Omega Music uratuje rynek?

Omega Music uratuje rynek?

Przed kilkoma laty dało się zauważyć tendencję wzrostową na powracające do grania zespoły disco polo, które już od dawna nie istniały na rynku. Gdy z nowymi produkcjami wrócili niemal wszyscy, sytuacja się uspokoiła a drugą młodość przeżyli jedynie nieliczni. Dziś znów zrobiło się niemałe zamieszanie, bo chyba mało kto spodziewał się, że do gry wróci nie tyle zespół, co jedno z największych wydawnictw muzycznych z lat 90. Mowa o firmie Omega Music, która okresie świetności i rozkwitu disco polo sprzedała ponad 100 milionów albumów! I choć w branżowych kuluarach coraz częściej mówi się o spadku popularności tej muzyki, widać nie jest to jej definitywny koniec skoro na rynku znów pojawia się tak silny gracz.

Prawdą jest, że disco polo wciąż ma się dobrze, jednak kondycja gatunku jest coraz gorsza. Otwarcie nikt o tym nie mówi, jednak gdy porusza się ten temat za kulisami, to większość przyznaje racje. Przesyt jest mocno zauważalny i teraz jak nigdy można go porównać do tego z roku 2002, gdy disco polo na długie lata zniknęło z masowych mediów wraz z ostatnimi odcinkami Disco Relax i Disco Polo Live.

Główny wpływ na to mają rzecz jasna zespoły, których ilości nie jestem w stanie policzyć. Niegdyś jako dziennikarz byłem na bieżąco ze wszystkim. Znałem każdy zespół i jego produkcję. Ba! Byłem w stanie odróżnić je od siebie po brzmieniach, sposobie śpiewanie czy samej barwie wokalu. Od kilku lat jest to niemożliwe i o tyle jest to przykre, że pękający w szwach z zespołami worek, niszczy cały rynek.

Dziś dostęp do studia i aranżacji muzycznych jest dużo prostszy i tańczy niż kiedyś. Każdy może pozwolić sobie na stworzenie utworu, który będzie go kosztował tylko kilkaset złotych, nie wspominając o wydaniu kolejnych kilku stów na teledysk. Owszem, w 90 % takich przypadków jakościowo będzie to odbiegało od czołówki branży. Młodzi artyści jednak na to nie zważają, wciąż twierdząc, że by stać się gwiazdą disco polo nie potrzeba zbyt wiele. Taki też „artysta” zbyt wiele nie żąda od organizatora imprezy, jadąc na koncert za 900 zł… Owszem, nikomu nieznany zespół nie zastąpi gwiazdy, jednak dla organizatora dożynek to czysty biznes, gdyż w naprawdę wielu przypadkach wystarczy napisać na plakacie magiczne zdanie „zespół disco polo” i już czujemy się jakby grała u nas ścisła czołówka.

Pytanie, co zrobić by zatrzymać ten proceder? Pytanie, czy nie jest już na to za późno i kolejny upadek disco polo jest już tylko kwestią czasu? Tak jednak wspomniałem, nie musi tak być, skoro na rynku znów pojawia się potężny gracz jakim jest Omega Music. Gracz, który swoją działalność zakończył 19 lat temu i z pełną świadomością znów wchodzi do tej samej piaskownicy i jak zauważyłem, wciąż ma ogromne grono zwolenników, nawet jeśli chodzi o zespoły. To też świadczy o tym, że w  czasach, gdy wykonawcy wielokrotnie byli oszukiwani przez wydawnictwa, Omega Music grało czysto. Po rozmowie z właścicielem firmy, którym w dalszym ciągu jest Zbigniew Retkowski, muszę przyznać, że jego wizja i sposób w jaki podchodzi do swojego powrotu, jest godny uwagi. Oby przyniósł nieco świeżości, a przede wszystkim jakości…

Pierwszy taki projekt w historii disco polo!

Pierwszy taki projekt w historii disco polo!

