Wywiad z Michałem Gielniakiem

Clipboard02Czas leci, a Ty wciąż wyglądasz na te 19 lat…
– (śmiech) No tak, czas leci ale nic specjalnego nie robie. Staram się dobrze odżywiać, nie martwić bo to też ma swoje przełożenie. Czas leci ale mnie oszczędza.

Czas leci, ale ludzie dalej pamiętają.
– Mimo, że nie było mnie medialnie przez kilka lat. Na YouTubie pojawiały się moje teledyski i jakieś nagrania z koncertów, bo cały czas koncertuje. Nasilenie przychodzi wiosną i latem.

Występujesz jako Michał Gielniak, czy uczestniczysz w innych projektach muzycznych?
– Jako Michał Gielniak. Ale jeszcze w latach 80′ założyłem zespół, który gra rock&droll, muzykę lat 60′. To jest jednak moje hobby

Ale fanom disco polo przypomniałeś się dopiero w zeszłym roku w Iłowie.
– Tak, po wielu latach rozpocząłem na nowo współpracę z Robertem Kalickim, który pisał piosenki na moją pierwszą płytę. Spotkaliśmy się i postanowiliśmy coś zrobić. Efektem był występ w Iłowie i nagranie singla.

Jeżeli ktoś Ci zarzuci, że wracasz bo disco polo jest na topie?
– Zastanawiałem się nad tym, ale przez tyle lat nie miałem żadnego ciśnienia na to, by coś robić w tym kierunku. Nie mam jakiegoś specjalnego stosunku do tego. Ta oś czasu się tak ugięła, że spotkałem się z Robertem. Nikt nie myślał pod kątem, że coś się dzieje. U nas wynikło to naturalnie.

Póki, co mówi się pozytywnie. Ktoś napisał nawet „Legenda wraca”. Czujesz się taką legendą, której utwór kilka lat temu przez 42 tygodnie nie schodził z lity przebojów?
– Legendą to nie, nic z tych rzeczy.

Jakie wrażenia po występie w Iłowie?
– Zagrałem trzy utwory: „19 miał lat”, „Marina, marina” oraz „Moja droga ja Cię kocham”. Te ludzie najbardziej pamiętają. Odbiór był bardzo dobry, ludzie się wspaniale bawili.

Co nam powiesz zatem o singlu?
– Nagraliśmy go pod koniec zeszłego roku, nazywa się „Buzi buzi”. Jest w stylu Michała Gielniaka, jest taneczna, optymistyczna. Nagraliśmy do niego teledysk, który jest już w końcowej fazie montażu. Pojawi się na pewno w różnych stacjach telewizyjnych, a sam utwór w radiach, które grają taką muzykę.

Myślisz pewnie także o płycie.
– Dzisiaj są takie czasy, że płytę można nagrać bardzo szybko. Ja chcę o sobie przypomnieć. W tym roku wydam jeszcze 2/3 single. A płyta? O ile będzie to na początku 2014 roku. Płyta to nie jest mój cel.

Jak określiłbyś gatunek, który grasz? Bo to nie jest klasyczne disco polo. Jest wesoło, tanecznie ale…
– Ze mną jest ten problem. Ja śpiewam piosenki optymistyczne, które dobrze nastrajają ludzi. Po koncertach widzę te uśmiechnięte buzie. Mam na szczęście parę przebojów.

Zobaczymy Cię w tym roku na którejś z dużych imprez disco polo?
– Bardzo bym chciał i czekam na zaproszenie.

Gościłeś dziś w programie Disco Relax. Sądzisz, że historia może zatoczyć koło i będzie to dla Ciebie początek czegoś wielkiego?
– Teraz są inne czasy, bo w tedy ten program był praktycznie jako jedyny i skupiał dużą uwagę. Teraz wygląda to inaczej. Jest tego więcej i przez to jest trudniej.

Jaki będzie rok 2013?
– Zaskoczę tych, którzy myśleli, że Michała Gielniaka już nie ma. Za Waszym pośrednictwem chciałbym pozdrowić wszystkich i zaprosić do słuchania moich nowych muzycznych propozycji. Trzymajcie kciuki.

