Sprzedaż muzyki, płyty, mp3… No i my, słuchacze…

Płyty a mp3. Wielki dzień. Premiera długo przeze mnie wyczekiwanego albumu jednego z moich ulubionych zespołów. Przesłuchałem kilka singli, demówek a może nawet gdzieś znalazłem już nielegalnie wrzucony do sieci cały album. Chcę go mieć – legalnie. Jako, że płyty disco polo w sklepie nie kupie, zamawiam ją przez Internet i czekam. Doczekałem się, wziąłem do ręki, przesłuchałem, odłożyłem na półkę gdzie leży reszta mojej kolekcji. Jestem usatysfakcjonowany… Ale czekałem na tą przesyłkę kilka dobrych dni. Poczcie polskiej zapłaciłem wg. mnie za wiele za jej dostarczenie. Nie daj Boże płyta dotarła naruszona… Satysfakcja spada…

Może więc bez tych ceregieli kupuję cały album w formacie mp3? Nie będę z coraz większym ciśnieniem wypatrywał listonosza i martwił się o to czy jak już w końcu dotrze to czy nie da mi zniszczonej przesyłki. Co zatem wybrać? Co bardziej opłaca się dla mnie, wydawcy, zespołu, fanów? Czy prosty legalnie kupiony plik może wyprzeć rzecz jaką jest płyta w plastikowym pudełku, która daje/dawała tyle radości?

No właśnie… – Generalnie chodzi o to, by istniało coś takiego jak sprzedaż muzyki. Nośnik jest tylko nośnikiem. Może być podane nawet na talerzu – przekonuje Robert Krużyński vel Kruszewski znany jako Dj Velu. Czy rzeczywiście tak jest? – Osobiście wolę krążki, mp3 mnie nie kręcą – dodaje Paweł Brzoza z zespołu Magness. Zdania są podzielone, a przyszłość zagadką. Przyszłość ta jednak nie jest malowana na różowo, bowiem wspomniana „sprzedaż muzyki” disco polo praktycznie nie istnieje. Wabiki cenowe, bonusowe czy ostatnio próba sprzedaży mp3 na ludzi praktycznie nie działa. Płyty głównie wydawane są w celach promocyjnych – konkursy, koncerty etc. Ludzie słuchają i bawią się przy tym, co ściągną na swój dysk, znajomi prześlą im na telefon lub nagrają na wartą 90 groszy płytę, by wrzucić ją do odtwarzacza w samochodzie.

Po co więc sklep? Kupić tą empetrójkę czy nie? Nie… Mp3 to tylko plik, powietrze, które można mieć za darmo. – Ludzie Internet traktują po prostu jako „wszystko jest wszystkich” – mówi Justyna Cymerys „Nawrotka”. No właśnie tak jest. Legalnie, czy nie, będzie i tak. Piractwo było, jest i niestety prędko nie zniknie. Nie popieram i nie toleruje ale niestety taka jest rzeczywistość. Inwestowanie w sklep z legalnymi empetrójkami do niczego nie prowadzi… Traktować można to jedynie jako próbę ratowania „sprzedaży muzyki”. Inicjatywa notabene nie mająca jakiejkolwiek przyszłości.

Skoro więc już dochodzimy do wniosku, że jeżeli kupować to płyty, to jak sprawić żeby one rzeczywiście się sprzedawały? Potrzebna jest drastyczna zmiana marketingu. Może zmiana mentalności ludzi? A może to po prostu proces nieunikniony i przyszedł czas na coś innego? Płyty winylowe okazały się zastąpione. Dziś to prawdziwy larytas, który wciąż ma swoich fanów. Widzę tu duże podobieństwo w stosunku do obecnych krążków. Tylko co dalej?

Reklamy