespół z Rzeszowa podejmujecie się reklamy naszego regionu? Liczycie na jakąś współpracę z miastem? Będziecie dumnie głosić hasło „Jesteśmy z Rzeszowa”?
R: Mieliśmy okazję dumnie głosić to hasło podczas ostatniej gali boksu. Zagraliśmy przed walką Artura Szpilki i pochwaliliśmy się, że jesteśmy właśnie stąd.

D: Nawet w zwiastunie naszego teledysku pada zdanie „Cześć, jesteśmy Emer z Rzeszowa”.

I dlatego właśnie tu teraz razem siedzimy i rozmawiamy (śmiech).
D: Nie mamy powodów do wstydu. A słyszałem już głosy, że niepotrzebnie się tym chwalimy. „Jesteście z Rzeszowa to daleka droga, to duże koszta”. Na dobrą sprawę rzeczywiście możemy się z tym nie afiszować i mówić, że jesteśmy skądinąd. Nie oczekujemy też, że władze miasta padną nam do kolan i będą nas zapraszać na lokalne imprezy. Już tego doświadczyliśmy, że nas nie chcą a płacą trzy razy więcej na zespół z drugiego końca Polski. Mamy jednak nadzieję, że ktoś zauważy zespół który bezinteresownie o tym Rzeszowie mówi.

R: Już o tym wie zespół Boys i Soleo (śmiech).

Po tym wywiadzie Wasza popularność wzrośnie.
D: Zaznaczam także, że nie boimy się konkurencji. Kilka zespołów już pytało nas o możliwość zagrania w naszym mieście, bo to na prawdę jest ciężki teren. Może uda nam się stworzyć kiedyś taką rzeszowską scenę disco polo. Może te kluby, które nas nie chcą kiedyś się przełamią.

Wy jednak typowego disco polo nie gracie. Mówicie o disco z nutą rock&rolla.
R: Tak jest, jak zwał tak zwał. Lubimy eksperymentować muzycznie. Muzyka jest bardzo otwarta w każdym klimacie i nie należy się zamykać. Lubimy tańczyć, lubimy śpiewać, lubimy się pośmiać. Czasami chcemy opowiedzieć jakąś zabawną historię, coś rzucimy na ludową nutę, czasami wrzucimy coś gitary.

D: Chłopaki wywodzą się z rocka. Przyznam, że to fajnie brzmi. To jest lekko nowatorski pomysł ale ludziom się podoba. Disco polo w tej chwili to nie jest ta sama muzyka co w latach 90. Może Bayer Full stara się grać to co kiedyś.

Może trafiliście na dobry moment, kied ta muzyka powinna iść w takim kierunku.
D: Oby. Nie stoi nic na przeszkodzie, by te dwa gatunki się ze sobą mieszały. To tego ludzie muszą się przekonać. Nic z miejsca nie zostaje hitem.
R: Nie powiedzieliśmy jeszcze jednej ważnej rzeczy. Podczas naszych koncertów na scenie jest show, które także tworzą nasze tancerki. To nie tylko muzyka ale też taniec. Dwa w jednym i to jest najważniejsze, że publika dostaje te dwa ważne akcenty.

Czego oczekujecie po tym roku?
R: Jak każdy artysta – tego, by móc jak najwięcej grać. To jest najważniejsze. To jest jak narkotyk.

D: Oczekujemy kilku koncertów, tego że ludzie się o nas dowiedzą. Chciałbym by ludzie z branży przekonali się, że można na nas stawiać.

Muzyka pochłania całe Wasze życie?
R: Żyjemy z muzyki. Pochłania nam 24 godziny. Mamy własne studio, to jest nasz własny świat, do którego zapraszamy.

Advertisements

One thought on “Wywiad z zespołem Emer

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s