Disco polo to jeden z tych tych gatunków muzycznych, który na przestrzeni ostatnich dwóch dekad ewoluował nie do poznania. Nowoczesne brzmienia, niebanalne teledyski, wielkie koncertowe show i profesjonalizm, który wręcz kipi z tej muzyki. Nie zawsze jednak tak było. Przez lata jej wykonawcy odbiegali pod wieloma względami od swoich kolegów po fachu grających chociażby pop czy rock, nie wspominając już nawet o artystach zachodnich. Problem przez lata urósł do niemałych rozmiarów, bowiem do dnia dzisiejszego ciężko wyzbyć się stereotypu infantylnych, płytkich tekstów pisanych na kolanie czy nagrań realizowanych w garażu. Jest jednak coś, co sprawia, że do lat 90. i tamtych produkcji wracamy z ogromnym sentymentem. „To coś” sprawiło, że powstał zespół, który tworzy prawdziwe disco polo sprzed 20 lat i jest w tym tak dobry, że na początku nabrałem się nawet ja.

Na jeden z teledysków zespołu Galaxi trafiłem dość przypadkiem i sam do końca nie wiem, co skłoniło mnie do kliknięcia w link. Gdy po jego otwarciu dotarły do mnie pierwsze zewnętrzne bodźcie, wiedziałem, że to był dobry ruch z mojej strony. Nie dawało mi jednak spokoju to, że ja, człowiek, który o tej muzyce wie prawie wszystko, nie zna zespołu Galaxi, tym bardziej, że gra tak dobre, klasyczne disco polo. Podejmując prywatne śledztwo, dotarłem do prawdy, która wbiła mnie w fotel, bo sam nie wierzyłem, że w dzisiejszych czasach można zrobić tak genialny i autentyczny projekt.

Zaczynając od nazwy, poprzez image czy kończąc już na wspomnianej wcześniej twórczości muzycznej, w działaniach tych trzech facetów nie ma grama przypadku. Nazwa „Galaxi” na dzień dobry wskazuje, że mamy do czynienia z projektem z nieco odległych czasów. Niegdyś wszystko co miało w sobie literę „X” lub inny zachodni akcet, wydawało się zagraniczne, obce i co za tym idzie lepsze, ciekawsze i bardziej przyciągające uwagę. Gdyby zatem sięgnąć w historię i przyjrzeć się grupom, które powstały w latach 90., to naszym oczom okażą się przecież nazwy takich formacji jak Boys, Top One, Big Dance, Fanatic czy Maxel.

Idąc dalej, nie sposób nie zwrócić uwagi na to, co noszą na sobie członkowie zespołu Galaxi. 25 lat temu, gdy nikt nie śmiał nawet marzyć o prywatnym styliście, zespoły disco polo swój image w sposób genialny dostosowali do muzyki jaką grają. Ubrania były lekkie, proste, kolorowe i z reguły niczym nie wyróżniały się od tych, które mieli na sobie przybyli na koncert fani. Nie sposób nie wspomnieć już o tym, że zapoczątkowana w tamtych czasach moda na jednolite stroje wszystkich członków zespołu ciągnęła się jeszcze przez kilka długich lat XXI wieku. Dodać do tego kolorowego ubrania prawdziwy, męski wąs, i oto mamy przed sobą muzyka lat 90.

Najważniejsza jednak w tym wszystkim jest muzyka. Ta, jaka była każdy słyszy. Disco polo od początku swojego istnienia miało jeden główny cel – dawać ludziom radość. Nie doszukujmy się, więc w tych utworach górnolotnych ambitnych tekstów, niesamowitych idei oraz przesłania dającego do myślenia nocami. Disco polo to muzyka łatwa, lekka i przyjemna, i koniec kropka. To muzyka pryz której ludzie mogą zapomnieć o problemach dnia codziennego i przy nieskomplikowanych akordach być wreszcie, na prawdę sobą. Czy zatem to jest to tak nieprzyzwoite by na każdym kroku karać ludzi słuchających „Jesteś szalona”? To tak jakby czepiać się formacji rockowych, że grają na gitarach…

– Od zawsze lubiliśmy taką muzykę. Ona była tak jak my, czasem wesoła, czasem
nieskomplikowana, niekiedy refleksyjna ale zawsze szczera – mówi mi Adam Strycharczuk, wokalista i frontman Galaxi, który wraz z Błażejem i Denisem w sposób po prostu genialny pozwolił mi przypomnieć o tym, jak piękne to były czasy, kiedy disco polo jeszcze raczkowało.

