Kręci się…

Powoli się kręci – blog oczywiście. Cieszę się, że zaglądacie tu bez wględu na porę dnia i nocy i czytacie moje skromne wypociny. Mam nadzieję, że niebawem będzie Was tu więcej i pojawią się wreszcie jakieś komentarze…

Tak jak pisałem na samym starcie liczę, że podejmiecie tu dyskusje na poruszane (i nie tylko) przeze mnie tematy, że blog ten nie będzie blogiem jednego autora, że tymi autorami będziecie także Wy – fani, słuchacze muzyki disco polo, bo to właśnie do Was kierowna jest ta strona.

Zaglądajcie, zapraszajcie, komentujcie.

Pozdrawiam, piniadz 😉

Reklamy

Przy(W)padki Tomka Niecika – świat disco polo mówi PRECZ!

Tomasz Niecik – osoba tak charakterystyczna, że ciężko o nim zapomnieć. Ciężko tak w ogóle znaleźć w tej chwili osobę, która nie znałaby postaci Tomka, albo choć jednej jego muzycznej propozycji – stawiam na „Cztery osiemnastki”, które biją rekordy popularności na YouTube. Jednak te „Cztery osiemnastki” – szczególnie w wydaniu „mam talentowym” – są jedną wielką antypromocją muzyki disco polo…

Krótka retrospekcja: Tomasz Niecikowiski vel Niecik, zaczynał jako tancerz. Co niektórzy pamiętają go z zespołu Weekend. Przyszedł jednak czas kiedy Tomkowi przestała wystarczać kariera tancerza w znanym zespole, obecność gdzieś z tyłu i niemal całkowita anonimowość. Stało się zatem – już nie pierwszy raz w historii disco polo – że tancerz stanął na scenie z mikrofonem. Nie było by w tym nic złego, gdyby nie to, że ten tancerz nie potrafi kompletnie śpiewać.

Początek Tomek miał udany. Utwory takie jak „Kawalerzy”, czy „Czarna Inez” spodobały się większości słuchaczy. Wszystko zmieniło się wraz z piosenką „Kochaj i szalej”, która odsłoniła wszelkie słabości wokalne Niecika. I już w tedy posypała się fala krytyki w jego stronę. Tomek jednak nic sobie z tego nie robił, w studio zadbał o to, by jego wokal wyglądał lepiej i nagrał płytę.

Gdy rozpoczął pracę nad kolejną nagrał teledysk do nowej piosenki „Cztery osiemnastki”, która w moment stała się hitem. W pewnym momencie Niecik był kojarzony wyłącznie jako ten od „czterech osiemnastek”, a sam teledysk dla niektórych stał się nowym symbolem kiczu (klip do wysokich lotów nie należy).  Stan ten pogłębił się po występie Niecika w programie „Mam talent”… Występ ten przeszedł do historii show jako jeden z najgorszych. Teledysk „Cztery osiemnastki” zaczął bić rekordy popularności. Szkoda jednak, że ludzie oglądali go, by się pośmiać…

Na forach discopolowych zagrzmiało. „Jaki ceniony artysta godzi się na występ w tego typu programie?” – padały pytania. Ceniony artysta pewnie by tego nie zrobił. Tomek potwierdził bowiem, że zasłużył jedynie na miano pseudoartysty, a w kręgach discopolowych mało kto ceni jego twórczość. Mnie osobiście dobił kolejny fakt związany z programem „Mam talent”. Jakiś czas po jego emisji Tomek wyznał w pewnym wywiadzie, że do TVNowskiego show został zaproszony, gdyż stacja potrzebowała discopolowca, by wyśmiać ten gatunek. Nasz bohater otrzymał jeszcze za to wynagrodzenie. Dlatego w tym momencie stawiam pytanie: KTO NORMALNY DO CHOLERY JASNEJ ZGODZIŁBY SIĘ NA PUBLICZNE WYŚMIANIE SIEBIE I SWOJEJ MUZYKI? Totalny brak szacunku i nie mówię akurat o szacunku Tomka do samego siebie, bo to jego prywatna sprawa. Totalny brak szacunku dla ludzi, którzy tworzyli disco polo, którzy się poświęcali by ta muzyka przetrwała, którzy tworzą ją z pasji! Totalny brak szacunku dla fanów, a nie jeden z nich na pewno sam się wstydził oglądając popisy Niecika…

