Polsatowski sprawdzian disco polo. Discopolowy sprawdzian Polsatu?

„Polsat Play też chce zarobić na disco polo!” – dobrze, że koledzy z redakcji nazywają rzeczy po imieniu. Bo o co tu może chodzić jak nie o pieniądze? Z góry zaznaczam, że nie twierdzę iż pozostałe stacje promujące już muzykę disco polo grzeszą bezinteresownoscią. Skoro jednak stacja ze słoneczkiem przez tyle lat nie była zainteresowana usługami disco polo, to skąd taka zmiana? Zmieniły się władze i teraz do powiedzenia ma coś osoba, która zna na pamięć „Szaloną”, „Bara bara” czy „Seksoholika”? Na pewno nie. Sukces jaki medialnie zaczynają odnosić discopolowcy zaczyna przemawiać do władz Polsatu. Mnie osobiście wydaje się, że Polsat Play i jego program „Imperium Disco Polo”, który startuje na wiosnę to typowa zagrywka mająca sprawdzić, „czy opłaca nam się wrócić z disco polo na kanał główny?”.

Powrót? Ok, ale z czym (Disco Relax i Disco Polo Live dobrze radzą sobie w Polo TV)? Ok, ale po co (to pytanie kieruje do fanów muzyki – czy jest nam źle z tym, co mamy?). Ok, ale to chyba na chwilkę (co za dużo to nie zdrowo, a ta muzyka coś o tym wie, przesyt tym gatunkiem jest bliski…)? Mogę się mylić. Jak na razie udało nam się dowiedzieć, że program ma liczyć 10 odcinków. Wiemy także, że ekspertem ma być… Tomek Niecik. Nie wiem w czym się będzie ekspertował, bo na śpiewaniu i wydaje mi się ogólnie muzyce disco polo (ba, muzyce w całym tego słowa znaczeniu!) kiepsko się zna. Na szczęście honor mają szansę uratować chłopaki z zespołu Classic. Co do suchych faktów, to by było na tyle. Teraz pozostaje gdybanie i udzieleni odpowiedzi na pytania, które nasunęły mi się na myśl.

Załużmy, że Polsat rzeczywiście chce sprawdzić grunt. Polo TV, TV.Disco, iTV, TVS, Tele5, Polonia1, TVR, CSB TV czy nawet VIVA – te stacje postawiły na dico polo i najwyraźniej nie żałują. W czym więc problem? Parę dobrych lat temu stacja ze słoneczkiem wylansowała kultowe wręcz programy Disco Relax i Disco Polo Live. Nie ma chyba osoby, która nie pamiętałaby któregoś z nich. Niedzielne ranki i odkładane wizyty w kościele na późniejszą godzinę, by tylko zobaczyć gospodarza Tomka Samborskiego, Shazzę, Voyager i wiele innych zespołów, które kochała cała Polska. Piękne wspomnienia, które mnie osobiście przypominają dzieciństwo. Na ten temat już powiedziano wiele, więc może nie będę wracał do tych lat. Wracając do tematu… DPL wróciło na szklany ekran już w 2009 roku i po tułaczce z Edusat do ITV, w końcu osiedliło się na dobre w Polo TV. Sprawa Disco Relax jest świeża. W minioną niedzielę oglądaliśmy drugi, po niemal dziesięcioletniej przerwie odcinek programu. Forma podobnie jak w przypadku produktu Green Star niewiele się zmieniła, co mnie osobiście bardzo cieszy i pozwala myśleć o sukcesie.

Załużmy więc, że oba programy są do nie ruszenia (zmiana nadawcy byłaby chyba ryzykownym posunięciem, bo po co zmieniać coś skoro jest dobrze). Nic przecież nie stoi na przeszkodzie, by na główny kanał Polstau wskoczyło „Imperium disco polo”. Swoją drogą, troszeczkę byłoby to dziwne, gdyby władze stacji podarowałyby nam taki swoisty miszmasz.