Ale i już wtedy miało się bardzo dobrze za sprawą legendarnych programów Disco Relax i Disco Polo Live. To dzięki nim muzyka łatwa, lekka i przyjemna docierała regularnie do milionów polskich domów, w których z zapartym tchem oglądaliśmy niskich lotów teledyski – nagrane wielokrotnie byle gdzie, byle jak, byle by. To jakby kolejny smaczek tamtych lat. Choć dziś, podobnie jak reszta wspomnianych cech disco polo, nieco wstydliwy. Wstydliwy ale i inspirujący. Bo skoro młode zespoły rockowe stylizują się na swoich starszych kolegów, to dlaczego nie mogą tego robić discopolowcy?

– W pracy z muzyką i wideo używamy sprzętów „z epoki” – starych, japońskich syntezatorów i kamery na kasety mini DV z drugiej połowy lat 90′. – dodaje Adam.

Ktoś w tym momencie mógłby powiedzieć, że właśnie w wielkim skrócie opowiedziałem dlaczego ludzie szydzą z tej muzyki, szczególnie z tamtej dekady. Nie. Ja właśnie opowiedziałem dlaczego my, ludzie urodzeni i wychowani w latach 90., wychowani na muzyce disco polo z tak wielkim sentymentem wspominamy tamte odległe, piękne czasy i dlaczego w naszych sercach wciąż gra ta lekka, nieskomplikowana melodia. To też właśnie sprawia, że pod takim projektem jak Galaxi podpisuję się obiema rękami, podsumowując temat tym jednym zdaniem:
– Chcemy żeby ludzie bawili się razem z nami. Czy to śpiewając z wesołe refreny na koncertach czy też wspominając młodość na spacerze ze słuchawkami w uszach, a może i śmiejąc się ze swoimi znajomymi oglądając nasze klipy w zaciszu własnych domów –

Disco polo to już nie tylko męska muzyka

basta

Przez ćwierć wieku muzyka disco polo uznawana była za typowo męski gatunek. Wyjątkiem potwierdzającym regułę była Shazza, którą w latach swojej świetności stawiano niemal na równi z takimi wykonawcami jak Boys czy Bayer Full. Gdy jednak Królowa Disco zeszła ze sceny, przez lata z trudem było szukać jej następczyni. Udało się to dopiero Evie Basta, która nie tylko udowodniła, że nie ma ludzi niezastąpionych ale i pokazała kobietom, że te również mogą osiągnąć sukces w tej muzyce. Eva, choć nie miała z początku łatwo, przetarła szlaki i otworzyła drzwi do kariery swoim koleżankom po fachu. Dowód? Ogromna popularność żeńskich zespołów i wciąż powstające nowe! Rynek jeszcze nigdy nie był tak kolorowy.

Wystarczy przejść się do klubu, włączyć radio grające disco polo czy sprawdzić popularność teledysków w serwisie YouTube, by przekonać się, że mężczyźni już dawno przestali samodzielnie panować na scenie tej muzyki. Takie zespoły jak Camasutra, Top Girls, Exaited czy Piękni i Młodzi z wokalem Magdy Narożnej to ścisła branżowa czołówka a takie hity jak „Porwij mnie”, „Mleczko”, „Dziś Ci to powiem” czy „Niewiara” na stałe zapisały się na kartach historii polskiej muzyki rozrywkowej.

Zdolne kobiety co prawda od zawsze przewijały się przez tą część sceny, jednak z całym szacunkiem nie można powiedzieć o nich, że zawojowały rynek. Do dziś urzeka mnie wokal Marzanny Zrajkowskiej, która wraz z zespołem Kolor tworzyła jedne z najbardziej nastrojowych piosenek w historii disco polo. Wielki sentyment mam do Elwiry Mejk, posiadaczki cudownego głosu, który w utworze „Daj nam czas” wywołuje ciarki na całym ciele. Etna zaś potrafi zauroczyć nie tylko muzycznymi produkcjami ale przede wszystkim swoją dojrzałą, piękną i inteligentną osobą.

Dlaczego zatem jeszcze parę lat temu tylko wspomniana wcześniej Shazza mogła cieszyć się statusem wielkiej gwiazdy disco polo? Dlaczego ta muzyka przez tyle lat była domeną mężczyzn? Nie potrafię zliczyć ile razy zadawałem sobie to pytanie i ile razy pozostało ono bez odpowiedzi.
– Być może kiedyś kobietom brakowało pewności siebie. Być może rynek disco polo sprzed 20 lat był znacznie bardziej surowym środowiskiem pracy, w którym dużo trudniej było odnaleźć się paniom – mówi mi Mariusz Jasionowicz, znany fanom jako Marioo.