Bum na chłopaka od „Czterech osiemnastek” trwał i niestety trwa dalej tak, że doczekał się własnego programu – „Łowy króla disco” (tytuł to chyba jakaś pomyłka…). Zarobił blisko pół miliona złotych, ble ble ble… W miniony wtorek znów dał poznać się szerszej publiczności jako discopolowy błazen. Gościł w programie Kuby Wojewódzkiego, który jeszcze przed pojawieniem się Tomka na kanapie mocno celebrował hit „Czterech osiemnastek”. Gdy już „gwiazda programu” pojawiła się przed kamerami stało się to, czego większość się spodziewała. Durne zachowanie do którego nasz „artysta” zdążył już nas przyzwyczaić to mało… Inteligente pytania Kuby były na tyle inteligente, że sam Tomek nie zorientował się, że gospodarz programu non stop z niego szydzi (nie wspominając już o drugim gościu Piotrze Gąsowskim)… Najwspanialszy w programie był jednak moment, gdy Kuba z nienacka wyciągnął mikrofon i poprosił Tomka o zaśpiewanie utworu „Renia Graboska”. Twarz Niecika powiedziała wszystko: „O cholera, zaśpiewać? Na żywo? Nie róbcie mi tego ponownie!”. Gdy już nasz bohater zdecydował się coś wydukać okazało się, że nawet nie wie jak „leciała” ta piosenka, gdyż „nie gra jej na koncertach”. Hm… Być może nawet nie wiedział, że to jest jego piosenka! Mając do wyboru jakikolwiek utwór zaryczał… „Cztery osiemnastki”…

Cóż, podsumowanie jest chyba zbędne. Wszystko jest jasne. Dla tego człowieka nie ma miejsca w muzyce disco polo. Ma swoje pięć minut, które miejmy nadzieję niebawem się skończą, a prawdziwi fani tej muzyki nie dadzą się nabrać na kolejnego pseudoartystę. Panu Niecikowi mówimy: PRECZ!

Jak radzą sobie kobiety w „męskim” disco polo? cz.1

Jest król, czy też w naszym przypadku królowa. Królowa w pewnym momencie znika, słuch po niej ginie. Wszystko przez to, że w państwie nie dzieje się najlepiej. Lud jest mocno zawiedziony, bo osoba na którą wydawało się można liczyć po prostu znika. Lud nie wie co się stało, jakie były tego przyczyny i co najważniejsze, co dzieje się z królową… Uproszczając to wszystko i przechodząc do naszego tematu: królową – królową disco polo była Shazza. Ludem oczywiście fani tejże muzyki. Fani, którzy ową królową Shazzę okrzyknęli. Nieprzeciętnej urody, zdolna, potrafiła się wybić i stać się niemal ikoną gatunku. Gdy disco polo z telewizji zniknęło i przeniosło się do podziemi, zniknęła i Shazza. Disco polo wróciło na salony, Shazza mimo wielkich starań i zapowiedzi nie… Kto zatem w chwili obecnej króluje w tym wydawałoby się męskim gatunku muzycznym?

Hm… Dziwne pytanie. Wybór jakiegoś króla, czy jakiejś królowej według mnie jest zupełnie bez sensu. Ktoś jest na topie, ktoś ma swoje pięć minut, ktoś może stać się ikoną, ale królem? Śmiać mi się chce. Pozwólcie zatem, że felieton ten potraktuje jako mały przegląd żeńskich głosów w discopolowej branży, która tak jak wspomniałem chwilkę temu kojarzy się bardziej jako branża dla mężczyzn. Cóż, od kogo zacząć?

