Wywiad z Pawłem Brzoza – zespół Magness

Pod nazwą Magness występujecie już niemal dwa lata. Na swoim koncie macie jednak spore doświadczenie sceniczne.

– Na wstępie witam serdecznie wszystkich czytelników Disco Portalu. Tak naprawdę nazwa Magness powstała dużo, dużo wcześniej, ale oficjalny, medialny debiut datujemy właśnie na rok 2010. Wówczas pojawiliśmy się z pierwszą piosenką i pierwszym teledyskiem. Nieskromnie przyznam, że doświadczenie muzyczne i sceniczne mamy ogromne. Od 16-ego roku życia prowadzę swój zespół, na koncie mamy setki wesel, bali, bankietów, studniówek, plenerów itp. imprez. W tym roku minie 14 lat jak jesteśmy na lokalnym rynku.

Ciężko było postawić krok dalej i wypłynąć na nieco większe wody – tj. własne utwory, klipy, płyta, koncerty?

– Imprezy okolicznościowe gramy cały czas i na pewno prędko z nich nie zrezygnujemy. Od zawsze zarzekałem się, że nigdy nie będę próbował zrobić czegoś więcej niż okolicznościówki. Zdarzało się, że znajomi, klienci, ludzie, którzy bawili się na naszych imprezach mówili: chłopaki idźcie do TV, może coś wygracie. Nigdy nie brałem tego na poważnie, bo nie uważam się za utalentowanego wokalistę z nieziemską barwą głosu. Po prostu jakoś tam śpiewam, staram się by było dobrze, dynamicznie, z jajem, fantazją i tyle. (śmiech) W tajemnicy powiem, że sam osobiście nie lubię swojej nosowej barwy głosu. Czas leciał, a człowiek to istota, która czasami potrzebuje jakichś nowych doznań i tak było właśnie z MAGNESS-em. Chęć spróbowania czegoś nowego, czegoś innego skłoniła nas do próby zaistnienia w świecie muzyki disco polo. Nawiązaliśmy kontakt z Piotrkiem Kiełczykowskim, wysłaliśmy mu nasze pomysły na piosenki i tak zaczęła się praca nad materiałem. Na początku był plan zrobienia tylko 2 – 3 piosenek, ale połknęliśmy bakcyla i powstało ich 12. Z dumą dodam, że są to całkowicie autorskie kompozycje. Teledyski powstały dzięki uprzejmości naszych kolegów z weselnej branży. Chcieli nam pomóc i jednocześnie spróbować swoich sił. Tak jak i my robili to pierwszy raz w życiu.

Trzon zespołu to Ty, Krzysiek i Łukasz. Wspiera Was Sebastian i Angelika. Oni jak rozumiem pojawiają się tylko na imprezach okolicznościowych. Koncerty to zadanie Waszej trójki?

– Tak, trzon zespołu to ja, gitarzysta Łukasz i klawiszowiec Krzysiek. Sebastian towarzyszy nam na koncertach, z kolei Angelika jeździ z nami na imprezy okolicznościowe.

Sezon koncertowy tuż za pasem. Jesteście debiutantami, więc chyba nie pomylę się, jak powiem, że koncerty w Waszym kalendarzu są w mniejszości.

– Dokładnie tak, nie będę tutaj udawał, że w tym temacie jesteśmy już mega rozrywani, nie jesteśmy jeszcze gwiazdą z TV. W ubiegłym roku w sezonie oprócz wesel zagraliśmy parę fajnych koncertów i mam nadzieję, że teraz będzie jeszcze więcej.

Debiutanci, ale na swoim koncie macie już nagrodę. Jak wspominasz występ w Mikołajkach?

– Miło wspominany ten spontaniczny, piątkowy wypad do Mikołajek, choć mało brakowało abyśmy tam nie pojechali. Pamiętam, że w czwartek złapała mnie angina, a mieliśmy wówczas zaplanowaną sobotę i niedzielę na granie i po postu, aby nie męczyć głosu chciałem z Mikołajek zrezygnować. Będąc w czwartek u swojego lekarza poprosiłem go by w tempie ekspresowym postawił mnie na nogi. Na moją odpowiedzialność przypisał mi jakiś strasznie silny, domięśniowy antybiotyk po przyjęciu, którego miałem zakaz jeżdżenia samochodem. Dawka była tak silna, że nie chcę go już więcej przyjmować, ale postawiła mnie na nogi. Pojechaliśmy, wystąpiliśmy i wygraliśmy.

Pytam o to każdy zespół, więc i tym razem nie będzie inaczej. Skąd pomysł na nazwę zespołu?

– Wymyślenie nazwy zespołu to moim zdaniem chyba najgorszy temat, który czeka każdy nowy, tworzący się zespół. Jako zespół okolicznościowy nazywaliśmy się BRZOZA DANCE. Dlaczego tak śmiesznie? Ponieważ nikt nigdy nie pamiętał nazwy zespołu, a była inna, tylko każdy pamiętał, że młody Brzoza grał i zostałem praktycznie zmuszony do tego by nazwisko od razu było kojarzone z zespołem. Niestety uderzyć w disco z taką nazwą zespołu wydawało mi się wręcz śmieszne i idiotyczne, więc musieliśmy wymyślić coś innego. Problem z nazwą był straszny, zespołów jest mnóstwo, a nazwa musi być oryginalna, łatwa do zapamiętania i zapisania. Kiedyś ktoś mnie zapytał, czym ja przyciągam do siebie weselnych klientów, a ja żartem odpowiedziałem, że magnesem – i tak zostało. Zacząłem klikać w wyszukiwarkach i okazało się, że zespołów MAGNES jest dużo, to dopisaliśmy jedno „s”. Sukces! Bodajże jest gdzieś jeszcze jeden zespół o tej nazwie, ale nie działa w branży disco.

