Prywatność to podstawa

Co różni discopolowców do wykonawców promowanych na szeroką skalę? To, że tamci promowani są na szeroką skalę? Pojawiają się w dużych gazetach, stacjach tv i radiowych? Też, ale tym bardziej chodzi mi o coś zupełnie innego – stopień prywatności. Czy Ci o których codzień czytamy i słyszymy mogą jeszcze mówić o czymś takim jak „prywatność”? Kwestia sporna, bowiem jeżeli porównać ją do tego, co wiemy z życia prywatnego gwiazd muzyki disco p0lo, znani celebryci wypadają całkiem nago…

Zdrady, rozstania, romanse i inne tego i innego rodzaju wpadki są na porządku dziennym. Plotkarskie media prześcigają w informowaniu,  plotkowaniu i nieraz  w ściemnianiu. Takimi prawami rządzi się showbiznes. Jednak nie dociera wszędzie. Najlepszym tego przykładem jest taki gatunek jak disco polo. Tu nie czytamy codziennie o tym, co dzieje się w ogórdku Marcina Millera, z którą dziewczyną Tomek Niecik opuścił hotel,  na ilu piersiach podpisał się Marcin Siegieńczuk czy w końcu jaki papier toaletowy kupuje Karol Pietrzak. Rynek disco polo to zupełnia inna bajka.

– Chcesz bić do Millera i jego ksiażki? On ma co ukrywać akurat – powiedział mi mój anonimowy rozmówca. Nie, nie będzie to żaden atak na Marcina. Myślę, że to dobrze iż kwestia wydania, a w zasadzie nie wydania książki o liderze zespołu Boys wyszła na jaw. Co niektórzy (mam nadzieję) zwrócą uwagę na pewną rzecz… Każdemu w życiu zdarza się przekroczyć pewne granice i popełniać błędy. Ale nie wszyscy muszą o tym wiedzieć.

Muzycy disco polo to skromne, otwarte i mało celebryckie gwiazdy, które robią to co lubią. Mimo wielu sprzeciwności wciąż koncertują, pojawiają się w tv, w gazetach, są rozpoznawalni na ulicy. „W większości są to przecież normalni ludzie obdarzeni talentem” – mówi Piotr Sulikowski (New Collective). Oni chyba właśnie to doceniają, że tak wielu jest przeciwko nim, a tak wiele mimo to osiągnęli. „Na sukces pracuje się latami, ale wystarczy jedna wpadka by to wszystko się spieprzyło” – powiedział mi Robert Anulewicz (Maxel US). Słowa jakże proste, a jakże nadające obraz tego, co dzieję się w otoczce muzyki disco polo. Jeden błąd i tysiące fanów mających dość wyskakujących z lodówki Dod, Behemotów, Farnych, Bieberów, czy Steczkowskich zmienia zdanie i w swoich naturalnych Boysach, Weekendach, Skanerach itd. widzi coraz mniejszą granicę między nimi a oślepiającymi gwiezdnym pyłem Dodami. I to nie jest dobre…

Słuchacze disco polo widzą w swoich idolach zwykłych, normalnych, utalentowanych – tak jak wcześniej wspomniałem – ludzi. Takich jak my.  Identyfikują się z nimi, przez co myślę łatwiej im ich zrozumieć, oglądać, bawić się przy ich muzyce. Tu granica jest niewielka. To tak na prawdę tylko scena na czas występu.

A co z kwestią muzyczną? „Zauważyłeś, że zamiast nowych, dobrych kawałków promujących płyty, oni (muzycy promowani przez masowe media – przyp. red.) częściej pokazują swoje nowe buty i to, jak właśnie urządzili mieszkania?” – pyta mnie Sulikowski. No właśnie. Niech każdy teraz odpowie sobie na to pytanie.

„Discopolowcy bronią się swoją muzyką?” – pytam tym razem ja. „Na to wychodzi, bo jednak nadal ludzie słuchają i bawią się przy naszej muzie. Dobrze zrobiona muzyka taneczna wcale nie musi przebijać się przez ścianę RMF, czy Zetki. Sami dajemy radę i ważne jest to, że mamy odbiorców, którzy takich wrażeń potrzebują”. I co tu więcej dodawać?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s