Tak w ogóle, może lepiej byłoby, gdyby nic nam nie podarowały? Przez chęć czerpania zysków z muzyki, której kiedyś powiedzieli „adieu” i przez wiele lat nie chcieli o niej słyszeć, może dojść do sytuacji, która miała miejsce na początku XXI wieku. Przesyt! Co za dużo to nie zdrowo. W chwili obecnej na brak obecności disco polo w mediach nie możemy narzekać. Póki co, jeszcze nie czuć, że jest tego za dużo. Jeszcze! Ciężko powiedzieć do czego to zmierza. Dlatego też ciekaw jestem Waszej opinii. Jako słuchacz i fan jestem całkowicie usatysfakcjonowany. Może dlatego też, że niemal całą wiedzę i zawartość muzyki disco polo czerpię z Internetu. Patrząc jednak okiem fanów anteny, dekodera i tego pudełka z obrazkami, Internet to za mało. Nie zmienia to jednak faktu, że nie odczuwam potrzebny ingerencji przykładowo wspomnianego Polsatu. Bo po co zmieniać, coś skoro jest dobrze. Co za dużo to nie zdrowo, kontynuując… Cóż, my i tak mamy niewiele do powiedzenia. Ci z góry i tak nie będą kierować się tym, co jest dla nas dobre, tylko tym jak tu na tym wszystkim zarobić…

Reklamy

Wywiad z Robertem Anulewiczem – zespół Maxel US (część: 2)

Otworzyliście stronę, na YouTube pojawiły się nagrania z koncertów. W końcu zapowiedzieliście, że pojawicie się w Polsce z nową płytą i nowymi hitami. Do tego jednak nie doszło. Dotarły nas nawet słuchy, że zespół się rozpadł, bo między Tobą a Markiem pojawił się konflikt. Dziś już wiem, że jest w tym trochę prawdy. Myślę, że teraz jest ten moment, byś opowiedział o tym, co wydarzyło się w Stanach, przez co Maxel US to Robert, a Marka nie ma…

– I nie będzie. Od razu z góry zaznaczam, że to nie jest przyjemny temat. To, co teraz powiem w pewnym stopniu odbije się w negatywny sposób, co do mojej osoby. Zespół MaxelUS nie rozpadł się, tylko zmienił się skład… Tak jak mówiłem przez te 2,5 roku usłyszałem tyle rzeczy na swój temat, także ze strony mojej byłej żony i Marka. Prawda jest całkiem inna jak to, co ludzie piszą na forach, że to niby z mojej winy wszystko wzięło w łeb. Tu w cale nie chodziło o pieniądze. Chodziło o to, że ja nie chciałem współpracować z alkoholikiem… Prawda jest taka: Marek nie przyjechał do Stanów dobrowolnie, on musiał opuścić kraj. O tym najlepiej będzie wiedział Bogdan i będą wiedzieli chłopcy. Bo jak rozmawiałem z Bogdanem, on zajeżdżał po Marka, a ten był bardzo schorowany albo nieprzytomny i nie był w stanie jechać na koncert. Za to właśnie mam szacunek do Bogdana, że udawało mu się jakoś to ogarnąć, bo w końcu kontrakt na koncert był podpisany i jakby się nie odbył to byłby problem. Na sukces pracuje się latami, ale wystarczy jedna wpadka i wszystko się spieprzy. Dlatego też Marek musiał opuścić kraj, bo przez alkoholizm razem z moją siostrą, czyli jego żoną zostali pozbawieni tymczasowych praw rodzicielskich. Ich syn przebywał w rodzinie zastępczej. Oni przylecieli 29 grudnia 2005 roku. 11 stycznia 2006 mieli być pozbawieni na stałe praw. Dlatego ja im wszystko załatwiłem.