Coś w tym jest. Wydaje się zatem, że wszystko zaczęło się zmieniać przy lub też za udziałem Evy Basta, którą swego czasu media okrzyknęły nową Królową Disco Polo. Sukces przyniósł jej jednak nie tylko upór i konsekwencja ale i szczęście bo z momentem, w którym ta sympatyczna artystka zaczęła wspinać się na szczyt, lepiej trafić nie mogła.

– Rynek muzyczny nie lubi jednolitości. Przede wszystkim z tego powodu rynek disco polo jak I fani gatunku zaczęli doskonale przyswajać, a wręcz chłonąć wszystkie pojawiające się na rynku wykonawczynie – dodaje Marioo.

Rynek, choć coraz bardziej ciasny, dla Pań stoi wciąż otworem. Nie ma w nim przesytu i póki co, z dość sporym zaciekawieniem śledzę to, co się na nim dzieję. Nie czuć jeszcze w tym przesytu i pełnego skomercjalizowania tak jak w przypadku męskiej części artystów. Bardziej zabawę i szukanie swojego kawałka sceny na tym dużym rynku. Ten jest na to otwarty, zwłaszcza że artystkom ciekawych pomysłów nie brakuje, o czym świadczą kolejne znakomite produkcje i pojawiające się nowe zespoły.

– Dzisiaj jest dużo zespołów, ale ja zawsze robię swoje, nie patrzę na innych. Słyszałam, że jak nie masz znajomości lub kasy to nie będzie ci łatwo. Trudno, mi wystarczy wsparcie które mam w rodzicach i bezinteresownych przyjaciółkach. Nie zakładałam zespołu dla pieniędzy. Robię to co kocham – przyznaje wokalistka Energy Girls, Paulia, która swoją autorską produkcją zadebiutowała w branży początkiem tego roku.

– Mam nadzieję, że muzyka, którą tworzymy spodoba się odbiorcom. To będzie największa satysfakcja dla nas –

Geniusz branży disco polo

mm

Król disco polo jest tylko jeden i nie jest nim wcale Zenek Martyniuk, który od kilku lat przeżywa swoje pięć minut. Królem, anim tym bardziej cesarzem disco polo nie jest Sławomir Świerzyński z zespołu Bayer Full, który całej Polsce wcisnął kit o sukcesie swojej grupy w Chinach. Królem disco polo jest człowiek, który na samym szczycie popularności jest od 25 lat, czyli prawie tyle ile istnieje sam gatunek. Marcin Miller, bo o nim mowa, jak mało kto przyczynił się do rozwoju a także wzrostu popularności disco polo. Człowiek, którego twarz i głos znają wszyscy Polacy, dziś obchodzi swoje 48 urodziny i wydaje się, że już dawno nie był w tak doskonałej formie i to nie tylko muzycznej.

To, że Marcin od samego początku wiedział jak zabrać się do tej muzyki było widać od pierwszych publicznych występów grupy. Zespół się wyróżniał, miał „to coś”, co sprawiało, że systematycznie stawał się coraz bardziej popularny i rozpoznawalny w kręgach lokalnych. Miller wielokrotnie w wywiadach powtarzał, że zakładając zespół nigdy nie myślał nawet o tym żeby nagrać własny materiał, zrealizować teledysk czy nawet wystąpić w telewizji. Rosnąca popularność zespołu Boys doprowadziła jednak do tego, że to o czym lider i wokalista grupy nawet nie marzył, przyszło wkrótce samo. Upór i talent doprowadziły Marcina i spółkę do wydania pierwszego albumu „Dziewczyna z marzeń”, który przyniósł pierwszy mega hit pt. „Wolność”. Dziś znają go przecież wszyscy, od młodego do starego!