Reklamy

Gdy zwycięzca nie jest tylko jeden…

Clipboard01Patrząc na historię innych programów, które szukały talentów i jak się później okazało – tym nie potrzebne było zwycięstwo, by wkroczyć i zaistnieć na rynku, było do przewidzenia, że uczestników Disco Star czeka podobny los. Pierwszy, historyczny talent show, w którym Paweł Jasionowski (Masters), Shazza , Grzegorz Halama i Marcin Miller szukali nowych gwiazd disco wygrał zespół Jago Young, ale czy aby na pewno w tej chwili może mówić, że zostawił wszystkich w tyle?

Pierwsza myśl, pierwsze wyobrażenie na temat poszukiwań nowej śpiewającej gwiazdy do rzecz jasna Idol. Pierwsze tego typu przedsięwzięcie w Polsce. I jak to bywa przy tego typu programach, najbardziej pamiętamy tą pierwszą edycję. Zwyciężyła Alicja Janosz, przed którą otworzyły się drzwi do wielkiej sławy. Otworzyły, ale najwidoczniej młoda Ala je pomyliła, bo tylko przez chwilę świeciła najjaśniej. Jak się później okazało to pozostali uczestnicy (Szymon Wydra, Ewelina Flinta, Ania Dąbrowska i Tomek Makowiecki) wypłynęli na szerokie wody i wciąż utrzymują swój dobry poziom.

Zwycięzca zatem może być tylko jeden – otrzymuje ten szlachetny tytuł „Najlepszego”, a w przypadku Disco Star kontrakt na wydanie płyty z Lemon Records i gwarancję występu na jednym z dużych discopolowych festiwali. Ale, wybić i zabłysnąć może tak na prawdę każdy… Naszym niechlubnym gwiazdorem stał się Disco Misiak. Na prawdę nie wiem co w głowie siedzi temu chłopakowi, ani z jakiej galaktyki do nas przyleciał, ale dorobił się już teledysku (niektórzy twierdzą, że to teledysk…) i fan page’u na Facebooku. Pośmiać się można, ale przykład Kuby przekracza już granice dobrego smaku i potwierdza, że w stadzie znajdzie się zawsze jakaś czarna owca.

Tych w Disco Star było wiele, na szczęście wróciły do stada i jest o nich cicho. Tymczasem mamy już teledysk Mariusza Sobczyka, prężnie zaczyna działać zespół Soleo („Słodko słodka”), podejrzewam że z kopyta ruszy Piotrek Wiszowaty – notabene znany już min. z utworu „Mała”. eXelent, Jacek Gwiazda, wiem że niebawem usłyszymy coś od finalistów – Respect i Talisman. Wiem, że to nie koniec listy… Niebawem wszyscy zapomną, kto tak na prawdę zwyciężył w Disco Star.

Tym bardziej, że wedle tego co powiedział mi Marcin Miller, szykuje się druga edycja. Tylko po co? Nie miałbym nic przeciwko, gdyby program spełniał swoją rolę. Tymczasem ja zamiast gwiazd, w głównej mierze i w większości widziałem grupę przeciętniaków, których zresztą na rynku nie brakuje… Po kolejnej edycji spodziewam się tego samego. Czy jest to nam potrzebne? Czy ten rynek zawalony takimi zespołami jest gotów przyjąć kolejne? Disco polo zaczyna sobie nie radzić z tym wszystkim. Efekt jojo – rok 2002. Lada moment to wszystko szlag trafi, ale wierzę, że zostaną najlepsi. Przynajmniej na chwilę.

Wywiad z Norbim

Clipboard01Zastanawiam się, czy ktoś mówi Ci jeszcze po imieniu.
– Raczej nie. Może żona mówi do mnie Norbert, a tak to od 20 lat wszyscy mówią do mnie Norbi. Naturalna ksywa, więc jak nagrywaliśmy pierwszą płytę nie trzeba było zastanawiać się nad pseudonimem.