Na początku nie było problemów. Oboje zaczęli pracować, mieszkali u mnie pół roku, później poszli na swoje. Kupił auto, to tamto… Ale w Ameryce alkohol tani to zaczęło się to nakręcać, coraz mocniej, coraz mocniej. Marek stracił pracę jedną, drugą i trafił znów do mnie. Problem alkoholu to nie wszystko. On nie mógł się pogodzić, że w Polsce był zawsze na czele, wokalista to wywiady, większa popularność, wszędzie był na pierwszym miejscu. Tu się wszystko zmieniło. On pracował w mojej firmie. Ja mu płaciłem za koncerty, czyli tak jakbym go wynajmował. Proponowałem: „Marek, zapłać mi połowę za sprzęt i w tedy będziemy dzielić się pół na pół”. Tak się nie stało. Nie miał pieniędzy i do tej pory nie ma. On po prostu był zazdrosny. Ludzie wiedzieli, że on jest wokalistą, a tu nagle ja chwyciłem za mikrofon, sam sobie akompaniowałem i dobrze sobie radziłem. Gdy był pijany nie raz mnie wyzywał, wypominał „Zacząłeś śpiewać, a co ze mną?”. Nagle Robert wylatuje, zaczyna śpiewać, dobrze mu to wychodzi a Marek idzie w cień. To go troszkę przydusiło… Długo nie musiałem czekać na zemstę… Nie potrafiłem niestety zapobiec temu wszystkiemu, co się wydarzyło. Ostatni raz rozmawiałem z nim dwa miesiące temu, to zresztą nie można było nazwać rozmową. On codziennie jest pijany.

Myślałeś o wysłaniu go na odwyk?

– Jeżeli człowiek sam nie zrozumie, że ma problem… Ja nie powiem, że byłem abstynentem, teraz jednak od dłuższego czasu jestem. Gdy rodzina zaczęła mi się rozwalać i dowiedziałem się, że wszystko to przez Marka, który nagadał mojej żonie, że mam kochankę, że to, że tamto… Jeszcze, gdy wstawałem o drugiej w nocy i patrzyłem jak oni razem piją…

Marek Zientarski nie istnieje. Temat zamknięty?

– Absolutnie. Ja go traktowałem jak brata, znam go przecież tyle lat. Przez pięć lat trenowałem boks, on karate. W Ełku swego czasu powstała sekcja kick-boxingu, gdzie się poznaliśmy. Miałem w tedy 16 lat, czyli znamy się już ponad 20… Ktoś napisał u Was, że Marek zaczyna karierę solową. Ja długo nie zastanawiając się napisałem „Chyba alkoholową”. Odkąd zakończyła się nasza współpraca Marek nie zrobił kompletnie nic. Zobacz, Bogdan dał sobie radę. Ja także, choć byłem mocno załamany… To przecież 13 lat małżeństwa, a najbardziej szkoda mi dzieci… To właśnie był ten dwuletni okres, kiedy nic się nie działo z zespołem, a ja próbowałem ratować swoje małżeństwo. Teraz już się z tego wyleczyłem. Jestem szczęśliwym człowiekiem.

Tak jak mówiłem Ci prywatnie, kończę pracę nad teledyskiem do utworu „Sexi body”. Za 3 trzy tygodnie zaczynam kręcić do „Sam nie jesteś sam”. Ludzie sami ocenią. Na pewno będą mówić, że nagle odnalazłem w sobie talent. Mało, kto wie, że ja nigdy nie fałszowałem. Wiadomo, mam nieco inną barwę niż Marek. Co z tego jak Marka już nikt nie usłyszy? Jakbym nie zaprowadził go za rękę, posadził w tym studio i przypilnował, żeby zaśpiewał to i to, podejrzewam, że nikt nie zorientowałby się nawet, że Marek jest w Stanach.

Kto posiada prawa do nazwy i piosenek?

– Tutaj mam 11 utworów, na płycie będzie 12, w tym dwie wersje starych hitów, ale na razie nie zdradzę jakich. Prawa posiadam ja. Gdy zaczynałem pracę nad tym materiałem rozmawiałem z Czarkiem Kuleszą, moim byłym menedżerem. On był zainteresowany kupnem płyty. Kto wie, może gdy dobrze wyreklamuje ten materiał to do niego zadzwonię. Co do starych utworów, to w większości jestem ja ich autorem. Jeżeli chodzi o prawa do powielania i dóbr autorskich to ma je Czarek Kulesza.

Utrzymujesz kontakt z innymi zespołami na stałe mieszkającymi w Stanach?