Myślę, że na sam początek jedna z „weteranek” (mam nadzieję, że Pani Asia nie obrazi się za to stwiedzenie), która ukrywa się pod pseudonimem Etna. Karierę zaczęła w 2002 roku. „Drań” – utwór, który znalazł się na jej debiutanckej płycie stał się hitem, co dało jej nadzieję na wielką karierę. Niestety rok 2002 był rokiem, kiedy muzyka disco polo zniknęła z tv, a z nią także i między innymi Etna. W 2008 roku wydała swój drugi, a kilka miesięcy temu trzeci album. Od 2009 roku możemy co niedzielę oglądać ją w programie Vipo Disco Hity, który prowadzi. Osobiście, gdy mam czas to oglądam z czystą przyjemnością… Etna to przecież piękna kobieta. Niektórzy twierdzą, że tylko dzięki tej urodzie potrafiła się wybić. Jej produkcje jednak nie są złe, przez co myślę także swego czasu okrzyknięto ją nową królową disco polo. Ale jak już pisałem, nie będę poruszał królewskich tematów, bo to głupota…

Jeżeli weszliśmy już na temat urody to nie sposób pominąć Justnę Mosiej, czyli zespół Buenos Ares. Fakt faktem Justyna pierwotnie była tancerką w zespole do czasów jego rozpadu w 2002 roku. Gdy disco polo wracało do łask firma Green Star zapronowała Wojtkowi Domaniowi (liderowi zespołu) powrót do grania. Ani on, ani wokalistka Anna Florkiewicz nie byli tym zainteresowani. Jako, że na powrocie Buenos Ares można było zarobić, sprytny właściciel firmy GS poprosił o współpracę Justynę Mosiej. Ta się zgodziła i dziś gra jako Buenos Ares. Szkoda tylko, że wokalnie jest totalnym beztalenciem… Justyna jedynie… hm… wygląda! Jakby swój pobyt na scenie ograniczyła jedynie do chodzenia,  czy tańczenie to jej występ można by jeszcze jakoś przełknąć. Zauważył to pewnie i Robert Klatt, który w przedostatnim programie Disco Polo Live skupiał się głównie na wyglądzie Justyny zadając jej w większości pytania na ten temat. Rozmawiać o muzyce z osobą, która nie ma o niej zielonego pojęcia – nie ma sensu. Cóż, skazani jednak jesteśmy na obecność Buenos Ares na scenie i mediach. Grupa niestety jest promowana, ale jak dla mnie to czysta walka z wiatrakami. Myślę, że prawdziwi fani disco polo doskonale pamiętają wokal Anny Florkiewicz i nie dadzą się nabrać na tandetne podróby stworzone tylko na potrzeby wytwórni.

Jedna druga zespołu Mejk, czyli Elwira Smiglin-Brodzik, z którą notabene miałem okazję rozmwiać. Na rynku discopolowym prężnie działa od 1999 roku. Niestety najlepsze lata zespołu przypadają właśnie na te początkowe jego istnienia. Kilka hitów, które do dziś się dobrze sprzedają. Niestety od czasu medialnego powrotu grupy nie można mówić już o takich sukcesach. Kilka średniej jakości teledysków i „odgrzewanie starych kotletów”. Można spodziewać się troszkę więcej, a utwór „Leżę w hamaku” pozwala mieć na to nadzieje. Szkoda, że nowa płyta jest jak na razie kwestią nieznanej przyszłości.

Agnieszka Andrzejewska czyli nie kto inny jak Tia Maria, w której w latach 90. kochało się pewnie większość fanów muzyki disco polo. Sam w zasadzie nie wiem, co powiedzieć na jej temat. Ostatnio znów jest o niej głośno, wraca pod pseudonimem La Tia. Jak sama przyznała w jednym z wywiadów ludzie wciąż ją pamiętają i ciepło przyjmują. Szkoda by było zatem to zmarnować. Mieliśmy okazję przesłuchać jej nowe piosenki. Czekamy teraz na teledysk, który miejmy nadzieję zrobi troszeczkę pozytywnego szumu wokół Agnieszki.

Kolejna bohaterką tej publikacji będzie Magda Niewińska. Śpiewa niemal od zawsze, posiada wiele nagród na swoim koncie, lecz jak wokalistka muzyki disco polo znana jest w zasadzie od niedawna. O Magdzie nie mogę powiedzieć złego słowa. Nie dość, że prywatnie jest bardzo miłą i sympatyczną kobietą, to dysponuje na prawdę dobrym wokalem. Wydaje mi się, że brakuje jej trochę promocji. Niestety teraz jest tak, że Ci którzy na nią nie zasługują mają jej pod dostatkiem. Rozmawiając kiedyś z Justyną Cymerys (Nawrotka), usłyszałem od  niej zdanie, którym idealnie podsumowałbym ten fakt „Promuja sie Ci, którzy mają na to kasę… Reszta mimo, że o niebo lepsza siedzi cicho”. Trudno się z tym nie zgodzić. Póki co czekam na nową propozycję Magdy. Strzelam w ciemno, że będzie na bardzo wysokim poziomie.