Norbi to pseudonim, ale już chyba troszeczkę też styl życia…
– Być może, trudno mi powiedzieć. Jeżeli można tak powiedzieć o kimś, kto leży w kółko w łóżku i zmienia pilotem kanały albo gra w Play Station to super, dzięki.

Dziennikarz, piosenkarz, prezenter radiowy. Kim się czujesz?
– Ja się czuję artystą estradowym, a co za tym idzie kierowcą tira. Przemierzamy masę kilometrów i zauważyłem, że jak siedzę w domu dłużej niż 3 dni to już mnie nosi. Rozmawiałem z kolegami z branży i chyba ma tak każdy, kto wykonuje taki zawód. Takie zboczenie zawodowe.

Artysta estradowy… Gatunek muzyczny jaki wykonujesz to…?
– To jest moim zdaniem pop. Typowy pop, tylko że zwrotki zamiast śpiewane to są mówione. Na pewno nie jest to hip hop, ani dance – choć jest to może w tym samym worku.

Ostatnio słyszeliśmy Cie w kilku duetach, a te ostatnie to z muzykami disco polo…
– To prawda, choć nie do końca. Akurat disco polo z formacją Coolers ma tylko to wspólnego, że puszczają ich w stacjach, które promują ten gatunek. Dla mnie osobiście to jest numer typowo dance’owy. Faktem jest też to, że mieliśmy robić duet z grupą Weekend, która jest typową grupą discopolową. Ten projekt został na tę chwilę zatrzymany. Ja się oczywiście nie bronię,  ani nie wstydzę. Nie jestem artystą obciachowym. Jeżeli dla kogoś to jest disco polo, nie ma problemu.

Ta granica między disco polo a dance jest bardzo cieńka.
– Tak, dlatego ja nie polemizuje, nie wnikam w ten temat.

I zdajesz sobie sprawę, że za chwilę zaczną Cię oskarżać o to, że na fali popularności disco polo chcesz o sobie przypomnieć.
– Być może, ale to już nie jest kłopot mój, tylko tych którzy o tym mówią. To jest wolny kraj. Dla mnie najważniejsze jest to żeby było dużo koncertów. Faktem jest to, że mam z radiem duży problem. Żadne nie chce już od lat grać moich kawałków. Takich artystów jest wielu i też pewnie nad tym ubolewają. Żyjemy w takim kraju. Nie ma mnie medialnie, ale mimo to w zeszłym sezonie zagrałem 112 koncertów. Nigdy zresztą nie było gorzej.

Czyli mimo braków nowości, dalej jest zapotrzebowanie na Norbiego?
– Tak, dla mnie to jest bardzo miłe. Gdy zaczynałem 15 lat temu wielu ekspertów przewidywało, że po roku już mnie nie będzie. A tu tak się składa, że tyle lat a my wciąż gramy. Nie wiem jak będzie w tym roku, bo nie jestem czarodziejem, ale wygląda na to, że będzie fajnie. Pamiętam taką sytuację, że do kwietnia było dziurawo. Później okazało się, że w maju zagraliśmy 17 koncertów, w czerwcu drugie 17 itd. To jest dość dziwna branża. Jak nie będzie koncertów to trzeba będzie mikrofon schować do szuflady i zająć się znów radiem. Nie zerwałem z tym, ale udzielam się bardzo rzadko bo nie mam czasu.

Kiedy zatem nowy singiel?
– Jest na rzeczy pewien projekt. Przemek, który skomponował przebój „Winny” i wiele innych słyszanych w radiu… Spotkaliśmy się w grudniu i zaproponowałem żeby zrobił mi numer, skoro jest w tej chwili tak płodnym kompozytorem i tak fajnie grają jego utwory. Kiedyś jak byłem w dużych wytwórniach to wiadomo było mi łatwo jako artyście. Teraz jak już od kilku lat jestem niezależny, bo gdzie nie zapukam to mnie wywalają. Nie mówię rzecz jasna o programach śniadaniowych. Muszę tam chodzić i opowiadać jakieś farmazony zupełnie niezwiązane z muzyką, by w jakiś sposób moja twarz się w mediach pojawiała. To też w cale nie jest nic złego, może być fajnie i sympatycznie. Szkoda, że po prostu nie dzwonią i mówią „Norbi, dobry singiel”. To jest ten ból, ale wyżej dupy nie podskoczysz. Trzeba się  z tym oswoić tak jak to zrobiłem i po prostu grzać do przodu. Grać koncerty i czekać aż się to zmieni.