– Oczywiście. Wakacje to szczególny okres, często spotykamy się na koncertach polonijnych. Czasami zdarza się tak, że gramy w tym samym czasie sąsiednich salach. W jednej Andrzej (Borowski, Milano – przyp. red) gra wesele, ja na drugiej. Ciągle mamy kontakt, to na Skype, to na Facebooku. Czasami zdarza się nam spotkać u Andrzeja na Andrzejki.

Czyli jak rozumiem ciągle grasz.

– Koncerty tylko w okresie letnim. Tu niestety nie jest tak jak w Polsce, gdzie kluby co weekend organizują koncerty. W okresie zimowym to głównie wesela, chrzciny, później zaczynają się komunie.

Kto jeszcze wchodzi w skład zespołu?

– Muszę mówić? Dziewczyn nie ma. Dwóch chłopaków, Marek i Wojtek.

Prywatnie przyznałeś mi, że jest szansa na to, że pojawisz się w Polsce i zagrasz kilka koncertów.

– Teraz może nie będę szczegółowo na ten temat mówił. Już raz padła obietnica. Jeszcze jak współpracowałem z Markiem poznaliśmy kobietę, która chciała zorganizować nam trasę koncertową. Niestety nie wyszło. Teraz nie mówię nie. Tu wszystko tak naprawdę zależy od fanów, jak oni to odbiorą. Na pewno ludzie będę krytykować. Mówili, że jestem ten zły, że nie da się ze mną współpracować. Minęły dwa lata i ja nie nic nie wspomniałem o tym, że Marek mi rodzinę rozpieprzył, że musiał wylecieć do Stanów. Zostałem oczerniony i nie zamierzam już dłużej tego dusić w sobie. Ja jestem przygotowany na wszystko. Jestem świadom tego, co mówię i tego, że odbije się to sporym echem.

Po tym wywiadzie spadnie Ci chyba kamień z serca.

– W tej chwili już mi spadł. Nie wiem, czy to dojdzie do Marka i mojej byłej żony. Mieszkają razem już rok, nie wiem czy to miłość… Wiem tylko, że piją razem dzień w dzień i na to patrzą moje dzieci. On ściągnął moją byłą żonę na drogę alkoholową, tak jak ściągnął moją siostrę, czyli jego żonę. Nie robię tego, by utrzeć im nosa. Chcę żeby wszyscy dowiedzieli się prawdy. Bogdan dobrze o tym wie. Marek w Polsce sam nie osiągnąłby nic, tutaj zresztą też. On powinien mieć lepiej niż ja. Żeby w kraju jako gwiazda doprowadzić do takiego stanu, że zabierają mu dziecko… Boje się tylko, że to może stać się także z moimi dziećmi, ale ja już na to wpływu nie mam.

Mimo tych przykrych doświadczeń, pozytywnie kojarzyć będzie Ci muzyka i zespół?

– Oczywiście, że tak. Jakby było inaczej to nic bym już nie robił w tym kierunku. Marek miał talent wyuczony. U Bogdana i u mnie jest troszeczkę inaczej, bo mamy talent wrodzony. Dlatego mnie i Bogdana coś tak naprawdę ciągnie do tego. Czy są z tego pieniądze, czy ich nie ma, czy ktoś to pozytywnie ocenia, czy negatywnie… Dla nas to nie robi różnicy. My to robimy, bo to lubimy. Jakbym nawet zagrał dwa razy w roku, miałbym z tego dużą satysfakcje i radość.

Może na zakończenie rozmowy jest coś, co chcesz bezpośrednio powiedzieć swoim fanom.