Jak reagują na Waszą działalność mieszkańcy Waszego rodzinnego Kętrzyna? Jesteście już częściej rozpoznawani?

– Wydaje mi się, że bardzo pozytywnie. Na imprezach chętnie tańczą, a nawet i śpiewają nasze „Wakacje na Mazurach”. Podchodzą do nas, pochwalą i pytają się o następne teledyski.

Jak narodziła się Wasza współpraca z firmą Poparazzi. I dlaczego właśnie to wydawnictwo?

– Tutaj akurat nie ma jakiejś większej filozofii. Wysłaliśmy nasze demo do kilku wydawnictw w Polsce, do tych, które nas interesowały. Niestety w większości nawet nic nie odpisano, co było dla nas bardzo przykre. Po kilku tygodniach odezwał się do nas Radek Szlędak, właściciel wydawnictwa POPARAZZI. Spotkaliśmy się, ustaliliśmy dogodne dla obu stron warunki i tak właśnie jesteśmy w POPARAZZI.

Wydanie pierwszej płyty jest dla artysty czymś niezwykle ważnym. W Twoim przypadku nie było na pewno inaczej.

– Oj tak. Bardzo długo na to czekaliśmy. Sama studyjna praca nad materiałem trwała ponad rok, później szukanie wydawnictwa, wszelkie formalności i tak łącznie zbierze się z półtorej roku. Jesteśmy niesamowicie ciekawi jak zostanie ona przyjęta przez słuchaczy. Kosztowała nas mnóstwo serca i pracy. Tak jak już wspomniałem wcześniej zrobiliśmy wszystko sami. Muzyka i teksty są autorstwa mojego i Łukasza, także jak coś będzie „lipą” to nie będzie, na kogo zrzucić winy.

Zdajesz sobie sprawę z tego, że Ty i cały zespół macie naprawdę ogromny potencjał i grzechem byłoby, gdybyście go nie wykorzystali? Tworzycie naprawdę świetną muzykę i wielu innych wykonawców może się od Was wiele nauczyć.

– Dziękuję za tak miłe słowa. Od wielu lat zajmuję się muzyką i choć mimo tego, że jest to jak to niektórzy brzydko mówią „zwykła chałtura” to wiem, że nie da się słuchacza zadowolić byle czym. Muzyka musi dobra i przemyślana. Czy mamy potencjał? Nie wiem, nie mi to oceniać. Stawiamy na jakość. Wiem, że przed nami jest jeszcze dużo pracy, zaczęliśmy tą przygodę i nie zamierzamy jej kończyć. Chcemy wdrapać się wysoko i być rozpoznawalnym w kraju zespołem.

Czym jest dla Ciebie muzyka?

– Muzyka to moje życie i pasja. Mimo tego, że nie mam żadnego wykształcenia w tym kierunku to już nie wyobrażam sobie bym mógł robić coś innego.

Co chciałbyś osiągnąć jako muzyk, wokalista?

– (śmiech) Nauczyć się nut i zebrać choć z milion wyświetleń własnej piosenki.

Czego słuchasz prywatnie?

– Oj różnie, ale głowie jest to muzyka taneczna, polska jak i zagraniczna. Ostatnio staram się nie słuchać zbyt dużo disco polo, bo ciężko jest wymyślić nową piosenkę, tak by nie przypominała czegoś, co już jest.

Jaki plan na ten rok? Teledysk, singiel, promocja płyty czy może już myślisz nad następnym krążkiem?

– Zdecydowanie promocja płyty i nowe teledyski. W planach są aż trzy, ale czy uda nam się to zrealizować to czas pokaże. Pierwszy mam nadzieję, że już na wiosnę. Nad nowym krążkiem jeszcze nie myślę, ale jak wpada jakiś nowy pomysł do głowy to od razu na papier i do szuflady. Tak samo jest u Łukasza, ma twórczą głowę i wiem, że parę pomysłów już ma.

Pamiętasz jakieś śmieszne wydarzenia z Waszych występów? Na weselach na pewno sporo się dzieje (śmiech).

– Oj tak. Wesel gramy bardzo dużo, przez co w głowie zostają tylko najlepsze akcje  Rozdarte spodnie, porwane sukienki, raz dla jednego z panów podeszwy nie wytrzymały napięcia i odkleiły się od reszty butów, złamana ręka najważniejszej osoby na imprezie, było już trochę takich sytuacji. Pamiętam Pana, który podczas grania przez nas „Nie płacz Ewka” Perfectu podszedł do mnie i mówi: Panie zagraj Pan coś w końcu po polsku…

(śmiech) Czym zajmujesz się, gdy nie śpiewasz?

– Odpoczywam od śpiewania.Tak jak w weekend jestem mega rozgadany, rozśpiewany to w tygodniu się wyciszam. Oprócz tego tak jak wszyscy, dom, rodzina.

Co byś zrobił, gdyby się okazało, że już nigdy nie będziesz mógł wystąpić na scenie?

– To zająłbym się sceną od strony technicznej, tak, aby nadal była blisko mnie.

Kończąc naszą rozmowę… Mam nadzieję, że to, o co przed chwilą zapytałem nigdy nie nastąpi i przez długie, długie lata będziemy cieszyć się Waszą muzyką. Dziękuję za rozmowę.

– Również dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że nie zanudziłem nikogo. Pozdrawiam i do zobaczenia na imprezach!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s