Tak zaczęła się tworzyć legenda Marcina Millera i zespołu Boys, który ze swoim charakterystycznym wokalem w dość krótkim czasie wyrósł na jedną z największych gwiazd tego gatunku. „Chłopcy” kropkę nad „” postawili numerem „Jesteś szalona”, który wybrany został Hitem Wszech czasów Disco Polo. Całkowicie zasłużenie. Nie było jednak hitu, gdyby nie genialny zmysł Millera. Utwór światło dzienne ujrzał w roku 1992, a jego twórcą i pierwotnym wykonawcą był Janusz Konopla z zespołu Mirage. Piosenka przeszła jednak zupełnie bez echa aż do roku 1997. Miller od dawna miał pomysł na ten numer i gdy przedstawił go Polsce, ta oszalała na punkcie „Szalonej”.

Rok ten w kartach historii muzyki disco polo a w zasadzie i nie tylko, zapisał się również z innego względu. Wtedy też powstał w Polsce pierwszy, prawdziwy boysband! Tak, mowa tu oczywiście o zespole Boys, który odłożył instrumenty (keyboard) na bok i zaczął tworzyć na scenie prawdziwe taneczne show. W ślad za poszły zespoły konkurencyjne. Pomysł to i zasługa rzecz jasna Marcina Millera, który spełniając kolejne marzenie totalnie zrewolucjonizował muzykę disco polo. Sam tym zaczął się na scenie ruszać i do tej pory wychodzi mu to naprawdę dobrze.

Tak jak poszukiwanie młodych talentów. Dziś, przeżywając swoją drugą młodość zajmuje się nie tylko występami na scenie. Prowadzona przez niego agencja artystyczna Diamond Music ma swoich. W ich produkcjach ciężko doszukać się słabych punktów, a w oczy i uszy rzuca się artystyczna dojrzałość, na co szczególną uwagę musi kłaść sam Marcin Miller, który z takim samym sercem musiał podejść do swojej najnowszej płyty. Tak dobrego materiału Boys nie słyszałem już od wielu, wielu lat… Marcinie, w dniu Twoich urodzin, życzę Cię tylko tak dobrych piosenek!

Kiedy coming out w disco polo?

Kiedy coming out w disco polo?

Sportowcy, politycy, aktorzy, celebryci, dziennikarze, muzycy. Wśród wszystkich znajdziemy osoby o odmiennej orientacji seksualnej. Wśród wszystkich znajdziemy tych, którzy zdecydowali się na publiczny coming out. Choć w zdecydowanej większości dotyczy to zachodnich sław, które łamią wszelkie schematy dot. chociażby geja w kapeli metalowej czy piłkarza, to Polacy wydają się powoli dorastać do tak wielkiej odwagi cywilnej. Prawdę mówiąc robią to w czasach kiedy społeczeństwo już tak nie ekscytuje się kolejnymi newsami dot. czyjejś orientacji. Skoro dożyliśmy do takich czasów, to zastanawia mnie kiedy poznamy pierwszego homoseksualistę w muzyce disco polo i jakie będą tego skutki?

Piękne kobiety w teledyskach, piękne kobiety na koncertach i… po koncertach. Życie gwiazdy disco polo wydaje się nie mieć minusów. Gdzie się człowiek nie obejrzy, otacza go płeć piękna gotowa na wszystko. Legendy opowiadające o tym, co dzieje się za tzw. kulisami koncertów są po części prawdziwe, co tym bardziej daje zwykłemu Kowalskiemu powód do zazdrości. Są jednak tacy artyści, którym takie pokusy nie straszne.

– W środowisku disco polo są obecni homoseksualiści. Większość osób w branży doskonale wie, kto jest gejem – mówi mi Adam Begier, właściciel jednego z portali disco polo.

To prawda. Scena muzyki disco polo mimo mnóstwa występujących zespołów wydaje się być mała a ludzie związani z tą sceną zamknięci w hermetycznej grupie. Wszyscy więc wiedzą o sobie wszystko, albo prawie wszystko. Wygląda jednak na to, że nikt nikomu do łóżka nie zagląda i nie papla jęzorem na prawo i lewo. To też jest pewien atut tej grupy, którą za nic nie interesują się paparazzi i plotkarskie media.

Skoro wiadomo już, że takowi homoseksualiści w branży są, to dlaczego jeszcze żaden nie zdecydował się na oficjalny coming out?

– Mysle że nie byłoby to jakieś wielkie halo – mówi Justyna Banasik, właścicielka kanału NawrotkaTv w serwisie YouTube. Jej zdanie podziela Begier, który dodaje, że „Taka wiadomość nie wpłynęła by na branżę i postrzegania takich osób”. Skoro oboje wydają się mieć rację podzielając tym samym moje zdanie, to co stoi na przeszkodzie by pokazać swoje prawdziwe „Ja”? Walka o koncerty jest zacięta, nikt zatem nie chce pokusić się o 5 minut sławy?