– Chciałbym pozdrowić i fanów i antyfanów. Jestem świadom tego, co powiedziałem. Proszę Was o cierpliwość. Starał się będę promować swój materiał. Niewykluczone, że płyta trafi do sprzedaży także w Polsce. Z góry przepraszam, jeżeli ktoś negatywnie odbierze ten wywiad. Na koniec jeszcze jedno chciałbym powiedzieć. Tak jak wspomniałem, do reaktywowania zespołu namówiła mnie moja była żona. Później, gdy to wszystko się stało, znalazła się druga osoba, która mnie wsparła i dała mi nadzieję. Powiedziała „Robert nie poddawaj się. Stało się, co się stało. Trudno, tego już nie cofniesz. Próbowałeś”. Tą osobą, która mnie wsparła jest Marzena Sienkiewicz i to jej chciałbym z tego miejsca podziękować. Ja nie twierdzę, że jestem doskonały. W tym wszystkim jest też trochę mojej winy. Nie potrafiłem być może w pewnym momencie zareagować…

Wywiad z Robertem Anulewiczem – zespół Maxel US (część: 1)

Zacznijmy od początku. Jak to się stało, że 19 lat temu, w kwietniu powstał zespół Maxel, który to początkowo tworzyłeś z Markiem. Skąd taka inicjatywa, dlaczego taka muzyka?

– Dlaczego taka muzyka? Człowiek był na niej wychowany – Modern Talking, Blue System. Mój pierwszy kontakt z muzyką nastąpił, gdy miałem 14 lat. Grałem na weselach z wujkiem. Marka poznałem 19 lat temu. Chodził z moją siostrą. Zaczął trochę brzdękać, a ja go trochę poduczyłem śpiewu. Wszystko zaczęło się w moim pokoju – pierwsza kaseta, która później trafiła do firmy Blue Star.

W grudniu dołączył do Was Bogdan Kukier.

– Z biegiem czasu dowiedziałem się właśnie, że zespół Boys się rozpadł i do wzięcia jest Bogdan. Pojechaliśmy do Prostek, zaprezentowaliśmy mu pierwszą płytę, zaczęliśmy rozmawiać i tak się zaczęła współpraca. I tu właśnie wszystko o te Prostki się rozchodzi… Ja do Bogdana nic nie mam. Boli mnie jednak jedna rzecz… On cały czas powtarza, że zespół Maxel powstał w Prostkach koło Ełku, a jak wspomniałem, gdy powstał zespół Maxel to Bogdan grał jeszcze w zespole Boys.

Mówisz, że nie masz nic do Bogdana. Tymczasem sporo się mówiło, że nie potrafiliście znaleźć wspólnego języka. Czy można było mówić o konflikcie między Wami?

– Gdy Marek przyleciał do Stanów w Polsce była tylko 1/3 zespołu, a ja z Markiem tworzyłem te 2/3. Bogdan otworzył stronę internetową, chwilę później ja też to zrobiłem, bo to, co zespół osiągnął w USA to wszystko dzięki mnie. Wszystko szło z mojej kieszeni… Wracając do tematu. Zdenerwowało mnie właśnie to, że Bogdan przypisuje sobie założenie zespołu. Nie możemy jednak mówić o wojnie. Tu chodziło raczej o przekonanie fanów do tego, kto ma rację. Z perspektywy czasu stwierdzam, że była to dziecinada. No trudno…

Jest zatem szansa na normalną rozmowę miedzy Wami?

– Ja z Bogdanem rozmawiałem jeszcze przed tym wszystko, co wydarzyło się w Stanach. Pokazałem mu kilka piosenek, które tutaj zrobiłem. Rozmawiałem z nim o niespodziance, którą chciałem zrobić fanom. Miałem napisać tekst, przygotować aranżację, może jeszcze jakąś część teledysku – jeszcze w tedy z Markiem. Miało to być wysłane do Polski i Bogdan miał to jakoś fajnie połączyć ze swoim zespołem. To było jednak 2,5 roku temu… Od tamtej pory nie miałem z nim kontaktu.

Czyli popierasz i kibicujesz Maxelowi w Polsce?