Gdzie się nie pojawisz robisz show, jest ciekawie. Jak to jest, 40 lat na karku, wyglądasz na 20 z hakiem a czujesz się na…?
– (śmiech) Czuję się jakbym miał z 30 (śmiech). Czuję się nienajgorzej. Nie palę papierosów, nie zażywam narkotyków, ale wiesz jak jest w naszej branży z alkoholem (śmiech). Jest to napój dość popularny. Wymyśliłem jednak ciekawą rzecz. Jedziemy na koncert w piątek. Przychodzi właściciel klubu, ktoś z hotelu i przynosi coś do picia. Jakbym tak z każdym pił to bym umarł. Wysyłam więc twardych zawodników – klawiszowca i basistę. Są młodzi i mogą wypić. To się sprawdza i polecam kolegom z branży… Chyba, że lubią się napić.

Czyli jak tak to wygląda to prędko nie znikniesz i będziemy o Tobie słyszeć.
– Bardzo bym chciał żeby tak było, tak jak kiedyś. Bazujemy na tych starych piosenkach, to też jest miłe. Teraz jest ten utwór z zespołem Coolers, ale to tylko featuring, 8 wersów. Ja robię piosenki, wysyłam ich wiele. Zrobiłem 3 lata temu „Kula się kręci”. Mysłałem, że się przyjmie.  Za muzykę odpowiadał Mafia Mike, ja z żoną napisałem słowa, powstał klip. Zrobiliśmy wszystko,  a wideo polatało chwilę w TV4 i singiel umarł. Chciałbym żeby było tak jak mają w tej chwili inni artyści. Zasada jest prosta, radio gra i pewnie masz tak samo, że jak usłyszysz już 50 raz to wchodzi do głowy. Tak mi się wydaje. Nie lubiłem na przykład PSY. Wkurzał mnie ten numer, ale pojechałem do jednego klubu, drugiego a tam „Gangam style”. Jak byłem w Stanach to myślałem, że zwarjuje, bo tam leciało to co pół godziny. Po jakimś czasie, chyba przy reklamie jednej z sieci komórkowych stwierdziłem, że to świetny kawałek.

Co wobec tego powiesz o fenomenie „Ona tańczy dla mnie”?
– Ten numer pokazuje jak nieprzewidywalny jest showbiznes. Sam Radek nie spodziewał się takiego sukcesu. Widzisz jak trafiło, super. Nie ma złotego środka na przebój. Gdyby było coś takiego to ja, Ty chodzilibyśmy w złotych butach i mieli 300 mln odsłon na YouTubie. 12 lat na to czekał żeby zaistnieć tak globalnie i konkretnie. Gratuluje. Wielu arystów ma na pewno wielkiego gula. Mieszają wykonawców disco polo z błotem a tak na prawdę chcieli by być na ich miejscu. Nie ukrywajmy, że artysta żyje z koncertów. Grupa Weekend gra ich z 30 w miesiącu (śmiech). Kalendarz do końca roku mają zajęty. Ja osobiście gratuluje.

Pamiętaj, nawet jak ktoś Ci mówi, że masz kiepską piosenkę, albo Ty sam nawet w nią nie wierzysz to i tak nie wiesz co się stanie pojutrze. Taka jest ta branża. Wystarczy iskierka, efekt domina. Jak ja zaczynałem to nie było jeszcze tak rozwiniętego Internetu, ale podejrzewam, że „Kobiety są gorące” były tego typu sprawą. Ja do tej pory na tej piosence bazuje.