Na tym zakończę pierwszą część tej publikacji. Mogliście w niej przeczytać o żeńskich głosach, które od dłuższego czasu możemy słyszeć na rynku muzyki disco polo. W części drugiej postaram się przeanalizować poczynania tych nieco młodszych (czyt. debiutujących) artystów, a w zasadzie artystek. Tak, więc na pewno Lider Dance, Dance UP, Agata Kulik, Fortex, X-Trans i Casandra. Pozdrawiam i przepraszam, że tak zanudzam…;)

Wywiad z Jarkiem i Michałem – grupa Long & Junior

Witam Panowie, jak samopoczucie w te chłodne jesienne dni?

– Troszkę przemęczeni letnimi koncertami, ale wszystko wraca do normy. Za oknami robi się chłodniej ale jako fani zimowych sportów nie możemy doczekać się zimy.

Grupa Long & Junior powstała o ile dobrze wiem w 2000 roku. Jak do tego doszło, skąd taki pomysł, kto wyszedł z inicjatywą?

– Dużo wcześniej, przed rokiem 2000 graliśmy w klubach jako DJ’ e. Wielokrotnie spotykaliśmy się rankiem po nocnych imprezach, żeby obgadać, co takiego działo się w klubie. Tak narodziła się współpraca. W późniejszym czasie po zdobyciu tytułów Mistrza Polski DJ’ ów przez Longa oraz trzeciego miejsca przez Juniora postanowiliśmy zrobić krok do przodu. Znając klimaty, które docierały wówczas do młodzieży postanowiliśmy temu sprostać. Nagraliśmy pierwszy singiel J.A.Z.D.A. , który od razu stał się hitem polskich dyskotek. Dalej to już poszło.

Dlaczego Long to Long, a Junior to Junior (śmiech)? Skąd takie pseudonimy?

– Long to bez wątpienia ze względu na wzrost (śmiech), a Junior dlatego ponieważ zaczynając karierę jako DJ pierwszy raz sam w klubie miał zaledwie 13 lat, a już prowadził sam imprezy w poważnych klubach.

Swoje single i płyty wydawaliście w dość dużych odstępach czasowych. Taką założyliście taktykę, czy było to spowodowane czymś innym?

– My kierujemy się jedną zasadą – rób dobrze i nie na siłę. Nie mamy ciśnienia, żeby co 2 tygodnie robić nowy kawałek i być może jakiś złapie tak jak mają to w zwyczaju niektóre grupy. My po prostu długo czekamy i pracujemy nad numerami, aby były po prostu najlepsze. I tak bez wątpienia się dzieje (śmiech). Co nagranie jest lepiej.

Nietuzinkowe teksty, teledyski. Skąd bierzecie na to pomysły?

– Tylko z własnych głów !

Poza sceną też jesteście tak pozytywnie zakręceni?

– Po za sceną mamy się już dość. Zdarza nam się razem pracować w jednej firmie, ale mijamy się (śmiech). Wiesz, co za dużo to nie zdrowo. A tak ogólnie to masz rację – pozytywna energia dopisuje nam wszędzie i nie znosimy ponuraków.

Jedyny taki duet, jedyna taka impreza. Ale… na dobrą sprawę grupa Long & Junior to także Dj Seba….

– Tak, w naszej grupie niejednokrotnie towarzyszył nam Sebastian. Zawdzięczamy mu dużo. Teraz jednak daliśmy mu troszkę oddechu, aby pokierował swoją agencją artystyczną oraz imprezami jakie nakręca. Bez wątpienia jest to poważny człowiek w naszej ekipie.

Singiel „Kocham Cię” zwiastuje Wasz nowy album. Kiedy możemy się go spodziewać?

– Singiel „Kocham Cię” to bez wątpienia jedna z naszych najlepszych produkcji. Jest to singiel, który otwiera pracę nad nowym albumem. Na album będziemy musieli jeszcze troszkę poczekać.

Jego wydawcą będzie… I dlaczego właśnie ta firma?