– Wszyscy mówią, że gdy wyjechałem 9, a Marek 6 lat temu zostawiliśmy Bogdana, a on musiał sobie sam radzić i ostatecznie mu się udało. Ja się bardzo cieszę, że dał radę. Nie będę oceniał czy dobrze mu to wychodzi, bo to tak naprawdę nie mnie oceniać. Dlaczego więc Bogdan miałby z tym skończyć skoro prężnie działa i ma swoich odbiorców? Ludzie nie wiedzą, co się dzieje na zapleczu. Proszę sobie przeliczyć. Podział za koncerty w jeden weekend wychodziły w 1996/1997 roku przykładowo od 3 do 4 tysięcy na jedną osobę! W momencie, gdy disco polo upadało tych pieniędzy było mniej. Miałem kuzynkę w Ameryce, która w tej chwili już mieszka tam 30 lat. Chciałem po prostu żeby moje dzieci miały lepiej, bo sam dobrze wiesz, co zaczęło się dziać w Polsce… Tu chodziło tylko o finanse. Gdyby było nas trzech, ciężko byłoby się podnieść. Bogdan został sam i niechby zagrał nawet te 3 koncerty w miesiącu to już nie musiał dzielić się między pozostałą dwójkę. Nie mówię, że narzekałem na brak gotówki. Stwierdziłem po prostu, że człowiek nie będzie wiecznie młody, nie będzie miał tej energii i występował też wiecznie nie będzie. Zrobiłem tak a nie inaczej.

W pewnym momencie disco polo zaczęło wracać na salony. Ponownie zrobił się szum w okół tej muzyki… Nie żałowałeś w tedy, że wyjechałeś?

– Żałuję do tej pory. Bardzo mocno żałuję, bo może gdybym nie wyleciał to być może zrobilibyśmy to z większym rozmachem. Co dwie głowy to nie jedna, ja i Bogdan (śmiech). Może piosenki byłyby lepsze… Żałuję cały czas. Chociaż jeżeli chodzi o to, że już po roku pobytu w Ameryce założyłem firmę, którą prowadzę do dziś, o dochody i to, że moim dzieciom niczego nie brakowało to nie żałuję… Mam mieszane uczucia, tak pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Zawsze dusza muzyka zostaje w środku, zawsze tego czegoś będzie brakowało. To, że reaktywowałem zespół zawdzięczam mojej… Beacie. Ona powiedziała „Robert, udało Ci się w Polsce, spróbuj i tutaj”. Rok czasu grałem w innym zespole, później kupiłem sprzęt i reaktywowałem zespół Maxel. Marek przyleciał dopiero po 3 latach.

Każdy kolejny zawierał kolejny hity i dawał Wam coraz mocniejszą pozycję na rynku. Maxel stał się ikoną muzyki disco polo.

– Myślę, że fajnie to wyszło. Dwa lata temu, gdy przyleciało tu do Chicago kilka zespołów z Polski, zagraliśmy utwory „Sexy body”, „Sam nie jesteś sam”, czyli kontynuacje przeboju „Już nie jesteś sam” i od tamtej pory otrzymuje wiele wiadomości. Pojawiły się też oferty kupna aranżu, bo rzekomo Maxel US się rozpadł. Odpisuje, że mam, ale nie na sprzedaż. Widocznie zespół jest nadal pozytywnie kojarzony i rozpoznawalny, skoro utwór można było usłyszeć tylko na YouTube i to nawet nie w pełnej wersji. Wszystko mimo to, że fani mają przecież swojego Maxela w Polsce.

Otworzyliście stronę, na YouTube pojawiły się nagrania z koncertów. W końcu zapowiedzieliście, że pojawicie się w Polsce z nową płytą i nowymi hitami. Do tego jednak nie doszło. Dotarły nas nawet słuchy, że Maxel się rozpadł, bo między Tobą a Markiem pojawił się konflikt. Dziś już wiem, że jest w tym trochę prawdy. Myślę, że teraz jest ten moment, byś opowiedział o tym, co wydarzyło się w Stanach, przez co Maxel US to Robert, a Marka nie ma…

– I nie będzie…

CAŁA PRAWDA: MAXEL US (ZAPOWIEDŹ)

Wielu z Was spekulowało na temat tego, kto będzie moim tajemniczym rozmówcą, który zdradzi wszystkie tajemnice dotyczące pewnego zespołu.

Dziś z czystą przyjemnością pragnę poinformować, że już niebawem na łamach naszego portalu zamieszczę wywiad z Robertem Anulewiczem – z grupy Maxel.

