Wyjść ponad „goły” standard

Clipboard03Klip, by osiągnąć sukces musi przyciągać uwagę widza. Musi być ciekawy, oryginalny, pomysłowy.  Co ciekawe w chwili obecnej takich teledysków jest na prawdę mało… Przy tak zaawansowanej technologii i łatwej dostępności do niej, a także przy innych możliwościach, obecne teledyski to wyłącznie kręcące tyłkami dziewczyny… Zastanawiam się dlaczego? Dlaczego te teledyski z lat 90. choć nagrywane niekiedy byle jak i nie wiadomo po co, miały przekaz i pewną wartość w tej swojej prostocie. Dziś przyjęty jest standard o którym już wspomniałem.

Jakość produkowanych klipów jest bardzo dobra. Zajmują się nimi profesjonalne firmy, niektóre mają zamówienia wyłącznie z branży disco. Obrazu nagrywanego kalkulatorem ciężko spotkać, ale nie można powiedzieć, że ich nie ma. Są! Są grupy, które oszczędzają na tak ważnej rzeczy jaką jest teledysk. Niektórych na prawdę nie da się oglądać. Jeżeli nie da się słuchać to katastrofa podwójna, a opinia idzie w świat. Tymczasem opinia, że w teledysku rasowego zespołu disco polo nie może zabraknąć pół nagich kobiet od dawna trzyma się tej muzyki.

Ciężko mi w tej chwili powiedzieć od czego tak na prawdę się to wzięło. Cieszę się natomiast, że praktycznie zniknął już schemat angażowania do klipu bardzo drogiego i bardzo dobrego samochodu. Dość długo musieliśmy patrzeć na te bezsensowne obrazki i dość długo trwało przekonanie, że bez fury teledysku się nie zrobi. A fura i kobieta? Mieszanka wybuchowa, na którą stawiano w ciemno. Z czasem samochód przeszedł do lamusa i jego miejsce zajęły wijące się obok wokalisty tancerki.

W wielu przypadkach to, co oglądamy przechodzi granice dobrego smaku. Jorrgus w jednym ze swoim wideoklipów nie miał zahamowań. Marcin Siegieńczuk również nie był grzeczny. Tych przypadków jest wiele… Ciężko jednak obwiniać wyłącznie zespoły. Często nie mają wpływu na to jak wyglądał będzie teledysk. Skoro jednak nikt nie protestuje, to ta sytuacja wydaje się wszystkim odpowiadać. Jaka jest zatem szansa na zmianę? Jaka jest szansa na wprowadzenie w ten rynek disco nowej jakości?

Nie liczyłbym na wielkie rewolucje, bo osób które widzą problem jest niewiele. Dobrze jednak, że ktoś kto ma już dość tych gołych teledysków, zawsze znajdzie w tłumie ten bardziej wartościowy. Ostatnio pewne wpadły mi w oko. Nie bez przypadku przy tym tekście widnieje zdjęcie Piotra Sulikowskiego – wokalisty zespołu New Collective. Jego najnowsza propozycja to „Tak sobie obiecajmy”. Chyba jeden z najlepszych przykładów na to jak można zrobić ciekawy klip nie wydając na niego kilku tysięcy złotych. Do takiej formy przekazu jednak nie nadają się wszyscy. Piotrkowi gratuluje – doskonała ekspresja, mimika. Człowiek, który ma sobą wiele do zaoferowania. Wiele też mówi ostatni klip Mirage do utworu „Ty jesteś inna”. Piękna kobieta, młody debeściak – brawo. Proszę o więcej!

Reklamy

Recenzja albumu: D-Bomb „Lubię kiedy”

Clipboard01Generalnie nie piszę recenzji płyt. Nie zdarzyło mi się. Kiedyś tam rzuciłem tylko kilka słów z grubsza o każdej. Obok tego albumu nie mogę jednak przejść obojętnie. Nie powinni przechodzić także pozostali słuchacze muzyki dance oraz fani grupy D-Bomb. Bo to właśnie recenzja najnowszego dziecka Bartka Padyaska. Panie, panowie – „Lubię kiedy”!