– Oczywiście firma Hit’nHot z którą współpracujemy od 1999 roku. Dlatego ponieważ nasza współpraca przebiega wzorowo. Każda ze stron rozumie drugą stronę a to pogłębia dobrą współpracę.

Przed premierą płyty pojawi się kolejny singiel?

– Tak Planujemy jak do każdej płyty zrobić 3 single. . Pierwszy otwierający album, drugi napędzający a trzeci promujący. Tak pewnie będzie też w tym wypadku.

Nie pomylę się chyba jak powiem, że gracie muzykę dance. Bywacie jednak kojarzeni jako zespół grający disco polo? Jak to osobiście odbieracie?

– Mentalność Polaków jest taka: jeśli grasz i śpiewasz po polsku, a nie grają cię w komercyjnych stacjach i dużych TV, nie mówiąc tu o muzyce rockowej, to jest to Disco Polo. Nic nie mamy do tego rodzaju muzyki – szanujemy artystów, którzy ciężką pracą jednoczą fanów. Jednak nie znosimy osób, które notorycznie na cudzych wcześniej wyprodukowanych nagraniach lansują się na mega gwiazdy muzyki polskiej ponieważ mają tak pusto w głowie, że nie potrafią nic dobrego wymyślić. Dla nas taki artysta to nie artysta. Ale na szczęście oni istnieją najkrócej. Oczywiście nie mamy nic przeciwko zespołom, które na weselach grają covery itd. Natomiast granie koncertów na cudzych nagraniach… Według mnie lipa. Ponieważ nic nie brzmi lepiej niż oryginał. Ale to już pozostawiam pod rozwagę…

W Waszym życiu jest jeszcze miejsce na coś więcej poza muzyką? Nie pytam o rodzinę, a bardziej o realizacje swojego hobby, zainteresowania, pracę itd…

– Tak, oczywiście. Granie nie pochłania nam tyle czasu abyśmy nie mogli robić czegoś innego. Dobrze współpracuje nam się z firmą Renault. Której poświęcamy część naszego czasu. Do tego ogródeczek (śmiech), brzmi jak dziadek, no i Play Station.

Na waszych koncertach dużo się dzieje. Zdarzyło się kiedyś coś na zawsze utkwi w Waszej pamięci?

– Gramy około 150 koncertów rocznie. Ciężko jest teraz znaleźć coś w pamięci. Powiem Ci tak – na każdym koncercie zdarza się sytuacja, o której jeszcze długo po rozmawiamy. Fajną sytuacją był nasz pierwszy w życiu koncert gdzie podczas przymierzania się do śpiewana pierwszej zwrotki Junior zrobił duży krok do przodu i… zniknął pod sceną ponieważ duże głośniki basowe rozsunęły się przed koncertem i zrobiły metrową dziurę.. Resztę zwrotki Junior zaśpiewał pod sceną próbując się z niej wydostać… Dobre to było…

(śmiech) Macie czas na odpoczynek? Wyjazd z rodziną na wakacje?

– Niestety musimy organizować czas tak, aby każde z nas zaplanowało wakacje w tym samym czasie, a to nie jest łatwe. Ale dogadujemy się… o ile mi wiadomo.

W zespole się dogadujecie, a jak jest poza nim, Wasze rodziny się przyjaźnią? Odwiedzacie się, czy po całym sezonie koncertów już nie możecie patrzeć na siebie, przy okazji świąt, czy jakiegoś grilla (śmiech).

– Oczywiście, że się dogadujemy! Jak mogło by być inaczej. Spotykamy się na imprezach rodzinnych, a najlepsze jest to, że Junior kupił ogródek który jest obok ogródka Longa nie wiedząc o tym , więc grille też wchodzą w grę – przy piwku oczywiście.

Czym w najbliższym czasie zaskoczy nas Long & Junior?

– Zaskoczy i to bardzo pierwszą w Polsce realizacją niepowtarzalnego teledysku jakiego nie zrobił jeszcze nikt, ale o tym to już nie co później…

I myślę to będzie dobra motywacja, byśmy w niedalekiej przyszłości znów porozmawiali i poruszyli ten temat. Dziękuję za wywiad.

– My też bardzo dziękujemy i pozdrawiamy wszystkich, którzy cenią dobrą muzę.