Mój rozmówca zdecydował się rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące zespołu, który wszyscy pamiętają z takich hitów jak „Tańczmy z cyganami”, „Lekcja miłości”, „Zaufaj mi”, „Pożegnanie” czy „Już nie jesteś sam”. Zanim jednak publikacja wywiadu, zapoznajcie się z krótkim zaproszeniem Roberta.

Słuchaj >> Robert Anulewicz: Cała prawda o Maxel US – zaproszenie

Wywiad z Krzysztofem Bajerem – zespół Diament

Zespół Diament istnieje już 22 lata. Macie zatem spore doświadczenie.

Istniejemy na rynku muzycznym już kilka lat, a doświadczenie czerpiemy z życia codziennego.

Lata mijają, a w Waszych utworach wciąż czuć magię lat 90. Jak to robicie?

Wrośliśmy w klimat muzyki łatwej lekkiej i przyjemnej i czujemy się z tym dobrze.

Muzyka dance do Was nie przemawia, czy po prostu nie chcecie zmieniać czegoś, co jest dobre?

Nie pasuje do nas muzyka dance, przynajmniej w takiej postaci jaka jest proponowana na innych kanałach muzycznych.

Wasza grupa to kolejny przykład na to, że mieszanka młodości z doświadczeniem daje pozytywny efekt.

Od lat trzon zespołu tworzą Ja i Artur, a młodą siłą napędową jest Kamil.

Kilkanaście dni temu miała miejsce premiera Waszego nowego teledysku do utworu „Kochliwa Polka”. Jak wnioskuje pracujecie nad nowym materiałem.

Tak, jesteśmy w trakcie przygotowywania materiału do naszego kolejnego albumu, który ukaże się tym razem w formacie audio, nie mp3.

Wciąż współpracujecie z wydawnictwem Hit’n’Hot.

W dalszym ciągu współpracujemy z firmą Hit’n’hot i nasza współpraca jest pozytywna i owocna.

Kto wpadł na pomysł, by nazwę zespołu zaczerpnąć z greki? I właściwie dlaczego tak a nie inaczej?

Inspirowała mnie Grecja i dlatego nazwa wzieła się od greckiego słowa Adama, czyli niepokonany.

Czujesz się spełniony jako muzyk, czy jest coś czego zespół Diament nie osiągnął, a chciałbyś by to zrobił.

Spełniony tak, ale chcielibyśmy zagrać kilka koncertów dla naszych fanów, którzy mieszkają poza granicami naszego kraju.

Cały biznes występujący pod nazwą disco polo tylko na pozór wydaje się bez skazy. Ci, którzy znają temat nieco głębiej wiedzą, że jest zupełnie inaczej. Jak to jest z Wami? Zdarzyło się Wam odczuć przejawy złości, czy ostrej i nieczystej rywalizacji ze strony innych zespołów?

W biznesie ogólno-muzycznym gdzie wchodzą w grę pieniądze znajdą się osoby konfliktowe, my nie jesteśmy konfliktowi. Staramy się utrzymywać dobre kontakty z zespołami, spotykamy się na koncertach gdzie występuje fajna atmosfera.

Czy można powiedzieć, że disco polo to bagno?

Tak twierdzą ludzie którzy wypowiadają się negatywnie na forach i to oni tworzą bagno.

Jak działa na Ciebie krytyka?

Każdą krytykę przyjmujemy z pokorą jeżeli jest konstruktywna to wyciągamy z niej wnioski.

Jak spędzasz wolny czas od koncertów?

Wolny czas poza koncertami spędzamy z rodziną. Oprócz tego każdy z nas spędza wolny czas na swój sposób: spotkania ze znajomymi, grill, kino etc.

Jaki był rok 2011 dla Ciebie i zespołu?

Rok 2011 był dla nas pozytywny, wydaliśmy Singel „Łatwa dziewczyna”, nagraliśmy kilka klipów i przejechaliśmy tysiące kilometrów tras koncertowych po naszych pięknych drogach.

Co planujecie na najbliższe 12 miesięcy?

Wydanie albumu, nagranie nowych teledysków i wszelką działalność koncertową.

Jest szansa, że pojawicie się na którejś z większych imprez, Iłów, Kobylnica?