Galaktyczne brzmienie Elise

Galaktyczne brzmienie Elise

Wziąć do ręki nową płytę polskiego artysty wykonującego muzykę rozrywkową, ocierającą się o dance czy disco polo, to praktycznie mission impossible. Krążki, wyparte przez empetrójki, nie sprzedają się od kilkunastu lat. Mimo to, od czasu do czasu pojawiają się artyści chcący zmienić ten stan rzeczy. Dziś wyzwanie podejmuje młodziutka Eliza Wietrzyńska, która sama sprezentowała sobie prezent na mikołajki. Tym prezentem jest jej drugi album, zatytułowany „Galaktyczny sen”. Powodzenie Elise jest o tyle prawdopodobne, że tak znakomitej płyty na rynku nie było już bardzo dawno!

Na samym wstępie obowiązkowo muszę zaznaczyć, że nie mówimy o płycie w klimacie disco polo. Nie mówimy o płycie w klimacie dance. Choć utwory znajdujące się na krążku posiadają elementy obu tych gatunków, to nie sposób je ze sobą połączyć w stu procentach, więc już na tym etapie płyta „Galaktyczny sen” wyróżnia się wśród innych. Jeśli to nie disco polo, jeżeli to nie jest dance, a można o niej mówić jako o produkcie muzyki rozrywkowej, to o jakim gatunku mówimy? Zdecydowanie jest to taneczny pop, który w bardzo wielu przypadkach wrzucany jest w naszym kraju do worka z takimi zespołami jak Bayer Full czy Akcent.
– Na całym świecie w największych katalogach muzycznych znajdujemy taki gatunek, więc dziwi mnie dlaczego w naszym kraju się tego nie rozróżnia – żali mi się Eliza.

Zapewne z czystej wygody wynikającej z polskiej mentalności. Nam zdecydowanie łatwiej jest nazwać taneczną produkcję piosenką disco polo. W utworach Elise jest jednak coś zdecydowanie więcej niż łatwość, lekkość i przyjemność charakteryzująca ten gatunek. Dojrzałość, to pierwsze co nasuwa mi się na myśl. Wsłuchując się w teksty piosenek zawartych na albumie „Galaktyczny sen”, aż ciężko uwierzyć, że ich autorką jest dwudziestojednoletnia dziewczyna, która od samego początku powstawania płyty wiedziała czego chce.

– Chciałam brzmienia „żywej” perkusji, nie elektronicznej. Zapragnęłam dodać „żywe” gitary i tekst, który dla mnie znaczy coś więcej. Pragnęłam zaśpiewać wszystko po swojemu, tak jak czuję – mówi artystka, która bez zastanowienia zaprosiła do współpracy mistrza w swoim fachu, producenta Emila Jelenia. To dzięki niemu aranżacje utworów brzmią tak doskonale, nowocześnie, ambitnie a zarazem lekko, łatwo i przyjemnie.

„Galaktyczny sen” to także oryginalne podejście artystyczno-marketingowe. Album promują teledyski złożone w mini-serial, składający się z ośmiu wideoklipów opowiadających historię trojga ludzi. Szalony pomysł Elizy pozwala nam zupełnie innowacyjnie spojrzeć na płytę, która jak się okazuje może być nie tylko zbiorem pojedynczych piosenek ale i wciągającą historią. Ta do tej pory ukazała się w trzech częściach, a premiera czwartej planowana jest na luty 2018 roku.
– Mam zaplecze wspaniałych ludzi, specjalistów i osób skorych do pomocy przy tym projekcie, bez których niewątpliwie nie udałoby się zrealizować tego przedsięwzięcia. Mam nadzieję, że będziecie uważnie śledzić losy Julki, Wojtka i Huberta – dodaje Eliza.
Wydaje się zatem, że mając tak znakomity produkt w ręce, oczekiwania artystki są spore. Tymczasem jest zupełnie inaczej, jakby na potwierdzenie, że mamy do czynienia z osobą poukładaną i świadomą ciężkiej drogi na szczyt.
– Moje oczekiwania? Kompletnie żadnych! Chciałabym zasłużyć na uwagę nowych odbiorców poprzez ciężką pracę nad materiałem i swoim głosem. Chcę rozwijać swoją pasję i pokazywać jej efekty światu. Jeśli komuś przy okazji mogę sprawić tym jakąkolwiek radość to spełnienie moich marzeń!