Co oczekujesz po nowym roku?
– Zawodowo tego, co zawsze czyli dużej ilości koncertów. No i żebyś zadzwonił do mnie za 3/4 miesiące, może za pół roku i powiedział „Norbi, super, świetna piosenka”. Tego bym chciał. Prywatnie myślę jakiegoś urlopu fajnego, choć w zeszłym roku za granicą byłem 8 razy z czego 2 za Oceanem i to dla odpoczynku. Dlatego pewnie trzeba życzyć mi i moim najbliższym tylko zdrowia. No i żeby benzyna była tak tania jak w Omanie, po 80 groszy (śmiech).

Podsumowanie roku 2012

weeStało się! Nie było końca świata, mamy nowy, 2013 rok. Nie wiemy jaki będzie, co przyniesie i czy będziemy go lepiej wspominać niż jego poprzednika. Możemy sobie tylko tego życzyć. A byłoby to coś na prawdę wspaniałego, bo rok 2012 osobiście wspominał będę bardzo pozytywnie… Dlaczego?

Od dłuższego czasu pozycja muzyki disco polo w Polsce jest bardzo mocna a zarazem coraz lepsza. Nigdy zresztą nie była słaba, ale jednak patrząc na to co przyniosło nam ostanie 12 miesięcy to bez wahania powiem „Oby tak dalej!”. Wszystko przez coraz lepsze aranże, teksty, teledyski. Podejście do tematu przez zespoły grające ten gatunek jest bardzo poważne. Nie przez wszystkich, ale pochwalić i przybić piątkę mogę 95 % zespołom. Rynek rządzi się swoimi prawami i w dzisiejszych czasach nie ma miejsca na amatorstwo, nawet w muzyce disco polo!

Nawet? Otóż tak, bo przez jakiś czas przekaz do słuchaczy był prosty. Jak mówi nasza definicja „Muzyka łatwa, lekka i przyjemna”. Co najgorsze wkradała się w nią także prostota, która nie zawsze pozwalała czerpać przyjemność. Teraz jest inaczej. Śmiem twierdzić, że disco polo dorosło i dojrzało do tego by osiągnąć jeszcze więcej! Tego właśnie oczekuje po roku 2013, by było jeszcze lepiej.

Rozwija się muzyka, zespoły, rozwija się także Polo TV. Stacja wiodąca prym w swojej kategorii i pozwalająca nam oglądać klipy 24/h idzie jak burza. Rosnąca liczba programów, relacje z imprez, Ostróda i Kobylnica na żywo, czy poszukiwania discopolowego talentu w programie Disco Star. Polo Tv nie ma czego się wstydzić.

Nie mamy się czego wstydzić my – fani, słuchacze. Pisali w Super Expressie, puszczają w Esce (oczywiście „Ona tańczy dla mnie), nasi (wykonawcy tej muzyki) gościli w wielu programach, goszczą na wielu imprezach w wielu miejscach w całej Polsce. W kraju, którego mieszkańcy mają coraz mniejszy opór przed disco polo. Przestają się wstydzić i odcinać od tego, co nasze, dobre, polskie…

A moje? A moje wybory myślę, że są mniej kontrowersyjne niż poprzednio… Dziękuję za uwagę.

Płyta: Mega Dance „V”

Ten rok niestety nie przyniósł nam wielu ciekawych propozycji. Nie doczekaliśmy się kilku długo zapowiadanych i wyczekiwanych premier. Mimo wszystko są pozycje, z którymi warto się zapoznać. Najlepszą z nich moim osobistym zdaniem jest piąty album formacji Mega Dance o wszystko mówiącym tytule „V”. Poprzednia płyta nie należała do tych najlepszych. Wielu twierdziło, że zespół już nigdy nie wróci do formy. Tymczasem zaserwował nam bardzo dobry krążek, w klimacie i stylu formacji Karola Pietrzaka.