Jak co roku tak i tym razem planujemy zagrać koncert na zakończeniu lata w Iłowie, co do występu w Kobylnicy to owszem jeżeli czas nam na to pozwoli

Miejmy nadzieję do zobaczenia, na którymś z koncertów. Dziękuje za rozmowę.

Dziękujemy za wywiad i pozdrawiamy wszystkich prawdziwych fanów muzyki disco-polo.

Podsumowanie roku 2011: Płyty (uzupełnienie)

Jako, że niestety nie wyrobiłem się w terminie i na czas nie przesłuchałem wszystkich płyt, z lekkim opóźnieniem publikuję dzis recencje kolejnych płyt z roku 2011.  Niebawem wywiad z Krzysztofem Bajerem (zespół Diament), Tomkiem Sztabą (zespół Cover), felieton i kolejne recenzje, tym razem albumów wydanych w tym roku, a jest ich już dwa.

CZERWIEC

  • Power Play „Zawsze coś” ( DJ Factory PW Caston) – na prawdę nie wiem jak mogłem zapomnieć o tym zespole i tym albumie… Biję się w piersi i na swoją obronę generalnie nie mam nic. Płyta Sylwka należała bowiem do tych najlepszych jakie pojawiły się na rynku w minionym roku. Nie zabrakło niestety coverów, a i tak nierozłączny element w repertuarze Power Play. Album na prawdę niczego sobie, godny uwagi. Wokal, aranże – pierwsza klasa.
    Ocena: 9/10

GRUDZIEŃ

  • Magness „Zawsze będziesz obok mnie” (Poparazzi) – kolejni debiutanci. Nie wiem czemu ale już przed premierą płyty i zanim jeszcze ją przesłuchałem miałem wrażenie, że będzie to dobry materiał. Nie pomyliłem się. To, co znalazło się na krążku niczym nie odbiegało od singli promujących płytę. A single moi mili były bardzo dobre. Tak więc Ci którzy jeszcze nie zapoznali się z debiutanckim krążkiem chłopaków z Magness powinni nadrobić zaległości. Tak moi drodzy powinno wyglądać disco polo to, które pamiętamy z lat 90. Nowocześnie, ale wciąż discopolowo.
    Ocena: 7/10
  • HI-FI “Kobiety, Kłamstwa, Rozstania” (Poparazzi) – płyta, podobnie jak kolegów wyżej, utrzymana w czysto discopolowym klimacie. Tu jednak czegoś zabrakło… Utwory nie wciągnęły mnie zbyt mocno. Do zobawy niektóre zapraszają, bo są dość melodyjne. To jednak nie wystarcza. Ten krążek to najlepszy przykład na to, że czasami brakuje tego „czegoś”. Tylko czego?
    Ocena: 5,5/10 
  • Servis „Impreza” (Green Star) – zespół o dość ciekawym stylu i charakterystycznych aranżach. Szkoda, że na płycie jest zbyt wiele oczywistych. Większość utworów już przed premierą płyty krążyła w Internecie. Szczerze mówiąc liczyłem, że Czarek wykaże się większą zaangażowaniem. Co do zawartości cd… Robotę na pewno robią single, które zapowiadały album. Nie ma dużych niespodzianek jeżeli chodzi o jakość jak i o wspomianą już wcześniej zawartość.
    Ocena: 5,5/10
  • Lider Dance „Kim Ty jesteś” (Vanila Records) – jakiś czas temu wróżyłem tej grupie sukces. Zdania nie zmieniłem. Jestem na prawdę pod wielkim wrażeniem działalności tej trójki i wierzę z całego serca, że wielki sukces jest w ich zasięgu. Działają na rynku już chwilę, bo od 2004 roku ale jak widać stawiają przemyślane kroki – jakość a nie ilość. O to właśnie chodzi. Płyta bardzo, bardzo dobra. Szkoda jednak, że utwory były już dobrze znane i umieszczone w sieci. To i tak nie zmienia mojej oceny. Jestem przekonany, że kolejny materiał będzie majstersztykiem.
    Ocena: 7,5/10