Karierę zrobili gorsi

Karierę zrobili gorsi

Wielokrotnie powtarzałem, że w polskiej muzyce rozrywkowej, karierę nie zawsze robiły zespoły, które na to zasłużyły. Serce boli tym bardziej, że dziś media wręcz molestują nasze uszy artystami mało utalentowanymi, podczas gdy na ich miejscu powinni znaleźć się inni. Ci posiadający „to coś”. Talent jednak to nie wszystko. Liczy się pomysł, sposób prezentacji swojej muzycznej wizji, czas i forma w jakiej artysta próbuje trafić do słuchacza, cierpliwość czy też po prostu pieniądze i znajomości. Na dobrą sprawę mógłbym wymienić jedynie te dwa ostatnie czynniki, które nie tylko w naszym rodzimym disco polo odgrywają znaczącą rolę. Nie bez winy są też słuchacze, którzy dają sobie wcisnąć kicz i tandetę, przechodząc zupełnie obojętnie obok muzyki przez duże „M”.

Postanowiłem zrobić krótką listę zespołów, których produkcje spełniały wszelkiego kryteria muzyki przez duże „M”. Zespoły te miały papiery na sukces. Wśród nich są takie i takie z talentem i z pomysłem i z „tym czymś” . Każdy z ze słuchaczy i czytelników może według własnego sumienia odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego o tych zespołach już nie słyszymy. Jakie powody by to nie były i jak różne byłyby Wasze opinie, to z pewnością na liście tej znalazły się formacje, których obecnie bardzo brakuje na rynku, a jeśli są to na pewno nie w tym miejscu, gdzie być powinny. Podkreślę jeszcze, że lista ta powinna być znacznie dłuższa…

Magness
Zespół na rynku disco polo pojawił się przed sześcioma laty. Jego historia sięga jednak roku 1998, kiedy to zaczął grywać na wszelkiego rodzaju imprezach okolicznościowych. Po wielu latach zbierania doświadczenia scenicznego, Kętrzyńska grupa jako jedna z wielu tego typu formacji muzycznych, postanowiła postawić krok dalej i zaprezentować się szerszemu gronu słuchaczy. Tak oto powstały takie single jak „Głowę unieś i walcz”, „Wakacje na mazurach” czy „Chcę z Tobą być”, a wkrótce na pośrednictwem Wydawnictwa Muzycznego Poparazzi cały album zatytułowany „Zawsze będziesz obok mnie”. Chwilę później słuch po nich zaginął. Zespół wrócił do korzeni i w chwili obecnej zobaczyć można go wyłącznie na imprezach okolicznościowych. Szkoda, gdyż produkcje Magness (choć niewiele ich było) charakteryzowały się niezwykłą dojrzałością i wielką klasą. Paweł Brzoza i spółka potrafili w ambitny sposób zainteresować słuchacza i „zmusić” go do tupania nóżką.

Strych
Takiego zespołu jak ten, od dawna nie było wśród wykonawców disco polo. Pojawili się nagle i od razu zrobili wokół siebie spore zamieszanie. Grupa, która na pierwszy rzut oka gra „coś cięższego”, wypuszcza na rynek produkcje łatwe, lekkie i przyjemne a na dodatek inne niż te, którymi raczą nas pozostali. Dodając do tego wokal nie do podrobienia, otrzymujemy jeden z najgorętszych debiutów ostatnich lat, doskonale sprawdzający się w produkcjach tanecznych oraz w balladach. Niestety 5 minut Strychu miało miejsce 5 lat temu i nie przerodziło się w minut 10. Hrubieszowska formacja zostawiła po sobie kilka znakomitych produkcji „Jak na imię mam”, „Dziewczyna którą masz” czy „Jesienna miłość”. Muzycy w październiku przypomnieli o sobie nastrojowym utworem „Jedno słowo Tak” dając nam nadzieję, że jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa. Oby!