Długo, bardzo długo kazał nam czekać na nową płytę lider formacji znanej z hitów „O Ela”, „Shake Your Boom Boom”, czy „Powiedz mi co czujesz”. Potwierdził tym samym to o czym mówił w jednym z wywiadów. A mówił, że D-Bomb nie jest sezonowym zespołem, który co roku wypuszcza na rynek krążek i ma święty spokój. D-Bomb to zespół, na którego płytę się czeka, a czekanie to zostaje wynagrodzone genialnymi brzmieniami. A trzeba przyznać, że poprzeczka była postawiona bardzo wysoko. Poprzedni album zespołu „…jak narkotyk” to istny majstersztyk. To na nim znalazły się wspomniane wcześniej hity „Shake Your Boom Boom”, „Powiedz mi co czujesz” a także „Do szaleństwa”, „Myślę”, czy „Oczy pełne łez”. Na tych piosenkach D-Bomb opiera swoje koncerty, wplatając oczywiście w repertuar swoje szlagiery sprzed wielu lat. Płyta „…jak narkotyk” okazała się bardzo urodzajna, pozostając chyba tą najlepszą w historii polskiego dance.

Bartek zdawał sobie sprawę, że powtórzyć taki sukces będzie ciężko. Domyślam się jednak, że nie czuł żadnej presji. Robił po prostu swoje. D-Bomb: klasa, elegancja, styl. Jedyni w swoim rodzaju, najlepsi na rynku. Ci bardziej sceptyczni przekonali się o tym przy okazji pierwszego singla zwiastującego pracę nad nowym krążkiem. Singiel „Lubię kiedy” podbił kluby, dyskoteki i serca słuchaczy i narobił dużego „smaka” na kolejne nowości. D-Bomb nie stracił formy, tylko znów to cholerne czekanie… Po drodze nowy klip do „Shake Your Boom Boom” i lekka frustracja, że to nie numer z nowej płyty. Między czasie premiera „Mam wyrąbane” – dość oryginalnego utworu, który jednak nie przyjął się na większą skalę oraz „Czuję się zajebiście” – piosenki skierowanej stronę fanów zespołu, którzy razem z nim każdy koncert zamieniają w wielkie, niesamowite show. Chwilę później „Mamy weekend”, jakby na potwierdzenie panującej w Polsce „Weekendomanii”. Singiel obronił się jednak sam i stał się hitem. Nie zaspokoił jednak jednego nurtującego nas pytania: kiedy premiera płyty? Kiedy w końcu wezmę krążek do ręki i przez 24 godziny na dobę cieszył będę się kilkunastoma genialnymi utworami? Ile razy Bartek musiał na nie odpowiadać, pewnie nie zliczy.

26 lutego odetchnęliśmy z ulgą, wówczas to oficjalnie do sprzedaży trafił najnowszy album formacji D-Bomb, zatytułowany „Lubię kiedy”. O jego jakości miał świadczyć fakt, że wydawcą płyty została firma Universal Music, o współpracy z którą pozostali z branży mogą jedynie pomarzyć. 17 utworów, osiem zupełnie nieznanych. Już od pierwszej sekundy słychać fachową robotę. Nowoczesne brzmienie, profesjonalne podejście do tematu. Coś, czego tak bardzo brakuje nam na rodzimym rynku. Coś, co z taką łatwością przychodzi grupie D-Bomb, ikonie, legendzie tego gatunku. Coś dzięki czemu Bartek nie odstaje niczym od zachodnich gwiazd. Jest to materiał zupełnie nowy, jednak delikatnie czuć w nim nawiązanie do początków twórczości zespołu, do tych najlepszych lat muzyki dance. Tym materiałem Bartek raz na zawsze kończy z wizerunkiem discopolowca. Rozpamiętując album „…jak narkotyk” na nowym krążku słyszymy go, ale słyszymy też coś nowego, innowacyjnego. Jest wesoło, tanecznie, skocznie, romantycznie. Na tej płycie jest wszystko, czego szukasz w dobrej muzyce drogi czytelniku. Czy czekanie się opłaciło? Tak! Jeżeli zatem nie masz jeszcze tej płyty to na co czekasz?

Nie pędź w tym momencie do Empiku, bo tam jej nie dostaniesz. Mimo takiej jakości, album w tej sieciówce dostępny jest jedynie na zamówienie. To jakby cios w plecy, bo skoro wydawnictwo nie ma problemu ze sprzedażą swoich pozostałych płyt w Empiku, to dlaczego nie potrafi postawić na półce albumu D-Bomb? Dlaczego w Polsce wciąż panuje przekonanie, że „po Polsku to znaczy gorzej”? Ten album jest jednym wielkim dowodem na to, że to nieprawda! Na całe szczęście jest Alllegro. Typ na hit? „Z Tobą sen” oraz „Podejdź do mnie”.