Teledysk: Power Play „Chce się żyć”

Zamiast doszukiwać się podróbek, coverów, skradzionych utworów, znalazłem się wśród nielicznego grona osób, która dostrzegła świetny teledysk. Tych w tym roku było na prawdę wiele. Zespoły stawiają na jakość, coraz mniej jest klipów kręconych „kalkulatorem”. To bardzo dobrze, gatunek wciąż się rozwija, idzie do przodu – możemy być z tego dumni, choć czarne owce się zdarzają (w tym roku również było kilka). Będą osoby, które się ze mną nie zgodzą w moim wyborze… Może było już kilka podobnych klipów, ale ani jednego takiego jak ten. Brawo dla zespołu, brawo dla firmy Stykky Multimedia. Brawo!

Zespół: Weekend

W tej chwili bezapelacyjnie nr. 1 na rynku! Po wielu latach na scenie i wielu hitach zespół Radka Liszewskiego wspiął się na sam szczyt discopolowej góry. Nigdy zresztą nie był to przeciętny zespół. Oryginalny i świetny wokal, niebanalne utwory, ciekawy i własny styl. To cały Weekend, który ma teraz swoje pięć minut. Dzięki niemu disco polo było w tym roku/pojawiło się tam, gdzie dotychczas było niechciane/niezauważalne. Dzięki niemu coraz więcej ludzi odkrywa i poznaje ten gatunek. Dzięki niemu disco polo wychodzi z cienia i coraz mocniej buduje ugruntowany i tak już fundament na polskim rynku. Weekend to w tej chwili nasza wizytówka, z której możemy być na prawdę dumni. Oby tak dalej! Osobiście wierzę, że to dopiero początek czegoś wielkiego, pięknego…

Hit: Weekend – „Ona tańczy dla mnie”

Komentarz jest zbędny… To jest oczywista, oczywistość! Więcej przeczytacie pod „Wydarzeniem roku”.

Wydarzenie: „Ona tańczy dla mnie” hitem na skale ogólnopolską

Takiego szału na któryś z utworów discopolowych nie było już dawno, albo w ogóle! „Ona tańczy dla mnie” podbiła serca Polaków i jest dosłownie wszędzie – stadiony, ulice, kluby, TV, radio, Internet! Wszędzie! Na samym YouTubie (piosenka znalazła się w pierwszej „100” tych najpopularniejszych) klip do tego hitu obejrzano już ponad 34 mln razy! To prawdziwy ewenement! Nie ma „Ona tańczy dla mnie” nie ma imprezy. Ten utwór sam porywa i zaprasza do zabawy! Zresztą, Wy już sami dobrze wiecie o co chodzi 😉

Odkrycie: After Party

Jeżeli tych debiutów było kilka, to żaden nie zapadł mi w pamięć jak ten podopiecznych Staszka Kucińskiego. Zespół After Party to grupa z dużymi możliwościami i może sporo osiągnąć. Niebanalny wokal, ciekawe utwory, solidne teledyski. Co tu więcej mówić? Czekamy na więcej i niech w roku 2013 ich talent i twórczość eksploduje.

Powrót: New Collective

Tego zespołu bardzo mi brakowało. Obaj jego członkowie zajmowali się swoimi projektami ale nie wykluczali reaktywacji „polskiego Modern Talking”. Reaktywacja stała się faktem w połowie roku. Ci, którzy obawiali się kiepskiego powrotu mogą odetchnąć ze spokojem. New Collective stanął na wysokości zadania, a jego dwa single zapowiadające nowy album to prawdziwy majstersztyk. Czuć klimat zespołu, który pamiętamy z programu Disco Relax. A płyta… Będzie najlepszą w jego dyskografii!

Rozczarowanie: …

Ciężko powiedzieć tak na prawdę, co w minionym roku było dla nas największym discopolowym rozczarowaniem. Generalnie nie jestem w stanie wybrać niczego konkretnego… Na duży minus… Wielu z fanów zszokowała na pewno informacja o poczynaniach Marka Zientarskiego. O tym jak rozwalił rodzinę Roberta Anulewicza a sam stoczył się na dno. Jak widać w branży disco polo również może zdarzyć się coś, o czym na co dzień słyszymy w tv i czytamy na pierwszych stronach kolorowych gazet.