West
Młody, zdolny i z szansą na wielką karierę. Tak przed siedmioma laty mówiło się o Szczepanie Krasowskim, który zaistniał pod nazwą West. Już jego pierwszy teledysk do utworu „Nauczyłaś kochać mnie” dał nam do zrozumienia, że mamy do czynienia z niebanalnym artystą, przyszłością disco polo. Rzeczywistość okazała się brutalniejsza. Po wydaniu bardzo dobrej płyty „W każdą noc” zawierającej tak świetne produkcje jak „Zadzwonię ostatni raz” czy „Karolina”, West nagle zniknął i pewne jest, że już nie wróci. Sam Szczepan tematu disco polo unika jak ognia i nie chce zabierać głosu w sprawie swojej przygody z tą muzyką. Można tylko domyślać się dlaczego…

Megam
– My nadal jesteśmy na rynku, z tym że gramy tylko imprezy okolicznościowe – powiedział mi kilka tygodni temu Przemysław Kostro, 1/2 formacji Megam. Kolejny przykład niewykorzystanego potencjału, który drzemie w tym zespole. Lider i wokalista Marek Kozłowski to posiadacz jednego z najbardziej charakterystycznych i jednocześnie najlepszych wokali w branży. Zanim założył Megam można było usłyszeć go min. w zespole Mega Dance. Przed laty, już w swojej formacji muzycznej stworzył kilka znakomitych piosenek, wśród których znalazł się hit „Pomarańczowe lato”. Album „Zasada przyciągania” należał do jednych z najlepszych wydanych materiałów w ostatnich latach i mimo, że zespół znacząco przywiązywał uwagę do jakości swoich produkcji, począwszy od utworów a kończąc na teledyskach, to nigdy nie udało mu się wskoczyć na sam szczyt discopolowej hierarchii. Być może właśnie to zdecydowało o tym, że grupa postanowiła schować się w cień.

Time
Zespół, który początkiem XXI wieku stworzył takie przeboje jak „Telegram”, „Powiedz mi powiedz”, „Bez słów i łez” czy „Łzy rozstania” będące powiewem świeżości na podupadającym i tak już rynku. Choć pozycja naszej rodzimej muzyki tanecznej znacząco osłabła, grupie Time na dobre udało się zapisać w pamięci fanów, którzy poczynania Marka Szurpika i spółki bacznie śledzili przez kolejne lata. Dziś zostały jedynie wspomnienia. Grupa od kilku lat nie wypuściła na rynek nowej produkcji i wydaje się, że całkowicie skupiła się na oprawie wesel i innych imprez okolicznościowych. Potencjał ma jednak znacznie większy.

– Wokaliści z których się kiedyś brało przykład i na ich piosenkach szlifowało wokal – powiedział Krzysztof Makowiecki, wokalista zespołu Tropic, w odniesieniu właśnie min. do Marka Szurpika.

Exell
Tak szalonej, niekonwencjonalnej, nietuzinkowej… No można by tak wymieniać i wymieniać. Jednym zdaniem, tak oryginalnej kapeli na rynku polskiej muzyki rozrywkowej chyba nigdy nie było. Choć w swym repertuarze mają utwory poważne i ambitne to fani pokochali ich za piosenkę „Skibi dip” opowiadającą o… No sami musicie tego posłuchać. W każdym bądź razie po sukcesie jaki zespół osiągnął końcem lat 90., słuch po nim zaginął, by po dłuższej przerwie wrócić ze zdwojoną siłą. Cztery lata temu u boku Artura Maciejewskiego, głównego wariata w zespole Exell, pojawiła się Magdalena Kusiak, wokalistka obdarzona niesamowitym głosem. To właśnie z nią zespół ponownie przypomniał o sobie szerszemu gronu słuchaczy za sprawą utworów „Bez miłości”, „Nie bój się”, „Cofnąć czas”, „Lubię Cię”, „Mam wolną chatę”, „Na ranczo” i „Z każdej strony ja”. Choć obok produkcji fani nie przeszli obojętnie i zyskały one niemałe wyświetlenia w serwisie YouTube, to jednak czegoś zabrakło, by Exell wskoczył na top. Wierzę jednak, że pomysłowość Artura się nie wyczerpała i wkrótce znów czymś zaskoczy odbiorców, którzy muszą wreszcie znudzić się masówkami jakimi zasypuje rynek zdecydowana większość kapel.